WYOBRAŹNIA

Gdybym miała powiedzieć, co bardzo przydaje się w życiu, mnie osobiście, to odpowiedź byłaby jasna i konkretna od pierwszej minuty po usłyszeniu takiego pytania: WYOBRAŹNIA.

Zaczęło się od „Ani z Zielonego Wzgórza”. Tak, te wartości, kod moralny, empatia, marzycielstwo, ośla upartość i tendencja do zakapiorności wbrew logice – to zobaczyłby każdy diagnosta gdyby porównywał DNA tej rudowłosej idealistki i moje. Wyobraźnia, która namalowała Dom z Avonlea, zielone łąki ale i twarz (i na twarzy poprzestańmy :)) miłości Ani – Gilberta 🙂 Wyobraźnia, którą czułam zapach wiatru muskającego Zielone Wzgórza, miękkość ubrania Maryli, gdy przytulała do serca spłakaną Anię, poziom emocji w rozgniewanym, rozżalonym ale i zakochanym sercu głównej bohaterki. Nie wspomnę o bardziej szczegółowych wyobrażeniach zwłaszcza już dorosłego Gilberta, bo mogłoby się ukazać niepostrzeżenie pięćdziesiąt „pastelovych” twarzy Gabi hihi i kolejne 365 dni zeszłoby na ich dogłębne opisywanie 🙂 Może innym razem 🙂

Wracając do wyobraźni!

Wykorzystywałam ją wielokrotnie gdy sytuacja wymykała się spod kontroli lub gdy logika zawodziła. A takie sytuacje zdarzały się dawniej (khym khym) z częstotliwością tykania wskazówek zegara, dlatego to właśnie wyobraźnia była moją przysłowiową obronną ręką całego organizmu 🙂 Ale również i inicjatorką ciekawych przeżyć czy znajomości.

Jako dziecko słuchałam jedynego „audiobooka” jaki wtedy mieliśmy, na kasecie magnetofonowej. Pamiętam do dziś jak niesamowity obraz wytworzył się w mojej głowie przy cowieczornym zagłębianiu się w słuchowisko pt. „Kwiat Paproci”. Pomimo słuchania codziennie tej samej bajki, oczom mojej wyobraźni ukazywały się nowe detale, zapachy, emocje. Przeżywane przygody dopowiadane były nocą, podczas snu, gdy emocje w środku nie mogły tak zwyczajnie położyć się spać 🙂

Uwielbiałam pisać wypracowania z języka polskiego na temat dowolny. Naznaczenie z góry ram tematu bardzo frustrująco wpływało na moją nielubiącą ograniczeń wyobraźnię – to było jak zakleszczenie skórzanymi pasami balonika pełnego powietrza, który miał ściśniętą perspektywę widzenia, duszności, swąd ciała i ataki histerii 🙂

Wyobraźnia zawsze przestrzegała mnie przed skutkami niektórych zachowań ale czasem niektóre zachowania były jak żywcem wyjęte z wyobrażeń o tematyce przygodowo-sensacyjnej 🙂

Glasgow, Szkocja, rok 2007, miałam 22 lata a w Polsce zostawiłam narzeczonego (który to dotrwał do obecnych czasów w konstytucji małżeństwa. Ze mną :))
Wyjechałam na stypendium Socrates Comenius prezentując sobie tym samym gap year na uczelni, na której odkrywałam tajniki lingwistyczne języka francuskiego. To był rok pięknych przygód, znajomości trwających do dziś, doświadczeń życiowych na poziomie samodzielności, odkrywania swoich słabości, pokonywania lęków i podejmowania wyzwań. Uczyłam języka angielskiego, francuskiego, polskiego, geografii i historii Polski w jednej z prywatnych szkół w Glasgow. Moimi uczniami były dzieci, młodzież i dorośli. Na codzień bardzo przydawała się umiejętność kreatywnego podejścia zwłaszcza do prowadzenia zajęć z maluchami, których uroczy dziecięcy szkocki akcent rozmiękczał moje ślinianki 🙂

Ale pewnego dnia, gdy spacerowałam sobie samotnie najbardziej popularną w Glasgow ulicą handlową Buchanan Street, doświadczając szkockiej mżawki na własnej twarzy, zostałam zagadnięta przez smagłej urody ciemnowłosego mężczyznę. Wiedziałam, że będą kłopoty ponieważ zaledwie kilka dni temu niespodziewane oświadczyny na placu parkingowym przy ruchliwych restauracjach i kinie, wypowiedziane przez zaślepionego miłością romantyczną nieznajomego mojego znajomego, pełne obietnic o posiadaniu własnego zamku i służby a także rodowego pierścionka z brylantem o historycznym pochodzeniu, zmusiły mnie do wykrzesania z siebie takich pokładów wyobraźni, która odwiodłaby amanta od pragnienia ożenku ale nie doprowadziłaby do konfliktu zbrojnego bo rzeczony amant wspomniał, że nad moim bezpieczeństwem czuwałby jeszcze przywódca tamtejszej armii. Więc myślę sobie: Aha, a więc złota klatka, wyjścia kontrolowane albo brak, ograniczenia swobód, mamienie wygodami i bogactwem a cel oczywisty. Nawet kusząca wizja własnej służby nie podziałała hihi 😉 Argument z polskim narzeczonym, któremu już obiecałam zamążpójście i fake news bycia rozwódką z trójką dzieci, którą wyżej wspomniany narzeczony przygarnął z dobrego serca pomimo jej bagażu życiowego, podziałały na amanta, który pragnął dziewicy nieskalanej i czystej jak jego rodowe kamienie. Niemniej jednak złożona propozycja była w pewnym sensie pochlebstwem i czasem, gdy patrzę na mój dom uzbrojona w odkurzacz, kurzościerki i mord w oczach, wzdycham do tej niespełnionej wizji delegowania utrzymania powierzchni płaskich, która taaaaak blisko była! A ja młoda i głupia, życia jeszcze nie znałam 😉 Tu akurat nastąpił zdecydowany brak wyobraźni praktycznej całkowicie kryty wyobraźnią romantyczną, pokrewieństwiem dusz, jednym oddechem emocji, równym biciem serc!
I ten sam argument zadziałał na tego smagłej urody ciemnowłosego meżczyznę, który zaproponował wspólne wyjście do kina. A w dodatku akurat proponował film, który bardzo chciałam obejrzeć, z moim nieśmiertelnym i ponadczasowym w mojej wyobraźni Brucem Willisem i przez chwilę rozważałam czy nie przystać na tę szaloną propozycję. Finalnie, wyobraźnia podsuwająca mi różne sygnały ostrzegawcze zwyciężyła ale żądza przygód już nie, bo zgodziłam sie na wspólny spacer do kina, które było o kilka minut drogi i akurat dystans ten wystarczył by łagodnie, z szacunkiem, stanowczością i bez ofiar rozerwać na zawsze te niewidzialne więzi, które zetknęły nas na tłumnej Buchanan Street w Glasgow, o pierwszej w południe, czasu szkockiego 🙂
I od tamtej pory wiem już jakie argumenty działają w jakich sytuacjach 😉

