(NIE)ZWYCZAJNI

2021-04-23

0

Po przerwie powracamy do wywiadów z fantastycznymi Osobami, które poprzez swoje działania, swoje wartości i swój sposób na szczęście, pozwalają nam czerpać inspiracje i dostrzegać rzeczywistość z innej perspektywy. Dziś mam przyjemność rozmawiać z Krysią, kobietą o włoskim temperamencie, z niesłabnącą energią i potrzebą dzielenia się z innymi swoim pozytywnym podejściem do życia a także… efektami swojego zamiłowania do gotowania. To Kobieta, która nie potrafi stać z założonymi rękami ale DZIAŁANIE to jej drugie imię. Skąd ta potrzeba? Jak odnajduje się w Polsce po 18-stu latach spędzonych we Włoszech? Zapraszam do lektury.


1. Krysia, skąd Ty masz w sobie tyle energii do działania?


Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam działać. Od małego pracowałam na gospodarstwie rodzinnym, gdzie nie było mowy aby powiedzieć, że na coś nie mam ochoty albo czegoś mi się nie chce. Była robota do zrobienia a my, dzieci, mieliśmy obowiązek pomagania we wszystkich pracach, jakie nam wyznaczali rodzice. Więc naturalne było dla mnie, że zawsze coś się działo i zawsze byłam zajęta. Poza tym, mam taki charakter, że lubię gdy coś się wokół mnie dzieje, gdy mam na coś wpływ, gdy mogę coś zorganizować. Rodzice zawsze mi powtarzali, że ja sobie w życiu poradzę bo mam mocny charakter i słysząc takie słowa od małego, nie było możliwości aby myśleć inaczej: po prostu wiedziałam, że w każdej sytuacji sobie poradzę i rzeczywiście radziłam sobie, a niejedna sytuacja wcale do łatwych nie należała. Jestem zawzięta i wierzę w to, co robię. Po czterdziestce zrobiłam prawo jazdy bo sytuacja mnie do tego zmusiła – dzieci chodziły do szkoły, mąż pracował za granicą więc mogłam w takich codziennych sytuacjach liczyć na pomoc sąsiadów, którym jestem bardzo wdzięczna. Jednak po pewnym czasie było mi bardzo niezręcznie, że codziennie ktoś podwozi moje dzieci do szkoły. Pomyślałam, że przecież nie jestem jedyna, która w tym wieku zrobiła prawo jazdy dlatego od słowa do działania nie było daleko, w tajemnicy przed wszystkimi zapisałam się na kurs i prawo jazdy zrobiłam 😊 Dlaczego w tajemnicy? Bo nie byłam pewna czy zdam za pierwszym razem i wolałam ogłosić dobrą nowinę niż złą 😊


Ta moja energia to też efekt życia we Włoszech, tego słynnego włoskiego podejścia „la dolce vita”😊 Jako młoda dziewczyna, mając zaledwie 18 lat wyjechałam do Włoch, gdzie miałam już zorganizowaną pracę, na miejscu była moja koleżanka więc wiedziałam, że będzie mi raźniej. Ale po przyjeździe okazało się, że pracy już nie ma. Po prostu. Bez zbędnych wyjaśnień, zostałam z niczym. W obcym kraju, nie znając jeszcze języka, bez pieniędzy… Koleżanka pomogła mi znaleźć inną pracę – miałam opiekować się starszym panem. Ta praca dała mi popalić, wystawiała moją cierpliwość na długie próby bo pan okazał się bardzo niemiły, nieuprzejmy, wręcz nie do zniesienia. Gdy podawałam mu talerz z zupą, potrafił do niej napluć. Krzyczał, był nerwowy, zdarzyło się, że targał mnie za włosy… Na to nie mogłam mu pozwolić bo mam swoją dumę i nikt nie ma prawa poniżać drugiego człowieka. Zaczęłam myśleć o powrocie do Polski ale nie zdążyłam zaplanować powrotu ponieważ okazało się, że jest rodzina, która szuka pomocnika. Poszłam na rozmowę, gospodarze okazali się bardzo uprzejmymi ludźmi – pomyślałam, że zostanę tydzień a potem wrócę do Polski. Tydzień zamienił się w 7 lat 😊 Relacje jakie tam nawiązaliśmy, nie były typowe – my byliśmy dla siebie jak rodzina. Zajmowałam się prowadzeniem domu, gotowaniem, było mi tam bardzo dobrze. Poznałam włoski styl życia, podobało mi się, że Włosi celebrowali każdą okazję, zapraszali gości, urządzali wystawne obiady, imprezy. Tak bardzo cieszyli się każdym dniem i każdą chwilą. Trochę się tego od nich nauczyłam i do tej pory jak zapraszam do siebie gości to nie ma mowy, żeby podejmować ich tylko herbatą czy kawą, ja zawsze dbam o to, aby ciasto było upieczone własnoręcznie😊 Wtedy czuję się spełniona! To jest po prostu moja natura: gość w dom, Bóg w dom! Gdy trzeba coś zorganizować- ja zawsze jestem pierwsza bo naprawdę to lubię! Jestem przewodniczącą szkoły podstawowej w mojej miejscowości i jestem z tego dumna! W czasie pandemii, gdy dzieci miały naukę zdalną, rozwoziłam po domach prezenty od Św. Mikołaja, bo przecież Mikołajowi nic nie może stanąć na przeszkodzie aby obdarować dzieci, nawet pandemia!:) To jest na zasadzie – inaczej być nie może!:)


