W KSIĄŻCE CAŁY ŚWIAT

Czytanie książek w ogromnych ilościach począwszy już od lat wczesnoszkolnych sprawiło, że nigdy nie miałam problemu z wyobraźnią. Budowanie zdań, historii, opowieści według własnych ścieżek myślowych, sprawiało mi największą przyjemność i łatwość niż podążanie za cudzymi wytycznymi. Wszystkie wypracowania z języka polskiego, które pozostawiały pole dla wyobraźni, pisałam wręcz z namaszczeniem i podekscytowaniem bo oto mogłam pozwolić niczym nieskrępowanym myślom pofrunąć wprost na karty papieru i utrwalić je na zawsze 🙂 Tak, patetyzm również był widoczny w tychże wypracowaniach, a to efekt czytania mnóstwa książek o tematyce romantycznej i chłonięcia filmów z mnóstwem romantycznych wątków podsycany towarzystwem wewnętrznej wrażliwości na poziomie pro (używając gamerskiego porównania, ot, dla przekory:)).

Gdy byłam mała, bardzo lubiłam bawić się w zabawę, którą sama sobie stworzyłam aby używać słów kłębiących się w mojej głowie, pochodzących z różnych zasłyszanych zdań. Podając jedno słowo, tworzyłam wokół niego całą historię, tak abstrakcyjną jak tylko pozwalał mi na to mój dziecięcy umysł. Np. słowo „mrówka”. Ach, ile fascynujących historii może przeżyć jedna mrówka! Ile niebezpieczeństw ominąć! Ilu przyjaciół poznać! Przecież gdy mrówka, pełna nadziei i ambicji na zbudowanie najwyższego mrowiska w królestwie, przeprawia się przez gąszcz nieznanych wysokich traw, za którymi jest siedlisko ludzi, prawdziwych, ogromnych, przerażających ludzi, to jej droga po marzenia musi być barwna i emocjonująca, bo pokazuje jej transformację, sposób, w jaki osiąga swój cel, determinację i nieustającą nadzieję, która popycha ją do przekraczania własnych mrówczych granic w sensie metaforycznym. Taka mrówka może zostać osnuta tajemncią, bohaterstwem ale też porażką czy śmiercią. To ja trzymam jej losy w swoich rękach, to ja steruję jej życiem… Mogę zrobić z nią, co zechcę, opisać słowami, które wymyślę, a każdy pomysł przychodzi z mrugnięciem oka. I ta tendencja do robienia rzeczy po swojemu widoczna jest w drodze, którą obrałam – bez szefów, bez odgórnych rozkazów, które zamykały drogę mojej wyobraźni. Ta tendencja do robienia rzeczy po swojemu przyszła od Kobiet z mojej Rodziny, zaczęło się od Babci Hani 🙂 Upartej, z zacięciem dyktatorskim, byłej kierowniczki zakładu mięsnego, kochającej eleganckie stroje i cotygodniowe wizyty u fryzjera, mającej swoje zdanie na każdy temat i mówiącej prawdę prosto w oczy, często właśnie tę niewygodną. Ta tendencja płynnie przeszła wraz z genami na jej córkę a moją Mamę, Krysię, przetransformowawszy się lekko w kierunku nowoczesnych technik zarządzania zespołem i lekko zahaczając o NLP czyli programowanie neurolingwistyczne (powtarzane zdania mające na celu sprawienie, by człowiek uwierzył, że niemożliwe nie istnieje, a ogranicza nas jedynie to, czym karmimy swój umysł a zatem Krysia stosowała zdania typu: „Potrafisz to zrobić, odkładaj rzeczy na swoje miejsce” i tak kilkanaście razy aż komunikat został zaprogramowany w umysłach całego zespołu czytaj: moim i mojego brata hihi). Tendencję do robienia rzeczy po swojemu widać także u mojej Tosi (lat 7), wzbogaconą o techniki manipulacji, perswazji werbalnej („Jak nie chcesz teraz to nie musisz, ale ja będę tutaj stać aż skończysz swoją sprawę a potem pójdziesz ze mną i zrobisz to, o co prosiłam, prawda? Jak chcesz to mogę Ci przez trzy minuty pomagać. Albo pięć”) i niewerbalnej (piorunujący wzrok i przewracanie oczami).
A zatem, wracając do mrówki czy innego dowolnie wybranego słowa, wokół którego mogłamm tworzyć historie bez końca, uświadomiłam sobie, jak bardzo ta „przypadłość” wpływa na moje życie teraz. Wraz z tworzeniem swojej marki, niezbędna jest wszelka oprawa marketingowa. Słowo, które ma moc może nadać takie życie mojej marce, jakie jej w wyobraźni swej stworzę. W swej, podkreślam:) Na moich zasadach. Ludzie tak ją odbiorą, jak ją Im podam. Na moich zasadach. A tak, już wspominałam:) Mogę nadać jej cech ludzkich, pokazać drogę, jaką przeszła i wciąż przechodzi, ujawnić tę transformację, jaką również przeżyła wspomniana wyżej mrówka idąca po swoje marzenia pośród gęstwiny nieznanych traw, związać ją z Odbiorcą poprzez emocje, jakie pojawiały się na każdym etapie swojego rozwoju. Bo przecież ta marka to ja. Jej emocje są moimi emocjami. Jej historia jest moją historią, utkaną w symbol pastelovego motyla, który przeobraża się z poczwarki w piękno, które daje wartość Ludziom. I nie chodzi tu o piękno zewnętrzne, bo to sprawa dyskusyjna. Najważniejsze jest to piękno wewnętrzne, dzięki któremu błysk wyskakuje z oka, energia roztacza się dookoła na innych Ludzi, radość wyziera z każdego słowa kolorując rzeczywistość na pastelove barwy dodające otuchy ale i nadziei. Dostałam już od Was bardzo dużo pozytywnych wiadomości, piszecie, że to, o czym mówię, jak piszę, inspiruje Was i pobudza do refleksji a w efekcie nawet i do działania 🙂 Marzy mi się, aby ten efekt kuli śnieżnej dobra trwał i rósł w siłę:) I to jest moim celem, który skrupulatnie realizuję.

