SZPITAL. NO COMMENT.

Szpital….

Ten, w którym byłam powinno się włączyć do programu zwiedzania jednej z ofert biura podróży jako przykład dobrze zakonserwowanej architektury sprzed wieków. A może lepiej zabrać uczniów szkół średnich aby naocznie mogli zadumać się nad znacznym problemem społeczeństwa polskiego a mianowicie nad nieudolnym systemem służby zdrowia czyli przeładowaniem szpitali, brakiem wystarczającej ilości lekarzy i pielęgniarek, niskich pensji tych ostatnich … Jest nad czym zapłakać bo wszystkie te problemy niestety odbijają się na małym i dużym pacjencie.

Ale jak zwykle, nawet w najgłębszych czeluściach beznadziei można znaleźc jakieś przebłyski światła.

Znaleźliśmy się w szpitalu z powodu Frania, lat 6, którego dopadł wielki ból jajek. Lekarz rodzinny skierował nas od razu do szpitala bo przyznał szczerze, że nic podobnego wcześniej nie widział. Niezły początek…

W szpitalu jazda. Pobieranie krwi. Pierwszy przykład kreatywności pielęgniarek.

-To on zawsze tak płacze? Taki duuuży i tak się drze?- dziwiły się, że sześciolatek nie siedzi spokojnie na widok igły. Franek drze się w głos, wygibując się na boki i zaciskając rękę mówiąc, że nie odda. Panie patrzą na mnie i dziwią się. Wzdychają. Przewracają oczami. Jest godzina 18:00. Duży ruch. Ale to tam nikogo nie rusza. Przyzwyczajeni są.

Pierwsza próba podejścia zakończona klęską. Druga, okazuje się skuteczna:

-Jak będziesz się ruszał, to źle wbiję Ci igłę i rozerwę Ci żyłę i będę musiała się wkłuwać w drugą rękę!- kreatywność w czystej postaci, jestem pod wrażeniem.

Franio oczy większe niż natura dała i szczękanie zębami ze strachu.

-Nnnnnaprawdęę? – i w ryk.

-O już, widzisz, po wszystkim  – to było zamierzone działanie, odwrócenie uwagi a w międzyczasie pyk i igła siedzi gdzie powinna.

-Już po wszystkim, czemu płaczesz?-pyta pani pielęgniarka.

-Bo… ściska mi pani ręęęekęęe- drze się Franio.

Pani pielęgniarka nie zauważyła, że wciąż mocno ściska rękę dziecka 😊 To się nazywa sto procent skupienia na swojej pracy. Brawo.

Dostajemy łóżko. Czekamy na dalsze badania.

W międzyczasie przychodzi kilka osób i zagląda Franiowi bezceremonialnie w gacie sprawdzając co się tam takiego dzieje. Nic nie tłumaczą, nie wyjaśniają, nie uprzedzają pacjenta o zamiarach. Ot, przypadek do wyleczenia. Jakich tu setki.

Nie trzeba chyba zbyt dużej wyobraźni aby wiedzieć, iż to miejsce jest szczególnie wrażliwe u panów, niezależnie od wieku, więc mocno dziwił mnie brak empatii ze strony męskiej części personelu zwłaszcza.

-No co się tak drzesz? Taki duży i tak się drze – empatia w czystej postaci. Po raz kolejny.

Ciśnienie moje 220/150.

Jedziemy na USG. Franio zaciekawiony pyta lekarza co będzie mu robił.

Lekarz odpowiada znudzonym głosem:

-USG

Szczyt kreatywności po raz kolejny. I braku empatii do przerażonego dziecka.

To oczywiste przecież, czyż nie? Franek powienien co najmniej odpowiedzieć „A myslałem, że rezonans magnetyczny”. Przecież każdy sześciolatek wie, co to jest USG, prawda?

Dzień dobiega końca. Franio dostaje leki. Zasypia. Przekonuję się osobiście ile razy człowiek może zmienić pozycję śpiąc na krześle i ani razu nie otwierając oczu 😊

W środku nocy pielęgniarka przychodzi zmienić Franiowi opatrunek na jajkach. Robi to tak niedelikatnie że Franio budzi się z krzykiem, przestraszony i nierozumiejący co się dzieje.

-Cichoo, śpij, co się tak wyrywasz…

Krew mi się ścina w żyłach. Jeszcze minuta i samodzielnie podłączę kroplówkę tej krowie przez odbyt.