2.Jakimi wartościami kierujesz się w życiu? Które są Twoim fundamentem?


Zawsze bardzo ważna w moim życiu była wiara. Miałam potrzebę modlitwy, zwracania się do Boga w trudnych sytuacjach, których nie brakowało. Gdy dostałam propozycję aby zostać przewodniczącą szkoły, wahałam się bo obawiałam się, czy sobie poradzę. Choć ludziom wydaje się, że jestem odważna i „hej, do przodu” to jednak nie do końca tak było naprawdę. Bałam się wystąpień publicznych, denerwowałam się zawsze na samą myśl o tym, że coś może pójść nie tak. Obawiałam się bycia ocenianą. I jak zawsze w takich sytuacjach niepewności, poszłam do kościoła. Wystarczyła jedna modlitwa i już wiedziałam, co mam zrobić - zgodziłam się. Poczułam, że tak powinnam postąpić. Poczułam spokój. Bóg wiele razy podpowiadał mi kierunki w życiu, wiele razy pomagał w podejmowaniu decyzji ale też uświadamiał, że dobro zawsze wraca i warto żyć zgodnie z Jego przykazaniami i własnym systemem wartości. Będąc we Włoszech, gdy już miałam męża, z którym razem pracowaliśmy u włoskiej rodziny i gdy byłam w pierwszej ciąży, okazało się, że córka mojej pracodawczyni również bardzo mocno starała się z mężem o dziecko ale bez sukcesu. Moja ciąża wywołała ogromną zazdrość u tej córki, wręcz popychała ją do złośliwości i nieuprzejmości wobec mnie. Ponieważ całą ciążę czułam się dobrze, do tego stopnia, że na 3 tygodnie przed porodem przygotowałam jeszcze przyjęcie na 60 osób-znajomych moich pracodawców, i cały czas pracowałam, widywałam ją bardzo często. Bywało tak, że przez jej kąśliwość było mi bardzo źle, a wiadomo, że ciąża powodowała dodatkowe wahania nastrojów. Po pół roku, gdy już wróciliśmy do Polski, dowiedziałam się, że ta córka, od której doznałam tyle zniewag i złośliwości, w końcu też zaszła w upragnioną ciążę ale jej dziecko urodziło się chore na mukowiscydozę…Dla mnie to był jasny znak – abym nigdy nie zapomniała, że to, co czynimy ludziom w jakiś sposób do nas wróci….Dlatego szacunek i dobre słowo są dla mnie święte.


3.Co było dla Ciebie najtrudniejsze odkąd wróciłaś do Polski po tylu latach spędzonych we Włoszech?


Mam taki charakter, że zawsze powiem to, co myślę i często mam przez to kłopoty. Jestem szczera, co w myślach to na języku ale w Polsce nauczyłam się, że ludzie niekoniecznie chcą słyszeć prawdę. Dlatego moją początkową skłonność do mówienia wprost tego, co myślę zamieniłam na ostrożność. Ja uwielbiam działać, organizować, planować a nie zawsze było to odbierane pozytywnie, co często mnie bardzo bolało. Lubię, gdy ludzie się jednoczą w różnych społecznościach, czy to małych grupach kobiet, gdzie razem coś organizują, tworzą, przygotowują jak na przykład wszelkie kiermasze, pikniki, targi, wystawy. Działanie to moje drugie imię, niecierpliwość trzecie i nie zawsze bywało to odbierane pozytywnie. Spotkałam się wręcz z zarzutami, że po co wymyślam, po co się tak popisuję, dałabym sobie spokój… Przykre jest to, że moja chęć do działania dla ogólnego pożytku bywała odbierana właśnie w taki sposób. Ale jak już wspomniałam, mam taki charakter, że nie biorę sobie do serca zbyt długo takich uwag i radzę sobie z nimi. Dlatego, owszem, zmądrzałam pod tym kątem, żeby pięć razy pomyśleć przed wyrażeniem swojej opinii ale nie zniechęcam się do działań i jestem otwarta na różne akcje 😊


