TY ROZUM, JA SERCE

 

Było tak od czasów przedszkola, chociaż wtedy jeszcze nie było między nami takiej więzi, bo ja wolałam inną Przyjaciółkę (co do tej pory raczy nam wypominać) 🙂 Była takim słodkim czerwonym Muchomorkiem. Zamykam oczy i widzę te białe kropy na Jej spódniczce wykonanej z czerwonej bibuły. I ten psotny uśmiech, który mógł zwodzić, bo tak naprawdę była bardzo grzeczną dziewczynką.

Moja Przyjaciółka.

Mam szczęście do ludzi. I mam szczęście mieć wspaniałych Przyjaciół. Jest nas pięć. Każda inna, ale wszystkie tak do siebie podobne, ze wspólnym mianownikiem. Takie mentalne siostry. Wszystkie w tej samej grupie przedszkolnej, tej samej klasie w podstawówce, dopiero później nasze drogi rozwidliły się w zupełnie różne strony, ale to nie miało żadnego wpływu na nasze relacje. Wciąż łączyła nas bliskość. Regularnie dbałyśmy a naszą przyjaźń. W miarę upływu lat, wskakiwali na nasze ścieżki różni chłopcy, później mężczyźni, przez których a to miałyśmy złamane serca, a to tańczyłyśmy jak szalone z euforii, a to płakałyśmy rzewnie jak gdyby koniec świata właśnie nastąpił. Siła tych emocji niekiedy była niszczycielska, prowokowała do samotnych spacerów w deszczu, do płaczu z Przyjaciółką w opuszczonym domku letniskowym bo Ten nie wie czego chce a Tamten jedzie do Szkocji na kilka miesięcy a wtedy nie było Facebooka i połączenia za granicę kosztowały majątek, no i rozpacz straszna. I zanim pojechał do tej Szkocji, to spotkaliśmy się w nocy gdzieś na środku naszej wsi, upiekłam pożegnalny piernik, którego zapach wciąż pamiętam, i Oni dwoje jakby to miał być ostatni dzień Ich życia. Dziś jest Jej Mężem, zbudowali razem dom, mają syna. Jak widać, nie trzeba było Facebooka ani telefonu żeby miłość przetrwała 🙂

Druga Przyjaciółka ma tak kręcone włosy, że wystarczyło tylko, że gdzieś się pojawiła i od razu zostawała zapamiętana. Jeden z kolegów określił je jako „maczane w Cocolino”, bo były niesłychanie miękkie i puszyste. Ma takie do dziś, blond czuprynę oddającą doskonale jej charakter – nieujarzmiony jak te loki. I nikt nie potrafi wypowiedzieć równie szybko jak ona słowa kieliszek. W jej wykonaniu to brzmi: klszk. Ona bardzo lubi zjadać samogłoski, które wchodzą w reakcje z alkoholem i samoistnie się usuwają z Jej słownika 🙂 Jej ślub był dokładnie w dzień moich urodzin 🙂

Trzecia Przyjaciółka była naszym drogowskazem moralności i rozsądku, niczym latarnia morska oświetlała nam drogę bezpiecznie prowadzącą do portu, chroniąc przed rozbiciem się o skały. Ale bywały chwile kiedy wyłączała to światło i ….. rzeczy, które się wtedy działy, pozostaną na zawsze naszą tajemnicą 🙂 Została adwokatem i teraz wskazuje drogę tym, którzy przychodzą do niej z problemem. Z Nią są bezpieczni.

Czwarta Przyjaciółka to ta, z którą przeżyłam najwięcej przygód i stanów emocjonalnych. Była i jest mi szczególnie bliska, może dlatego, ze byłyśmy ochrzczone w tym samym dniu, w tym samym kościele, przez tego samego księdza. To ona – Muchomorek z psotnym uśmiechem.

 

Ty Rozum, ja Serce.

 

Jesteśmy tak bardzo do siebie podobne a zarazem tak różne.

Ja – Fruwająca nad ziemią, Ona – Chodząca po ziemi.

Ja- Pomysł, Ona- Analiza.

Ja- Zaszalejmy, Ona- Zastanówmy się

Duet idealny.

Jedna od drugiej wzięła po trochu tego, czego sama nie ma i niczym plasteliną zakleiła lukę w sobie, osiągając równowagę i harmonię.

I nagle, w pewnym niezauważalnym momencie naszego życia pojawił się On. Wróg numer jeden. Ten, co zabrał Jej czas, uwagę  i… serce. Tak naprawdę, to był pierwszy Wróg, który wtargnął w nasz babski, hermetycznie zamknięty przyjacielski krąg. Na szczęście, szybko przestałyśmy określać Go mianem Wroga. Został Jej Mężem, zbudowali dom i mają syna 😊

I tylko w naszych sercach i pamięci pozostają miliony pociętych na kawałki obrazków z naszej wczesnej młodości, gdzie każdy z nich jest odniesieniem do innego etapu, do innego wydarzenia, do innego miejsca. Ale wszystkie są spójne. Wystarczy zamknąć oczy, a strzelają we mnie wspomnieniami, zapachami, słowami wyrwanymi z kontekstu, skojarzeniami, zapomnianymi widokami.

Pierwszy wyjazd w góry autem marki Fiat 126 (czytaj: Maluch) obładowanym po lusterka. Pierwsze wspólne wakacje nad jeziorem po zdanej maturze. Wspinaczka po  zabłoconych wzgórzach do małego miasteczka, w którym tętniło życie nocne i mycie umorusanych w błocie stóp w zlewie w najbliższej knajpie. Wspinanie się w spódnicy po bramie, zaraz po wygramoleniu się z rowu do którego się wpadło bo było pierońsko ciemno. Obraza, bo chciały wracać a ja akurat poznałam sens swojego życia, o niebieskich oczach! (to wtedy idąc obrażona, wpadłam do rowu). Zaproszenie od przystojnego ratownika na ognisko, na które żadna nie chciała pójść. Silą wyciągnęłam jedną z nich 🙂 Napój gazowany Hellena, najlepiej biały 🙂 Tysiące kiełbas usmażonych przy ognisku. Spanie pod namiotem w górach, przy wszechświecących świetlikach. Jajecznica gotowana na przenośnej kuchence gazowej, w odpoczynku pomiędzy jedna górą a drugą. Jak tę jajecznicę czuć było gazem! Wycieczki rowerowe w nieznane i znane. Rozłąka. Urodziny. Śluby. Narodziny. Rocznice. Domy. Prace.

 

Życie tak szybko pędzi. Przyjaźń tak łatwo stracić.

Dopiero co była Muchomorkiem……..

 

Ty Rozum, ja Serce.

 

Comments

  1. Lincoln says:

    Jak zawsze swietna robota!

    1. Gabi says:

      Dziękuję 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.