BABCIA HANIA – WAŻNI SĄ LUDZIE

W dzisiejszej rozmowie z cyklu (NIE)ZWYCZAJNI, o swoich wspomnieniach i refleksjach opowie nam bardzo ciekawa osobowość. Nie mogę jej inaczej określić ponieważ to jest OSOBOWOŚĆ z charakterem, z pazurem, z jasnymi zasadami i bezkompromisowością zwłaszcza w stosunku do mody:) To Kobieta, która zarazić może swoją siłą, charyzmą ale i wykończyć emocjonalnie, zwłaszcza gdy trzeba jechać na zakupy modowe 🙂 Bo trudno znaleźć coś tak idealnego na tak wyrafinowane gusta, pamiętające świetność dawnego rzemiosła:) Tą Osobą jest Hania, moja Babcia, mama mojej Mamy 🙂 Z genami dyktatorskimi, często nie znosząca sprzeciwu, uparta i pracowita jak mrówka, uwielbiająca dobre towarzystwo i …. własne zdanie 🙂 Te geny pięknie rozkwitają w kolejnych pokoleniach, jedne z większą intensywnością, inne lekko zmodyfikowane ale z tym samym nurtem 🙂
Hania ma 83 lata i można jej pozazdrościć siły fizycznej i sprawności umysłowej. Bardzo lubię słuchać wspomnień osób, które są u schyłku swojego życia, ponieważ ich sposób patrzenia na obecny świat jest niesamowicie inspirujący i często odkrywczy. Bo odkrywamy na nowo proste prawdy i nieprzemijające wartości. Bo okazuje się, że życie jest bardzo proste i niepotrzebnie wkręcamy się w spirale skomplikowanych zakrętów i rond zamiast iść sobie spokojnie własną ścieżką, zgodnie z wewnętrznym drogowskazem wysyłanym przez fale naszego serca i sumienia.
Jakie wspomnienia z wczesnego dzieciństwa wciąż są żywe w pamięci Babci Hani? Jakie wartości okazały się w życiu najważniejsze? Jak było kiedyś? Jak wyglądało życie towarzyskie? Gdzie można odnaleźć szczęście? Co może dać poczucie spełnienia?
Hania potrafi opowiadać godzinami o dawnych czasach a ja mogłabym jej godzinami słuchać 🙂 Przed Wami, esencja naszej rozmowy, na którą umówione byłyśmy o 8 rano, wśród pól i łąk z porannym rześkim powietrzem wplątanym we włosy.