4. Skąd w Tobie te zdolności kulinarne, o których miałam okazję sama się przekonać :)?


Uczyłam się w technikum gastronomicznym ale wszystkie praktyczne umiejętności zdobyłam we Włoszech. Pracując dla zamożnych rodzin, mogłam karmić ludzi z tzw. ”wyższej sfery”, przygotowywać dla nich posiłki z najwyższej jakości produktów, przebywać w towarzystwie osób, które bardzo ceniły połączenie smaku i estetyki dań. Nie było mowy aby podać podgrzane jedzenie, wszystko musiało być świeże i pachnące! Odkąd poznałam tajniki włoskiej kuchni, nawet zwykłe spaghetti bolognese stało się w naszym domu rarytasem, który uwielbia cała moja rodzina 😊 Kocham jeść i przyznaję, że nie gotuję dietetycznie bo radość z jedzenia mi na to nie pozwala, ale zawsze staram się aby posiłki były urozmaicone i po prostu pyszne.


5. Jaka jest Twoja definicja szczęścia? Przez jakiś czas żyłaś i pracowałaś u zamożnej rodziny, zwiedziłaś Włochy, podróżowałaś, sporo doświadczyłaś – gdzie tak naprawdę znalazłaś i wciąż znajdujesz swoje szczęście?


Gdy urodziłam pierwszego syna, a urodziłam we Włoszech, po kilku tygodniach wróciłam do pracy. Moja praca pozwalała mi na opiekę nad malutkim dzieckiem, mąż był przy mnie bo pracowaliśmy razem, on zajmował się „męskimi zadaniami” a ja typowo kobiecymi i taki układ świetnie dla wszystkich funkcjonował. Zawsze miałam bardzo dobre relacje z moimi pracodawcami oraz ich znajomymi i ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, przygotowali oni dla mnie wspaniałą niespodziankę – przyjęcie z okazji chrztu naszego syna! Zazwyczaj to ja przygotowywałam takie rzeczy ale tym razem wszystkim zajęła się rodzina, u której pracowałam. Miałam swoich gości, którzy przyjechali z Polski specjalnie na chrzest a razem z zaproszonymi włoskimi kompanami było prawie 80 osób! Prezenty, jakie otrzymaliśmy, życzliwość, gościnność, jaką nas obdarowano – to były tak wzruszające gesty, których do końca życia nie zapomnimy. Poczułam się wtedy, jakbym otrzymała najpiękniejszy prezent w zamian za uczciwą pracę, jaką wykonywaliśmy. Dobro wróciło do nas z ogromną mocą! Nie sądziłam, że ktoś zada sobie dla nas aż tyle trudu! To są właśnie dla mnie momenty szczęścia, kiedy czuję od ludzi życzliwość. I mam na myśli taką codzienną zwykłą ludzką życzliwość i szacunek do siebie nawzajem. Oczywiście ogromnym szczęściem jest dla mnie moja rodzina, bo lubię się ludźmi opiekować, lubię im gotować i piec 😊 Szczęście to nie jest dla mnie poszukiwanie ogromnego skarbu – nie mam na to czasu! Szczęście to drobne rzeczy, które dzieją się codziennie. To kawałek ciasta, w który włożyłam czas i serce a który u kogoś wywołał uśmiech na twarzy 😊 Szczęście odnajduję również w modlitwie. Bywa, że jestem w kościele codziennie. Od małego dziecka byliśmy w domu wychowywani w głębokiej wierze i to się u mnie przez lata nie zmieniło. Nie ma sytuacji, kiedy rezygnuję z pójścia do kościoła z powodu lenistwa. Gdy tylko nachodzi mnie jakaś myśl, żeby odpuścić, ucinam ją. Nie dopuszczam aby się rozwinęła, mówię sobie „Ty dasz radę i nie ma innej opcji” i koniec. Nie ulegam. Idę. I zawsze jestem w duchu szczęśliwsza, bo modlitwa daje mi siłę.


6. Bardzo dziękuję za naszą rozmowę. A to ciasto jest boskie!


Dziękuję i ja! A ciasta mam więcej, chodź! 😊


bohaterka, cykl (Nie)Zwyczajni, wywiad, Włochy, włoski temperament, dolce vita, radość, wartości, wiara, spełnienie, gotowanie, włoskie przepisy, duma, otwartość, mocny charakter, zaradność