Z POTRZEBY SERCA

To tak naturalne i proste zarazem.
Dzielić się dobrem, które mamy w garściach. Ono rozbryzguje się dookoła nas czasem niewidocznie a czasem uderza z mocą po oczach wołając: „Zawsze tu jestem, spójrz na mnie!”. Zrobić z dobra najpiękniejszą kulę śnieżną i pozwolić jej przykleić do siebie wszystko i wszystkich, których spotka na swej drodze – to jest moje marzenie.

A skąd tego dobra tyle u mnie?

Z prostych ale ważnych rzeczy: z posiadania zdrowej, bardzo zżytej Rodziny, z własnego ciepłego domu zbudowanego w oparciu o wspólne marzenia, ze szczęścia do dobrych Ludzi, z wewnętrznej wiecznej wiosennej Madery w sercu, z Przyjaźni od przedszkola, z uszu gotowych do wysłuchania, z rąk gotowych do pomocy, z czasu gotowego do obdarowania, z aromatycznej dobrej kawy na początek każdego dnia, z siły od Boga, z lądujących bocianów na własnym podwórku, z podchodzących blisko domu sarenek małych i dużych, ze szczerego uśmiechu Sąsiadów, z wygodnej sofy i ciepłych stóp z ogrzewania podłogowego, z magicznego blasku gwiazd nocą podziwianych z tarasu, z dużego stołu w jadalni, co łączy ludzkie historie, z pachnących rogalików z dżemem jabłkowo-imbirowym domowej roboty, z knedelków robionych w kooperacji z operatorem noża Frankiem i zagniataczem ciasta Tosią, z ogórków kiszonych własnymi rękami, z zapachu ziemi po deszczu, z przeżytych przygód w czasach nastoletnich, ze smaku sernika zrobionego z jaj od szczęśliwych kur, z kolejnych rocznic urodzin, ślubów, chrztów obchodzonych w zdrowiu i zgodzie z bliskim Ludźmi, z radosnej muzyki co gra długo w sercu, z wody na zawołanie, z braku strachu o życie własne i Najbliższych, ze śmiechu Dziecka i towarzyszenia Mu we wzrastaniu, z mleczaka który ewakuował się w strumieniach krwi robiąc miejsce ważniejszemu bo stałemu gościowi, z leżaków na tarasie kupionych w promocji w Lrłamerlę, z soczystego arbuza orzeźwiającego podniebienie w upalny dzień, z pierogów lepionych ręką ponad osiemdziesięcioletniej Babci Hani, z KAŻDEJ pogody za oknem a zwłaszcza z deszczu, z mokrego całusa Tosi o poranku, z przytulasów z Frankiem, wspólnego ścigania się po domu, zabaw w konie co pędzą po betonie, z przyjaźni z Mężem, ze współuzupełniania się, z najlepszych Jego śniadań o poranku, z poczucia humoru które wsysa wszelkie konflikty w zarodku, z rozumienia się bez słów….

Wszyscy mamy MILIONY takich dóbr wokół siebie. I każdy co innego dobrem nazwie. Ale ono jest. Zauważajmy je i dzielmy się nim.

Długo szukałam swojej drogi, którą chciałabym kroczyć z pewnością, że jest właściwa. Kierowałam się w różne, mniej lub bardziej zawiłe ścieżki ale patrząc wstecz rozumiem już, dlaczego nimi szłam. Bo miały mnie zaprowadzić na TĘ DROGĘ, na której jestem TERAZ. Zrozumiałam, że to dobra droga, bo przyniesie dobro nie tylko mnie ale poprzez moje działania, wspomoże Innych.
I z taką świadomością jest mi…. najlepiej. Żadna moja praca zawodowa nie dawała mi takiej radości jak to, czym mam szansę zajmować się teraz.

A mam szansę projektować sukienki wedle mojej wizji, wyobraźni, wyczucia emocji i potrzeb konkretnych Kobiet.

Mam szansę ubierać Je tak, aby wydobyć z Nich piękno, ulotność kobiecości, Ich siłę, charakter, atuty, oryginalność.

Mam szansę tworzyć a więc pracować w systemie nigdy-się-nie-znudzę bo każda jedna sukienka to opowieść o jednym Człowieku, a Każdy Człowiek jest dla mnie bogatym źrodłem inspiracji, ciekawym Zjawiskiem do odkrycia, Zaszczytem który mnie spotkał.

Mam szansę poprzez bloga przekazywać dalej kilogramy pozytywnych emocji, które we mnie poukładane są jak cegiełki, jedna przy drugiej by dobrze miejsce wykorzystać.