1. Babciu! Czy Ty wiesz, jak ciekawą osobą jesteś?
Aaa gdzieee tam! (charakterystyczny śmiech z buzią zakrytą dłonią):)

2. Hania! Opowiedz proszę, jakie masz najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa?
Urodziłam się w 1937 roku, miałam dwa latka jak wybuchła Druga Wojna Światowa. Pamiętam, gdy miałam niespełna 4 latka, jak pewnego dnia wojsko ruskie szło niedaleko naszego domu. Żołnierze na koniach, z karabinami, szli i rozglądali się szukając żywych mieszkańców naszej wioski. Ten przemarsz był przerażający, bo wszyscy wiedzieliśmy, że wystarczy jeden nierozważny ruch i zostaniemy rozstrzelani. Moi rodzice, ja i troje mojego rodzeństwa, skryliśmy się w piwnicy ale moja babcia została w domu, nie chciała zejść do piwnicy mówiąc, że nie będzie uciekać przez tymi barbarzyńcami, że to oni powinni się ukorzyć za zło, które wyrządzają. Jej duma i honor nie pozwoliły jej ruszyć się z miejsca, pomimo naszych próśb. Była gotowa oddać swoje życie ale nie splamić swojego honoru….Pamiętam te dziecięce emocje, ten paraliżujący strach, bo wiedziałam, że dzieje się coś strasznego, ale nie rozumiałam wszystkiego. Widziałam przerażone twarze moich rodziców, mojego starszego brata, sióstr..Mama powiedziała do nas, abyśmy byli bardzo cichutko bo jak nas usłyszą żołnierze, to wszyscy zginiemy….My, dzieci, słyszeliśmy stukot zbliżających się koni, nawoływania żołnierzy, widzieliśmy przez szpary w piwnicy jak cały korowód wojska rosyjskiego przejeżdża obok naszego domu i uważnie przygląda się każdemu oknu. Nie wiem, dlaczego nie wchodzili do środka, po prostu przejechali obok i już nigdy więcej nie wrócili. Ta ulga, którą poczuliśmy widząc jak odjeżdżają, była ogromna….
Pamiętam też inną sytuację jak pewnego dnia mój Tata dostał wezwanie na komisję. W tamtych czasach wszyscy mężczyźni byli powoływani na wojnę. Gdy wraz z innymi mężczyznami z naszej wsi, pojechał stawić się na komisję, przez kilka lat już go nie zobaczyliśmy….Moja mama i inne kobiety, chodziły często na dworzec, w nadziei, że dowiedzą się czegoś od kogoś, dokąd pojechali i czy w ogóle jeszcze żyją. Raz dostały informacje, że gdzieś niedaleko naszego domu, w polach, mieli przechodzić żołnierze a wśród nich właśnie Tata i inni mężczyźni z naszej wsi. Pamiętam, jak Mama była podekscytowana, jak poszły z samego rana w nadziei, że chociaż zobaczą ich żywych… Niestety, nie przechodziło tamtędy żadne wojsko, a rozpacz tych kobiet była nie do opisania… Nasze życie bez Taty toczyło się monotonnie, mieliśmy dużo pracy w gospodarstwie, mieliśmy krowy, byki, kury, kaczki, świnie więc pomagaliśmy Mamie wszyscy, pracując od rana do wieczora w polu i przy zwierzętach. Raz, podczas naszej pracy w polu, zauważyliśmy dwóch żołnierzy zbliżających się do naszego domu. Ogarnęło nas takie przerażenie, widzieliśmy, że wymachują rękami i pokrzykują nerwowo. Krzyczeli do Mamy łamaną polszczyzną:
-Gdzie jest mąż??!!
Mama, zgodnie z prawdą powiedziała:
-Nie ma! Poszedł na wojnę!
Oni jej nie uwierzyli, przystawili jej karabin do gardła wrzeszcząc już nie do wytrzymania. Ona spokojnie powtórzyła, że nie ma męża, jest na wojnie. Pamiętam ten spokojny głos Mamy, ale nie zapomnę jej spojrzenia. Pełne odwagi, niezłomności i dumy. My, widząc, co się dzieje, zaczęliśmy płakać, myśleliśmy, że na naszych oczach zastrzelą Mamę, a potem zginiemy i my. I po raz kolejny Bóg miał nas w swojej opiece, bo żołnierze w końcu odpuścili, przeszukali dom i uwierzyli, że nie ma w nim tego, kogo szukali. I odeszli, nie robiąc krzywdy nikomu z nas…
To uczucie strachu, którego zaznaliśmy w czasach dzieciństwa, nigdy nie zblednie. Miałam przecież tylko kilka lat a doskonale je pamiętam….

3. Jak potoczyły się losy Twojego Taty? Czy udało się Wam z nim skontaktować, czy wrócił w końcu do domu?
Po jakimś czasie Tata napisał do mamy, że żyje, że wszystko z nim dobrze. To już było po wojnie. Został zesłany do Niemiec i pracował u baora. Baor to był w tamtych czasach bogaty niemiecki gospodarz, który miał dużo pola. Tata pracował u niego na gospodarstwie, pisał, że ma tam dobrze, że dostaje jeść i jest traktowany dobrze. W końcu nastąpił ten dzień, kiedy Tata do nas wrócił… Pamiętam tylko, że gdy zobaczyłam go na naszym podwórku, to nie mogłam uwierzyć, czy to naprawdę on. Wyjechał gdy miałam kilka lat… W tym czasie też wrócili pozostali mężczyźni z naszej wsi, ci, którzy mieli szczęście przeżyć wojnę… Pamiętam jak Tata stał przed domem i trzymał w jednej ręce harmonię a w drugiej starą walizkę, w której były jabłka. Ten smak jabłek kojarzy mi się już zawsze ze szczęśliwym powrotem Taty….Nasze życie powoli wracało do normy, pracowaliśmy już całą rodziną w polu i przy zwierzętach, po jakimś czasie Tata dostał pracę w sklepie papierniczym i tam już przepracował resztę swojego życia.
Czasem słyszałam, jak Rodzice rozmawiali, gdy my, dzieci, już mieliśmy spać (śmiech), jak Tata opowiadał Mamie coś drżącym głosem, wydawało mi się, że płakał, ale w tamtych czasach na takie tematy się nie rozmawiało i dzieci nie były wpuszczane do świata dorosłych. Gdy już byłam starsza, docierało do mnie, jakie przeżycia musiał w sobie nosić, jakie obrazy wojny w sobie zachował, jak ciężko musiał pracować, jak często żył w strachu, jak tęsknił za nami, nie wiedząc, czy jeszcze nas kiedykolwiek zobaczy… To są tak straszne rzeczy, które wtedy się wydarzyły, że to jest nie do opisania…. Z drugiej strony, mój Tata był zawsze bardzo towarzyski, bardzo lubiany, potrafił żartować i tej cechy nawet wojna mu nie odebrała… On był taki, że za dobre towarzystwo dałby sobie rękę odciąć (śmiech). I dzięki temu, że zawsze był wśród ludzi i miał taką pogodną naturę, nigdy jego przeżycia nie załamały go, nie popadł w alkoholizm ani nie chciał się wieszać….

