TYLKO WIECZNOŚĆ TRWA WIECZNIE

Co myślicie gdy ktoś Wam mówi:

„Ciesz się życiem”, „Ciesz się, że jesteś zdrowa”, „Ciesz się, że masz zdrowe dzieci”, „Ciesz, się, że masz rodzinę”.

Pewnie pierwsza myśl to: „Eeee, ale bullshit. Ale banał!”.

Nie zastanawiamy się nad tym głębiej bo wydaje nam się często, że to, co mamy, zaniesiemy ze sobą do grobowej deski. Miłość, zdrowie, przychylność losu, dobrobyt, ….

To dopiero jest bullshit.

 

 

To, że przysięgasz miłość przed ołtarzem, nie znaczy, że właśnie otrzymałeś dożywotnią gwarancję na trwałość tej miłości…

To, że jesteś zdrowa nie oznacza, że w dobrym zdrowiu opuścisz ten świat. Ba, nie oznacza nawet, że w dobrym zdrowiu dokończysz dzień..

To, że wszystko układa się po Twojej myśli nie oznacza wcale, że Twoje myśli pewnego dnia nie splączą się w tragiczny układ wydarzeń…

To, że masz świetne zarobki, wakacje dwa razy w roku, możesz kupić sobie wszystko, to, co akurat jest Ci potrzebne oraz to, dzięki czemu doznasz przyjemności nie oznacza wcale, że przyszłość Cię nie zaskoczy…

Te wszystkie rzeczy, które w pierwszym odruchu wrzucamy do wora zatytułowanego „WYPOSAŻENIE STAŁE” to jest właśnie to, co najmniej doceniamy w codziennym galimatiasie życia. Często brak jednego elementu sprawia, ze zatrzymujemy pęd i przecieramy oczy uświadamiając sobie jego wartość. I żyjemy bardziej świadomie.

 

 

A ja mam jedno słowo na to : PROAKTYWNOŚĆ.

Podejdźmy proaktywnie do miłości: zastanówmy się, jak ją wzmocnić zanim zauważymy pierwsze oznaki jej umierania.

Podejdźmy proaktywnie do zdrowia: zadbajmy o siebie i bliskich nie dlatego, że lekarz i sztab pielęgniarek nas ściga, ale dlatego, ze sami zdajemy sobie sprawę z potrzeby odpowiedniego odżywiania, ćwiczeń, dotleniania, dostarczania pozytywnych emocji, uwalniania stresu.

Podejdźmy proaktywnie do przychylności losu i dobrobytu: róbmy zapasy tego, co dobre na naszej drodze. Jeśli są to pieniądze – oszczędzajmy, jeśli ludzie – bądźmy z nimi w dobrych, dojrzałych emocjonalnie relacjach, jeśli wydarzenia- wyciągajmy z nich wnioski i świadomie stosujmy w życiu.

 

Wyobraź sobie, że zostałeś wykopany z serca najdroższej Ci osoby.

Wyobraź sobie, że poważnie zachorowałeś. Albo po prostu wyobraź sobie poważnie chore dziecko.

Wyobraź sobie, że wyłomotali Cię z pracy.

Wyobraź sobie, że ledwo wyszedłeś z domu a ktoś rzucił Ci Snickersem prosto między oczy.

Nieprawdopodobne? Owszem. Ale nie niemożliwe.

 

Z jednej strony trudno codziennie rozmyślać i wyobrażać sobie to, co negatywne, bolesne, okropne i niesprawiedliwe. Nasza wyobraźnia jest potężna i to może właśnie też dzięki temu, że nie wizualizujemy złych rzeczy w swojej głowie, one się nie dzieją. A jeśli patrzymy pozytywnie, doświadczamy pozytywności. Niemniej jednak, ważne jest, aby raz na jakiś czas włączyć pauzę i popatrzeć z szerszej perspektywy na to, co mamy. Westchnąć z wdzięcznością, że naszą codziennością nie jest strach o życie ukochanego dziecka, rodzica, przyjaciela. Że naszą codziennością nie jest nieszczęśliwa rodzina, ani głód, ani ubóstwo.

Że naszą codziennością jest zmęczenie po powrocie z pracy, rozkrzyczane dzieci biegające o własnych nogach po całym mieszkaniu, robiąc bałagan swoimi zdrowymi rękami, śmiejąc się beztrosko ponieważ żyją w rodzinie, która daje im wszystko, co potrzebne do wzrastania fizycznego, emocjonalnego i intelektualnego.

Że naszą codziennością jest cisza witająca nas w progu mieszkania, która niczym piastunka przytula nas do swego serca obiecując ulgę i radość…

Że naszą codziennością są rodzice, którzy pomimo naszego słusznego wieku wciąż przypominają nam, aby otworzyć drzwi zanim wyjedziemy z garażu.

Że naszą codziennością są nieidealny dom, ogród, nieugotowany obiad, naczynia i w zlewie i w zmywarce, brudna podłoga, kurz na półkach i ubrania niczym dywan- w każdym pokoju walające się na podłodze.

Że naszą codziennością są nasze zdrowie, kochająca rodzina, dom, do którego wracamy i praca, dzięki której mamy pieniądze.

 

Dostrzeżenie tego, póki to mamy jest prawdziwym darem.

Pielęgnacja–mądrością.

Wdzięczność – powinnością.

 

A co w przypadku gdy naszą codziennością jest coś zupełnie odwrotnego?

 

Gdy jest to chore dziecko, którego byt jest tak bardzo zależny od nas?

Gdy jest to nasza własna ciężka choroba, którą dźwigamy ze łzami w oczach, z najwyższą godnością, na jaką nas stać?

Gdy jest to rozpadające się małżeństwo/związek?

Gdy jest to brak wymarzonego dziecka?

Gdy jest to samotność, która tak wiele ma odbiorców?

Gdy są to inne tragiczne sploty wydarzeń?

 

To są dramaty, na temat których nie ośmielę się udzielić żadnych rad. Powiem tylko, na jak wielki SZACUNEK zasługują Ludzie, których podobne dramaty dotknęły…

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.