Najważniejsze jednak z wyobraźnią jest to, że oprócz rozpoznawania potenjalnych tarapatów, mamy możliwość przeniesienia się w stan emocjonalny drugiego człowieka i realną pomoc słowem, czynem, gestem, zachowaniem. To takie proste. Wyobrażenie sobie w jakiej Ktoś jest sytuacji, co ją spowodowało, jak się w zwiazku z tym Ktoś czuje i jak ze swojej strony mogę pomóc to bardzo skuteczny sposób na rozwijanie w sobie empatii, tak potrzebnej światu.

Sygnałem, który ludzie często wysyłają w eter jest zgaszony wzrok, mniejsza werwa w ruchach, uśmiech zastygły w sztywnej linii prostej, obojętny ton głosu. Aby to wyraźnie dostrzec, najlepiej podnieść wzrok znad telefonu, odłączyć się od kolorowego świata zbombardowanego obrazkami przedmiotów o wartości materialnej przewyższającej możliwości przeciętnego człowieka, odessać się od respiratora tragicznych wiadomości marnujących nasz czas i podsycających depresje i….. popatrzeć w nieszklane oczy drugiego Człowieka. W te prawdziwe.
Teraz, niestety, zostało nam to odebrane ale mamy w końcu czas, aby to, co chwilowo odebrane, naprawdę docenić.
Aby uświadomić sobie jak takie proste rzeczy wartościowymi stać się powinny już dawno temu.
Jak teraz chętnie byśmy poszli na być może nielubiane wcześniej zgromadzenia rodzinne.
Jak teraz chętnie uściskalibyśmy może niezbyt bliską Ciocię lub Wujka.
Jak teraz chętnie założylibyśmy te wrotki kurzące się w opakowaniu bożonarodzeniowym.
Jak teraz chętnie wyskoczylibyśmy na wcześniej niedoceniany basen.
Jak teraz chętnie zabralibyśmy na spacer do lasu całą Rodzinę, na co wcześniej nie było czasu i ochoty.
Jak teraz chętnie poszlibyśmy z Dziećmi do biblioteki aby poznały jak wielką moc maja książki.
Jak teraz chętnie pojechalibyśmy na wycieczkę, na którą wcześniej nie było motywacji bo świat wirtualny może bardziej kusił.

Takie się wszystko wydawało jutro dostępne, jutro możliwe, jutro pewne.
Takie wszystko było ułożone, zaplanowane, przeanalizowane, przeliczone. Wszystko, oprócz prawdziwego tu i teraz.

A teraz mamy to, czym tak chętnie wypełnialiśmy czas wtedy, gdy świat był wciąż otwarty.

Mamy nieograniczony dostęp do telewizji, internetu i czasem brak innych alternatyw. I niedość, że nasze dzieci to i my sami coraz trwalej przyklejamy się do telefonu i innych płaskich szyb, którymi nie są okna. I wiele z nas organizuje się w kreatywnych grupach, prowadzi szkolenia online, namawia do rozwoju osobistego – i nie ma w tym nic złego- ale to wciąż zamyka nas w innej rzeczywistości, oddalonej od toczącego się obok życia. I dopóki nie wchodzimy w nią po szyję a nawet po uszy, to może być jak najbardziej wartościowa i potrzebna. Problem pojawia się wtedy gdy zatracamy proporcje. Gdy pomimo izolacji nie mamy czasu na rozmowę z domownikami bo jesteśmy uzależnieni od informacji bardziej niż od realnego bycia blisko z Człowiekiem, który jest obok nas.

Psychologowie i trenerzy biznesu podkreślają jak ważna jest wizualizacja naszego celu, poczucie go wszystkimi zmysłami, ujrzenie siebie w momencie jego spełnienia. To nic innego jak wyobraźnia, która zakwita i dojrzewa, moim zdaniem, w książkach.

Wyobraźnia to moje prywatne lekarstwo na trudne czasy. Bo w niej rodzą się pomysły, te osobiste i biznesowe, bo ona zajmuje umysł nie pozostawiając miejsca na destrukcyjne bodźce medialne, bo ona może porządnie ubawić i spacyfikować niejedną wiszącą w domowej izolacji napiętą sytuację 🙂

Obudź ją z letargu i poznaj jej wszechstronne zastosowanie.

Bo czasem może się okazać jedynym ratunkiem.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.