4. Hania, powiedz jak Ty wspominasz swoją młodość, okres swojego młodzieńczego dorastania? Co wypadało a co nie w czasach Twojej młodości? Czy byłaś posłuszna konwenansom i rodzicom? Bo znam Cię już dobrze i ten chochlik w oczach mówi sam za siebie 🙂 Ale ciekawi mnie jak spędzała czas młoda Hanna i co wtedy było dla niej ważne?
(śmiech) I ja ten chochlik widzę u Ciebie (śmiech).
Miałam przyjaciółkę Staszkę. Razem spędzałyśmy bardzo dużo czasu. Chodziłyśmy na rowy bo tam kwitło życie towarzyskie. Tam się spotykała młodzież z naszej wsi. Gdy miałam 18 lat, poszłam do pracy, do sklepu mięsnego w pobliskim mieście. Dojeżdżałam pociągiem i na stacji zawsze rozmawialiśmy z kolegami, koleżankami, tam sie umawiało na wieczór, że po pracy spotkamy się na rowie przy domu na przykład Staszki albo Janka, albo Kazka 🙂 Nie mieliśmy telefonów ale jak się umówiliśmy na daną godzinę, tak wszyscy się o tej godzinie stawiali. Zawsze po pracy mieliśmy jeszcze do ogarnięcia pole i zwierzęta i dopiero wtedy, pod wieczór, był wolny czas. Wtedy szybko kąpałam się, ubierałam sukienkę i buch, leciałam na rowy. Pamiętam jak raz Mama kazała mi iść paść krowy. Tak mi się nie chciało, bo już te spotkania towarzyskie były umówione, już się człowiek nastawił a tu znów robota! Ale uwiązałyśmy te krowy razem ze Staszką na łące, zostawiłyśmy samopas i buch, już byłyśmy na tych rowach! 🙂 A tam Janek, Kazio, Jancia, Basia! Śmiechu i radości tyle! Wtedy nie piliśmy alkoholu, każdy się obawiał, że jak czyjś Tata albo Mama się dowiedzą, to byłby koniec! A przecież wszyscy byliśmy już pełnoletni!Zresztą wtedy alkohol nie był nam do niczego potrzebny! Sami mieliśmy fantazję i wyobraźnię i pomysły! (śmiech) Wieczorem, wróciłyśmy po krowy i jak gdyby nigdy nic, przyprowadziłam je do domu, po drodze żegnając się ze Staszką, która mieszkała niedaleko mnie 🙂 I już byłyśmy umówione na następny dzień do kina! A następnego dnia też się okazało, że muszę te krowy paść! Ale co tam! Wczoraj się udało to teraz się uda, pomyslałam sobie i znów razem ze Staszką uwiązałyśmy krowy na pastwisku a my szybko do pociągu i pojechałyśmy do tego kina! (śmiech). Niestety tym razem już nam nie poszło tak łatwo, bo moja siostra zobaczyła, że zostawiłyśmy krowy i słyszała, że wybieramy się do kina i naskarżyła mojej mamie 🙂 Więc jak wróciłyśmy z kina i szłam już do domu z tymi krowami, to się wszystko wydało! Mama była na mnie zła, że zostawiłam krowy same i pojechałam bez pytania. Dlatego też, jak planowałyśmy ze Staszką kolejne eskapady, to upewniałyśmy się, że nikt nas nie słyszy! 🙂
Pamiętam też, że dawniej chłopak nie mógł wejść do domu dziewczyny, jeśli ją krótko znał. Stąd to przesiadywanie na rowach, na mostkach, pod bramami. Dopiero jak znajomość była poważniejsza, to chłopakowi pozwalano wejść do domu.
Pamiętam też, jak uwielbiałyśmy ze Staszką chodzić na zabawy. Ach, co to były za zabawy! Z orkiestrą, na świeżym powietrzu, na drewnianej rozkładanej podłodze. Wyczekiwałyśmy tych zabaw co niedziela! Bo one zawsze w niedzielę były. Nie było wtedy plakatów ani ogłoszeń a jednak wszyscy sobie wzajemnie przekazywali wiadomości z ust do ust. A gdy miało być ważne zebranie wiejskie, to jeździł po wsi na rowerze jeden człowiek, nie pamiętam już jak go nazywano, ale jeździł i wołał : „Uwaga! Uwaga! W piątek o godzinie 12:00 odbędzie się spotkanie w Domu Strażaka!” I tak jeździł i dzięki temu wszyscy wiedzieli o zebraniu. Było jeszcze coś takiego, co nazywało się motyl. To była taka kartka z informacją, kto umarł i kiedy będzie jego pogrzeb. Coś jak obecna klepsydra, którą teraz wywieszamy na tablicach ogłoszeń. Wtedy taki motyl krążył od domu do domu, sąsiad przekazywał go sąsiadowi i w ten sposób wszyscy we wsi wiedzieli, że jest pogrzeb. Pamiętam, że motyl informował tylko o pogrzebach. A wracając do tych zabaw! Boże! Jak tylko dowiadywaliśmy się, że będzie zabawa, to na niczym w pracy nie można było się skupić przez cały tydzień! Cała niedziela była taka radosna, tak się ze Staszką szykowałyśmy, polerowałyśmy buty, przygotowywałyśmy stroje! Raz na jednej z takich zabaw, poznałyśmy dwóch przystojnych kawalerów! Widziałam ich już z daleka i mówię do Staszki: „Patrz Staszka! Ale chłopaki! Idą tu!” No co to były za chłopaki! Jacy przystojni! Jacy wysocy! Ach! Ale my ze Staszką nie dałyśmy po sobie poznać, że nam się podobali, bo to nie wypadało się przyznawać od razu 🙂 Gdy oni zmierzali w naszym kierunku ja mówię do Staszki: „Uciekamy!” 🙂 I tak ich zwodziłyśmy trochę, musieli się nas naszukać na tej zabawie (śmiech) ale w końcu pozwoliłyśmy się zaprosić do tańca:)
Dawniej wiele spotkań towarzyskich odbywało się przy okazji różnych świąt kościelnych. Gdy robiliśmy wieniec na święto Matki Boskiej Zielnej, to spotykaliśmy się gromadnie, a śmiechu było co niemiara! W maju zawsze śpiewaliśmy pod kapliczką i gdy tylko skończyliśmy, spacerowało się nawet do 23:00! Tych rozmów nigdy nie było dość!