Mam szansę wypuścić Pastelove Motyle w świat, aby pokolorowały Naszą rzeczywistość tak, by nikt jej już nigdy więcej nie nazwał „szarą”.

Mam szansę dzielić się tym wszystkim z Ludźmi.

W jaki sposób?
Między innymi poprzez finansowe wspieranie fundacji charytatywnych dla Ludzi.
Ta myśl wykiełkowała w pełni właśnie teraz, w obecnym momencie mojego życia, po napotkaniu właściwych osób, po przebyciu długiej wewnętrznej drogi, po usłyszeniu tego, co szeptało gdzieś w skrytości od dawna.

I właśnie pierwszym krokiem ku temu jest akcja, do której zaprosiłam znaną i lubianą Kobietę, o czym już dowiedzieliście się zapewne stąd a mianowicie Martę Manowską. Z przyjemnością ogladam wszystkie sezony programu „Rolnik Szuka Żony”, które prowadzi Marta Manowska i tam dała się poznać jako bardzo ciepła, skromna, serdeczna, szczera, otwarta Osoba o dobrym sercu. Zaświtał pomysł w mojej głowie aby zaprojektować dla Niej unikatową sukienkę, którą następnie wystawię na licytację a cały dochód z jej sprzedaży zostanie przekazany dla Hospicjum dla Dzieci, które działa niedaleko mojej miejscowośći. Napisałam więc list, a dokładniej długiego maila do Marty, w którym opowiedziałam o sobie, swojej wizji, swoim marzeniu, swoim pomyśle. Miałam jeden moment zawahania, kiedy pomyślałam, że przecież ja, nikomu nieznane nazwisko, nikomu nieznana stawiająca milimetrowe kroczki marka odzieżowa, ja, taka mała, porywam się na takie szczyty? Zaraz jednak przyszedł ten wewnętrzny spokój – bo przecież tu nie o mnie chodzi, tylko o Dzieci, którym chcę pomóc, bo to dzięki Nim i dla Nich to wszystko. To także dla Boga, któremu taką pomoc kiedyś obiecałam. A to najważniejsza obietnica, jaką złożyłam. To jest mój znak drogowy. I od tamtej pory, nie mam już ŻADNYCH momentów zawahania.

Entuzjastyczna odpowiedź Marty przyszła już po trzech godzinach. Wyraziła ogromną chęć współuczestniczenia w moim pomyśle, co kompletnie odebrało mi dech ze szczęścia 🙂 I zaczęła się MAGIA!

Moja ekscytacja przy tworzeniu projektu, wybieraniu materiału, dodatków, opakowania, analizowaniu kolorystyki najlepiej, moim zdaniem, pasującej do Marty – cały ten proces twórczy był dla mnie niesamowicie motywujący i radosny ale również i stresujący ponieważ czułam, jaki spoczywa na mnie ciężar. Od sukcesu tego projektu bowiem zależy powodzenie licytacji i najważniejszy cel czyli pomoc dla Hospicjum dla Dzieci.
Reakcja Marty na moją przesyłkę przeszła moje najśmielsze oczekiwania…
Nagrała moment rozpakowywania, krok po kroku, przeczytała też mój odręcznie pisany list, założyła sukienkę aby sprawdzić czy pasuje i…. była nią zachwycona! Nie pamiętam co się potem działo bo zemdlałam 😉

Sukienka, która powędrowała do Marty nazywa się LOVADINA MINT DREAM. Marta założy ją na specjalną okazję, jeszcze nie mogę zdradzić na jaką, ale gdy ona nadejdzie, zemdleję po raz drugi 🙂 Następnie zostanie wystawiona na licytację i cała kwota uzyskana w ten sposób przekazana zostania dla Hospicjum dla Dzieci.
Dodam, że sukienka uszyta dla Marty jest unikatowa a więc nie powtórzy się w tym samym materiale i w tym samym kroju po to, aby Osoba, która ją kupi, wiedziała, że ma w swojej szafie tę jedną jedyną wyjątkową, którą miała na sobie Marta.
Uchylając rąbka tajemnicy powiem, że to dopiero początek akcji „Z Potrzeby Serca”, do której pragnę zaprosić więcej Ludzi o tak szlachetnym i dobrym sercu jak ogrooooomne serducho Marty 🙂

Dlatego cieszę się na to, co ma nadejść. Energii i entuzjazmu mam jak nigdy dotąd, więc nie ma na co czekać! Kula śnieżna poszła w ruch!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.