WEŹ NIE LIŻ ;)

 

Nie cierpię lizania dupy.

W żadną stronę.

Wiem, zabrzmiało brutalnie ale jak inaczej określić lizusostwo, wazeliniarstwo, wchodzenie w tyłek, przychwalanie bardziej dosadnie? Ano właśnie tak. Może to niemoralne, może zbyt otwarte ale to jest moje szczere wyznanie.

 

Po pierwsze, lizacze dup są nieszczerzy i próbują ugrać korzyści dla siebie, ukrywając swoje fałszywe oblicze pod przykrywką uśmiechu, bycia nad wyraz miłym i usłużnym. Matka natura wyposażyła mnie w najnowszej generacji radar na takie typy. Wyczajam ich z sąsiedniego województwa. Bardziej czuła to może być już tylko klisza fotograficzna, jeśli co niektórzy pamiętają co to w ogóle jest 😊 Moja tolerancja jest jak Wisła długa i szeroka, niemniej jednak ten typ zachowania szczególnie mnie drażni.

Wiec gdy napotykam osobę, która pokusza się o lizanie mojego tyłka, smaruję go octem ku przyjemności podniebienia. A sio. To doprawdy uwłaczające ludzkiej inteligencji, że niektórzy takim sposobem chcą zdobyć uznanie/ sympatię/szczególne względy u drugiej osoby.

Jak ja sobie cenię prawdę powiedzianą prosto w oczy! Bez zbędnych wstępów. Tak zwany feedback- używając korpo języka.

Jak ja szanuję i podziwiam ludzi, którzy potrafią powiedzieć otwarcie i konstruktywnie, co robię dobrze a co źle. I tu uwaga: jest cienka granica pomiędzy konstruktywną krytyką a obrażaniem sprawiającym przykrość. Jak każdemu tak i mnie przykro jest słyszeć zarzuty bez racjonalnego argumentowania. Niemniej jednak, z jakąś perwersyjną emocją, odbieram uwagi co do własnej osoby. I jestem wdzięczna moim feedbackodawcom (o żesz, neologizm bezprecedensowy 😊) za to, że potrafią spojrzeć na mnie tak wnikliwie i podsunąć mi pod nos gotowy obraz mojej osoby, który być może sama dostrzegłabym dopiero za jakiś czas (albo i nie), dzięki czemu od razu mogę przejść do rekonstrukcji samej siebie. W końcu powinniśmy dążyć do ulepszania się. Nie mówię do doskonałości, bo to ułuda i niepotrzebny stres.

Dlatego z dziką przyjemnością słucham wszelakich uwag, bo wiem, jak cenne one będą dla mojej przyszłości, a nieczęsto i dla przyszłości ludzi którzy są blisko mnie. I choć prawda boli, ja zawsze wolałam jak bolało, ale było prawdziwie. Lubiłam i lubię dostarczać sobie różne przeżycia, sprawdzać swoje reakcje, nastawiać twarz ( i d…!:)) na uderzenia… I nie chodzi mi o nurkowanie z rekinami, jazdę na linie na jednokołowym rowerze nad przepaścią czy krojenie się w trumnie magika. Chodzi o zwykłe życie, które składa się przecież z tak wielu wątków, sfer, ludzi i miejsc. Podfolderów. Podpodfolderów. Podpodpodfolderów 😊 Chodzi o rzucenie się w miejsca, w których jeszcze nie byliśmy i patrzenie z ciekawością, jak zareagujemy i jak sobie poradzimy. Wiem, to wymaga odwagi. Ale ile możemy się o sobie dowiedzieć!

Dlatego mieszkałam w Szkocji,

Dlatego przemawiałam w tamtejszym Parlamencie,

Dlatego udzieliłam wywiadu do British Council,

Dlatego pojechałam do zamku jako nadworna kucharka,

Dlatego poszłam na randkę z Arabem poznanym na ulicy wciskając mu, że mam troje dzieci i jestem w trakcie rozwodu,

Dlatego odmówiłam ślubu z księciem tureckim i zamieszkania w jego zamku,

Dlatego zapisałam się na portal randkowy będąc mężatką (od razu dodaję- w celu wyłącznie badawczym 😊 ale jakim przyjemnym! 😊),

Dlatego uczyłam matematyki, historii Polski, francuskiego i polskiego szkockie dzieci (z czego to pierwsze to fenomen) 😊

Dlatego trenowałam Aikido jako jedyna kobieta wśród 40 mężczyzn.

 

Tych kilka wymienionych sytuacji nauczyło mnie o sobie wiele. I nigdy nie potrzebowałam do tego umiejętności lizania dupy.

 

No sami przyznajcie, nie wypada 😊

 

1 thought on “WEŹ NIE LIŻ ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.