5. I na jednej z takich zabaw poznałaś swojego męża, a mojego dziadka Janka 🙂 Opowiedz proszę, jak do tego doszło.
Dziadek Janek był umówiony na zabawę z moją siostrą, tą, która mnie i Staszkę wtedy podkablowała do mamy, że pojechałyśmy do kina zostawiając krowy same na pastwisku (śmiech i chochlik w oczach). I jak to się mówi, przyszedł z moją siostrą ale wrócił ze mną 🙂 Od razu mi się spodobał: wysoki, przystojny, dowcipny. I potrafił tańczyć! Spodobaliśmy się sobie a jak mi coś wpadnie w okooooooo…..!(śmiech) Moja siostra chyba była trochę na mnie zła ale nigdy o tym nie rozmawiałyśmy, później poznała innego chłopaka, za którego wyszła za mąż. A Janek, ach ten Janek! Uparty był jak osioł! Ale pracowity. Nasze wesele było zorganizowane u nas na podwórku, na rozkładanej podłodze, była orkiestra, miałam długą białą suknię i welon… Pamiętam, że drugiego dnia był deszcz 🙂 Jak się okazało po wielu latach, to była rzeczywiście dobra wróżba. Urodziłam troje dzieci, zbudowaliśmy dom, żyliśmy szczęśliwie. Przeżyliśmy z Jankiem prawie 40 lat! Czasem było trudno bo Janek potrafił się na mnie obrazić i nie odzywać nawet przez dwa tygodnie! Ale nie z takimi rzeczami potrafiłam sobie radzić! (śmiech) Zmarł na raka w wieku 66 lat. Nikomu nie powiedział, że choruje. Trafił do szpitala, gdy już było za późno na leczenie. Mówiłam, że był uparty! Już 20 lat żyję bez niego.