Zachęcam moje dzieci do czytania książek podając przykłady jak bardzo nasza wyobraźnia wtedy żyje, jak działa, jaki piękny świat może wykreować. Franio, lat 8, wtedy mówi: „Mamuś, a mi ta wyobraźnia przysparza wielu kłopotów! Bo czasem wyobrażam sobie, że jak pani mówi na lekcji to ma takie duuuuże, zielone skrzydła jak smok z jednej bajki i zamiast chodzić to fruwa po klasie”. Khym khym 🙂 Ale pamiętam doskonale jak i mnie wyobraźnia przysparzała problemów 🙂 I wciąż, pomimo wielu lat usilnego panowania nad nią, bywa, że nadal przysparza.

Dawniej, za czasów harcerskich a były to czasy późnej podstawówki, brałam udział w wystąpieniach teatralnych podczas których, zwłaszcza na początku, trema sprawiała mi pewien dyskomfort ale znalazłam na nią sposób. Nie patrzyłam publiczności w oczy, skupiałamm swój wzrok ponad ich głowami i wyobrażałam sobie, że to piękna kolorowa łąka pełna kwiatów (nie ludzi), która pięknie pachnie, faluje wraz z powiewem wiatru, mieni się tysiącem kolorów w promieniach słońca. Taki widok wyprodukowany w wyobraźni pomagał zlikwidować stres i zazwyczaj działał, poza przypadkami, kiedy wyobrażenia wyrywały się poza ramy konkretnego obrazka i przywoływały histerycznie śmieszne absurdalne obrazy, niemożliwe do ugaszenia niczym innym jak ledwo skrywanym nerwowym chichotem 🙂 Raz wyobraziłam sobie, podczas rozmowy kwalifikacyjnej w związku z pracą, na której bardzo mi zależało, że dyrektor działu, z którym rozmawiałam, jest gangsterem z lat 20-stych, z elegancko przystrzyżonym wąsem, o włosach utulonych brylantyną i cygarem w zębach. Stres powoli zmierzał ku nicości do momentu gdy ów dyrektor nie zapytał: „Jakie są Pani oczekiwania finansowe?” a obrazek gangstera nie uleciał, gorzej, cygaro w zębach przekształciło się w różę a gangster-dyrektor zamienił się w tancerza, nagle w uszach rozbrzmiało ogniste tango i usłyszałam jak gangster-dyrektor-tancerz, wciąż z różą w zębach, zadaje mi pytanie: „Pani Gabrielo, zanim Pani odpowie, zapraszam do tangooooo miloooongaaaaa!” ale gdy moja świadomość wróciła na miejsce okazało się, że pytanie wciąż dotyczyło przyziemnych oczekiwań finansowych 🙂 Jedno jest pewne – wyobraźnia zawsze przysparzała mi przygód i pozwalała na poznawanie nowych osób w niecodziennych okolicznościach 🙂 A pracę wtedy dostałam i mój szef gangster-tancerz w jednym okazał się świetnym człowiekiem, doceniającym nawet te wybryki mojej wyobraźni….:)

Bardzo ubolewam, że w obecnych czasach mamy coraz mniejsze pole dla wyobraźni. Mamy mnóstwo umilaczy czasu, począwszy od komputerów, na grach w wirtualnej rzeczywistości skończywszy. Obserwując dzieci, swoje własne i inne, widzę, jak bardzo przywykły do natychmiastowej rozrywki. Jeden przycisk dzieli ich od świata pełnego akcji, wydarzeń, emocji, kolorów, obrazów, dźwięków. Jedyne, co martwi to to, że wszystkie te bodźce są do nich wysyłane, to nie oni są ich kreatorami. Szybka i dostępna rozrywka wytępia kreatywność i wyobraźnię, rozleniwia i demotywuje do samodzielnego zapełnienia czasu zabawą. Dzieci uczą się, że to, co pracochłonne i czasochłonne jest… nudne. Bardzo mocno staram się aby, poprzez zachęcanie moich dzieci do czytania książek, wyćwiczyć w nich wytrwałość, pokazać, jak czytanie może otworzyć przed nimi zupełnie inny świat, pełen fantazji, niesamowitych przygód i emocji widzianych przez pryzmat własnego wewnętrznego oka. Czytanie książki od początku do końca pomoże uświadomić dzieciom, że warto doprowadzać sprawy do finału, nie porzucać ich w połowie drogi bo chwilowo przestały interesować, podjąć wysiłek i wytrwać. Z takiej lekcji już prosta droga do właściwych postaw w dorosłym życiu: poczucia odpowiedzialności, dotrzymywania słowa, starania się wykonać zadanie jak najlepiej, podejmowania wysiłku w trosce o małżeństwo, partnerstwo, przyjaźń…. To tylko kilka przykładów obrazujących potrzebę nauczenia dzieci i przypomnienia nam, dorosłym, jak ważne jest codzienne podejmowanie trudu aby osiągnąć konkretny cel i uczynić swoje życie sensownym. Nie tylko sensownym dla siebie samego ale i sensownym dla innych. A wyobraźnia może bardzo pomoć. Pod warunkiem, że potrafimy ją kontrolować 🙂 Czego wciąż się uczę 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.