Na swoje szczęście wychodzi. Franio w końcu zasypia.

Krzesła mają mega. Plastik w najczystszej postaci. Wbija się w każdą część ciała. Ale co tam, da się przetrwać. Mąż, przyjaciółka i mąż przyjaciółki chcą mi przywieżć materac. Spoko, to nie ja tu jestem chora. A zresztą jak jeden dzień mnie tyłek poboli to nic się nie stanie. O 5 rano przestaję chojraczyć. Czuję się jakby mnie przejechał kombajn we żniwa.

Rano obchód. Zaglądanie w gacie. Franio się drze. Boli. Współodczuwam jego ból.

-Ooo zmniejsza się obrzęk. Ale co Ty się tak drzesz? Taki duży i tak się drze.

To koniec. Cyk cyk cyyyk. Ładunek termoJĄDROWY został aktywowany. WYBUCHAM.

-Ale dlaczego się pan dziwi? TAKI DUŻY A NIE ROZUMIE! Ma pan JAJA? Ma. To chyba łatwo sobie panu wyobrazić, jaki to ból? Czyż nie?

Matka niewyspana, matka głodna, matka w dwudniowym makijażu, matka w nieświeżym ubraniu, matka zmartwiona, matka, która stara się trzymać kupy przy dziecku MA PRAWO W KOŃCU WYBUCHNĄĆ. Co za durne gadanie, co za brak empatii, co za rutyna, co za brak wyobraźni, co za ludzie!

Ja, taka opanowana zawsze, miła, uśmiechnięta, wyrozumiała, tolerancyjna, empatyczna.

Ja. Nie wytrzymałam.

Tu dziecko jest, haloo! Miło by było gdyby ktoś to w końcu zauważył.

Lekarz próbował odpowiedzieć elokwentnie aczkolwiek został lekko zagłuszony przez młodego lekarza, któremu się trzęsły ramiona i nagle zaczęły go mocno interesować czubki własnych butów.

Wizja drugiej nocy na krześle zmotywowała mnie do zapytania pielegniarek o łóżko polowe dla rodziców.

-Przecież nie możemy zabrać dzieciom łóżka!

Trzymajcie mnie!

Drugą noc spędziłam na dwóch krzesłach. Da się? Da.

Jedynym miłym przerywnikiem szpitalnej rzeczywistości były pierogi i fasolka po bretońsku pzrywieziona przez moich rodziców oraz odwiedziny gości.

I gdyby nie jedna Pani, która rozbawiła mnie do łez, to moje wspomnienia z pobytu w szpitalu byłyby tylko czarne.

Podeszła do mnie jak graliśmy z Franiem w planszówkę i pyta:

-Czy Pani ma może brata, który jest księdzem?

Zdezorientowana próbuję sobie przypomnieć. Nie wychodzi mi żeby był księdzem. Trzeciego dziecka sie spodziewa. A zresztą, to jeszcze żaden dowód 😉

-Nieee, nie mam 😊- odpowiadam, bo mnie olśniło 😉

– Bo taka pani podobna do naszego księdza! 😊

Ze śmiechu prawie orła wywinęłam, Franio widząc mnie taką roześmianą też zaczął się śmiać pytając „A z czego się śmiejemy Mamooo??”. To było jak dopływ świeżego powietrza. Odetchnęłam.

Jak podobna do księdza, to coś znaczy, prawda? Zachowywać się trzeba 😊 Przykład dawać.

 

A na koniec, oto jak szpital odbił się na psychice Frania.

Kilka dni po wyjściu poszliśmy do kontroli. W gabinecie siedzi pielęgniarka i lekarz. Wchodzimy. Witam się. Patrzę na zdziwioną minę pielęgniarki nie rozumiejąc dlaczego przerwała w połowie zdania. Podążam za jej wzrokiem. Już wszystko jasne…

Franio stoi w kurtce zimowej, czapce, szaliku, butach. Tylko jeden element nie pasuje do układanki.

Gacie opuszczone w doł….

Zobaczył lekarza i automatycznie zareagował myśląc, że będzie badanie jak w szpitalu. Od progu. Bez gadania i zbędnego tłumaczenia.

 

Oby tylko taki odruch nie utrwalił mu się w dorosłym życiu na widok pielęgniarek..

Czy kobiet w ogóle…

Czeka nas jeszcze duuuużo poważnych rozmów…

 

Zdrowia wszystkim! 😊

 

 

 

 

 

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.