6. Za czym tęsknisz najbardziej, gdy myślisz wstecz o swoim życiu?
Dawniej było tak, że ludzie sobie w pracach polowych pomagali. Nie było wtedy tyle maszyn, pracowało się rękami więc każda para rąk do pracy była bardzo potrzebna. Jak u jednej osoby skończyły się prace w polu, to szło się do sąsiada. I tak wszyscy dookoła chodziliśmy do siebie, a to na żniwa, na młócenie zboża, a to zbierać ziemniaki, buraki, warzywa… Roboty w polu było zawsze mnóstwo! I zawsze w trakcie takich prac my, kobiety, przygotowywałyśmy jedzenie. Gary bigosu, żurku z jajkiem czy kapusty z grochem. Potem w polu się rozpalało patyki i kładło taki garnek na ogień, żeby podgrzać…. Zajadało się pajdy świeżo upieczonego domowego chleba, z bańki piło się rano udojone mleko od krowy, było też świeże masło i ser…. Ten smak pamiętam do dziś! Po takim posiłku wracało się znowu do pracy i schodziliśmy z pola o zachodzie słońca.
Tęsknię za tą wspólną pracą z sąsiadami, bo to nie była tylko praca. Było ciężko ale razem pomagaliśmy sobie i przecież nie siedzieliśmy cicho! Żartowaliśmy, śpiewaliśmy! Panowała taka atmosfera wspólnoty, wzajemnego wsparcia, że pomimo zmęczenia człowiek był szczęśliwy, pełen życia! Wtedy my, mieszkańcy wsi, nie jeździliśmy na wczasy, całe życie towarzyskie opierało się o te relacje z sąsiadami, z rodziną. Choć bywały i kłótnie, a jakże! Kto był bardziej nerwowy to kłócił się w sądzie o to, że obca krowa mu wyjadła trawę z pola 🙂 (śmiech) Albo, że ktoś inny zaorał nie swój kawałek ziemi. I my mieliśmy swoich Kargulów i Pawlaków! (śmiech)
Tęsknię jeszcze za wspólnymi Wigiliami w moim i Janka domu. Kiedy dzieci już były dorosłe, miały swoje Rodziny, Wy jeszcze byliście wszyscy srajdami, jak to Was Dziadek Janek nazywał:) (śmiech) Jak wspólnie rano lepiłyśmy pierogi, kilka rodzajów! Ta krzątanina, te przygotowania, ten gwar, radość i oczekiwanie na Pierwszą Gwiazdkę. Trzepanie dywanów! Oj, jak mnie dziadek tym trzepaniem denerwował! Zawsze z tym papierosem popularnym do połowy wypalonym trzepał ten dywan i ten popiół mu spadał na ten wytrzepany dywan… (śmiech). Pod choinkę zawsze wkładało się pomarańcze, czekoladki Kasztanki i mandarynki. I tak było tylko raz w roku, bo na codzień nie było pieniędzy na takie frykasy. Czekało się cały rok aby zjeść pomarańcza czy Kasztanka! Co to były za czasy!:) A na choince wieszaliśmy jabłka i orzechy owinięte w sreberko 🙂 Tęskni mi się za tym czasem…. Zawsze po Wigilii i po wspólnym kolędowaniu przy stole, wsiadaliśmy do samochodu i jechaliśmy do syna, który mieszkał kilka wiosek dalej. Wtedy to był wyczynem dojechać cało i zdrowo bo zimy były bardzo mroźne a na drogach koleiny ze śniegu, że jechało się tylko po tych wyjechanych pasach. A nasz dziadek Janek przecież zrobił prawo jazdy dopiero gdy miał prawie 50 lat i wszelkie znaki drogowe i reguły interpretował po swojemu! I nie potrzebował odśnieżyć całej szyby, nie wspominając już o lusterkach bocznych! Jemu wystarczyła mała dziura wielkości pięści na wprost jego oka żeby ogarnąć co się przed nim, obok niego i za nim działo! Tylko dziadek tak potrafił! A jak go prosiłam, żeby więcej odśnieżył, to tylko fuczał! Kiedyś sama mu odśnieżyłam, to się potem przez dwa tygodnie do mnie nie odzywał! (śmiech). I zawsze gdy dojeżdżaliśmy gdzieś na miejsce, dziękowałam Bogu, że nam się udało! W myślach, oczywiście! Bo jakby usłyszał, to znowu obraza by była! (śmiech). Więc te nasze spotkania wigilijne i powigilijne, z rodziną, potem wspólne wyjście na pasterkę wspominam z rozrzewnieniem. Wtedy byłam młodsza, miałam więcej siły, sama wszystko robiłam, piekłam, sprzątałam! I jeszcze na obcasach mogłam chodzić! I to wcale nie niskich! (śmiech).

