ZATRZYMAĆ WSPOMNIENIA

Kiedy siedzimy na tarasie o zachodzie słońca, gdy zamykam oczy i wspominam wydarzenia dnia, tygodnia, lat, często ogarnia mnie poczucie, że wszystko tak szybko mija. Tak szybko się kończy. Że jesteśmy tu tylko na chwilę, każdy ze swoją misją i zadaniem, jakimś małym elementem tej ziemskiej układanki, który każdy z nas dokłada od siebie aby dopełnić całości.

Jak czasem bardzo długo na coś czekamy, bardzo się obawiamy, stresujemy, a za chwilę jest to już wspomnieniem.
Jak pracujemy nad czymś bardzo ciężko i wyglądamy końca pracy, a za chwilę jest to już wspomnieniem.
Jak zaczynamy planować nasze cele, większe lub mniejsze, w odległej przyszłości, a za chwilę ta przyszłość jest już tylko wspomnieniem.

W naszym życiu było bardzo wiele zmian. Liczne przeprowadzki międzymiastowe i międzykrajowe, zmiany pracy, zajęcia, planu na życie, wypady, odwiedziny. Francja, Szkocja, Anglia, Szwajcaria, Portugalia, Grecja, Włochy, Tunezja, Niemcy, Węgry, Słowacja, Chorwacja, … Marzyłam, aby być w każdym z tych miejsc… W niektórych z nich pracowałam, w niektórych odpoczywałam ale wszystkie są mi do tej pory bardzo bliskie. Tak już mam, że mocno się przywiązuję do miejsc, ludzi i rzeczy, z którymi łączą mnie dobre wspomnienia. I z każdego miejsca są zapiski w pamiętnikach, a jakże! 🙂 Teraz, po latach regularnego pisania, odbieram te zapisane wspomnienia jako moje ogromne bogactwo. Jako relikwie tego czasu, który przepłynął i wraca tak dokładnie w tych właśnie utrwalonych na papierze wspomnieniach. Te wspomnienia są, zwłaszcza teraz, w okresie pandemii, cennym źródłem radości, śmiechu i wzruszenia. Przypomnienia, jak kiedyś było inaczej, dobrze, często pięknie…. Jak było też chwilami trudno ale jak ten trud minął i przykrył się nowym dobrym, radosnym wydarzeniem. To taki cykl, jak dzień i noc. Zawsze po nocy nastaje dzień. Zawsze chmury rozproszone są słońcem. Zawsze jasność zwycięża ciemność. I zawsze po trudnych momentach przychodzą dobre momenty. Widzę to czarno na białym, zapisane w pamiętnikach, na papierze, odręcznie! 🙂 A więc mam to na piśmie 🙂 I nie przekona mnie nikt, że jest inaczej! 🙂

Pamiętnik to powiernik tylu tajemnic serca, podszeptów duszy, urwanych słów i głosów, wydarzeń i przeżyć.
Tam są taaaakie tajemnice, taaaaaakie opisy, taaaaakie historie! Że aż sie gorąco robi!I to wszystko wydarzyło się w moim życiu… Jak pamięć nas potrafi omamić, jak zapominamy ile dobrych emocji za nami, ile euforii i radosnych wykrzykników 🙂 A w moich pamiętnikach, to co widoczne najbardziej, to uśmieszki (już wtedy przeczuwałam nadejście emotikonów hihi), wykrzykniki, trzykropki i… moje osławione „hihi” 🙂
A ile rozterek serca opisanych z każdej strony, przeanalizowanych na milion wersji, dotkniętych palcem uwagi i powąchanych pod mikroskopem czujnego spojrzenia! Takie z tych pamiętników wyziera bogate życie uczuciowe a teraz od 12 małżeńskich lat taka stagnacja hihhi 🙂 Moja sinusoida uczuć nigdy nie była tak stabilna jak jest teraz 🙂 I chociaż mój mąż twierdzi, że czasami chęć uduszenia (mnie) wychodzi na prowadzenie, to w większości jego refleksji pojawia się błogie uczucie spełnienia i prawdziwie wszechogarniającego szczęścia spowodowanego byciem częścią tej samej duszy, tego samego serca, tej samej przyszłości 🙂 Taaak, to słowa mężowskie, ależ oczywiście 😉

I tak, dzięki pamiętnikom przypomniałam sobie, że w Szkocji, moje pierwsze mieszkanie znajdowało się na ulicy Rose Street 🙂
Że w Paryżu, widok na majestatyczną wieżę Eiffla po raz pierwszy ujrzałam z placu Trocadero.
Że w Szwajcarii pewien Gospodarz o imieniu Gerard codziennie o 5 rano zostawiał pod moimi drzwiami koszyczek świeżo zerwanych malin ze swojego gospodarstwa.
Że w Londynie po raz pierwszy zakochałam się w produktach sklepu The Body Shop.
Że w Tunezji po raz pierwszy jadłam daktyle w towarzystwie wyprowadzacza wielbłądów, Michaela, który z tym wielbładem mieszkał w jednym pokoju (smutne, ale prawdziwe).
Że we Włoszech, babcia Hania, która w wieku siedemdziesięciu lat po raz pierwszy zobaczyła morze, i która pierwszy raz w życiu leciała samolotem, również po raz pierwszy w życiu jadła frytki w McDonaldsie bo nie mogła już znieść włoskich wszędobylskich makaronów podczas gdy ona dozgonną fanką ziemniaka od zawsze była! 🙂

Każda przeczytana linijka z pamiętnika to przywoływacz takich wspomnień…. Często naprawdę niewiarygodnych 🙂
To taka kopalnia wiedzy o samej sobie, o środowisku, w którym w danym momencie się znajdowałam, o Ludziach, z którymi przecięły się moje ścieżki…O planach, które wtedy były najważniejsze i w moim mniemaniu najlepsze a z perspektywy czasu całe szczęście, że niektóre nie odzwierciedliły się w rzeczywistości.

Pisanie pamiętników jest, oprócz czekolady i sukienek, uzależnieniem, z którego nic nie zdoła mnie wyciagnąć. Żadna terapia już nie pomoże 😉 I zachęcam Cię do tego uzależnienia, bo bycie współuzależnionym właśnie w taki sposób, daje mnóstwo radości! 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.