7. Co było dla Ciebie w życiu najważniejsze?
Zawsze najważniejsze dla mnie były te towarzyskie spotkania! (śmiech) To po moim tacie (śmiech).
Ale później, gdy już miałam swoją rodzinę, zawsze ją stawiałam na pierwszym miejscu. Dzieci, męża. Żeby im nic nie brakowało. Żeby byli zdrowi i zadbani. Bardzo ważna była dla mnie również praca. Jak zaczęłam pracę w wieku 18 lat w sklepie mięsnym tak pracowałam tam przez 37 lat. Szybko zostałam kierowniczką, czułam się na swoim miejscu, mogłam porządzić 🙂 (śmiech). Poznałam wiele ciekawych osób, z którymi później odwiedzaliśmy się. Więc praca była dla mnie ważna bo miałam swoje pieniądze, mogłam sobie kupować wymarzone ubrania nie pytając się dziadka o zgodę! (śmiech). A zawsze lubiłam się elegancko ubrać, co tydzień chodziłam do fryzjera czesać włosy, zawsze musiałam mieć eleganckie buty! Każde pieniądze byłam gotowa wydać na piękne ubranie, które mi się spodobało! No i tak mam do dziś, ale teraz znaleźć coś, co mi się naprawdę spodoba…. to prawie niemożliwe! (śmiech)

8. Gdy patrzysz na obecne pokolenia, jaką radę mogłabyś udzielić nam wszystkim, aby dobrze przeżyć swoje życie?
Teraz jest wszystko… Ludzie mają wszystko…I nie rozumiem, po co tak gonią po więcej. Nie wystarczają im małe rzeczy, doceniają coś, jak to stracą. Ale to chyba tak już z nami jest… Dawniej nie było tyle chorób. Dzieci nie miały tylu problemów z kręgosłupem, wzrokiem… Bo biegały, ruszały się…Teraz siedzą więcej niż biegają. My dawniej mieliśmy siebie, sąsiadów, rodzinę. Mieliśmy ciężką pracę ale przede wszystkim poczucie wspólnoty. Nie mieliśmy tylu rzeczy, w sklepach nie było tylu towarów. Człowiek potrzebował człowieka. Zawsze ważne było aby porozmawiać, pożartować, pośmiać się, spotkać. Jeden mógł zawsze liczyć na drugiego. I to chyba jest najważniejsze, żeby zawsze mieć na kogo liczyć.

Ja: Haniu, dziękuję Ci bardzo za naszą rozmowę!
Hania: To już koniec? Gabcia, to chooodź, może zrobimy pierogi? (śmiech)

Moja Babcia jest niezmordowaną producentką pierogów, które mogłyby powstawać codziennie w setkach egzemplarzy, najlepiej robione przez kilka kobiet naraz bo niedość, że jest praca to jeszcze wykonuje się ją wspólnie, przy akompaniamencie śmiechu, wspomnień, wesołych rodzinnych anegdot i utyskiwania, że następnym razem zrobimy tych pierogów mniej! 🙂

Dziadek Janek, dzięki któremu mamy wiele anegdot, które są wciąż żywe w naszych wspomnieniach 🙂

Comments

  1. Marcin BWZ says:

    Bardzo fajny tekst… lubię wspomnienia starszych ludzi i ich mentalność z lat ubiegłych. Żywa historia to może niezbyt miłe określenie, ale w tym wypadku mam na myśli pozytywne znaczenie tego zwrotu. Dużo zdrowia dla Pani Babci 😉

  2. Miye says:

    Każdy człowiek nosi w sobie swoje historie, ale niektórzy przeżyli więcej od innych.

  3. Anonim says:

    A ja pamiętam pierogi z truskawkami zaserwowane przez Twoja Babcie…

  4. Ala says:

    Nasz kochany dziadzio Jasio i krzepka Hańcia

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.