ŚMIERDZĄCY CUKIEREK

 

 

Wielokrotnie słyszałam opinie, że trafić na pogodę nad polskim morzem to jak wygrać w Totka.

Ogłaszam zatem, że wygrałam. I to szóstkę.

Bo podczas naszego pobytu od samego początku do końca było gorąco jak w zagramanicznych destynacjach co najmniej. Uwierzycie jak zdjęcia zobaczycie.

O hotelu, który zrobił nam przemiłą niespodziankę, opowiem w następnym poście, a najpierw podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat statystycznego Polaka na wakacjach 😉 No dobra, naiwnie wierzę, że to bardzo nieliczne wyjątki, których spotkanie jest podobnie nieprawdopodobne co piękna pogoda nad Bałtykiem przez cały pobyt 😊

Idziemy na plażę. Rzut beretem od hotelu. Kilka kroków przed nami idą dwie pary. Para, na której się skupię to para jakich wiele: młodzi rodzice, dwójka dzieci poniżej 5ciu lat. Ich znajomi w podobnym wieku z jedną dziewczynką. Wtem, jedno dziecko upuściło wiaderko na ziemię. I tutaj zaczyna się opowieść… Mama się zatrzymała aby je podnieść, ojciec poszedł dalej z drugim dzieckiem i kumplem od jedynaczki. Matka z wiaderkiem w ręku woła (czuć, że to rozpędzające się tornado):

-„No heeeej! Zaczekaj!”

-„Na co mam czekać?” – pyta nieświadomy On.

-„K…a na oklaski Ty ch…u je….y! Spierd….eś mi już cały urlop k….a! Nienawidzę Cię!”.

 

I tak drze japkę przez całą drogę nad morze (na szczęście tylko 200m!).

Woooow!

Byliście kiedyś aż tak wk….ni (używając barwnego języka bohaterki mojej opowieści) na swojego towarzysza/szkę podczas urlopu? Na pewno zdarzają się scysje, nawet drobne kłótnie podczas wspólnego wypoczynku ale obrzucenie własnego męża stekiem takich wyzwisk, publicznie (zwłaszcza przy dzieciach) z obiecującym zakończeniem pt nienawidzę Cię, to już jest jakiś kosmos patologiczny.

Gdyby ktoś na nich popatrzył z daleka, pomyślałby, ze to szczęśliwa, piękna rodzinka spędza wspaniały urlop. Pozory.

Ile znacie takich par, które na zewnątrz pięknie opakowane w markowe ubrania, nowoczesne domy/mieszkania czy sprzęty a w środku tak naprawdę płonące pustką, samotnością, czasem nienawiścią, częściej rozczarowaniem i rozjazdem wyobrażenia z rzeczywistością?

Ile takich, które są ze sobą, bo….. dzieci, kredyt, co ludzie powiedzą…?

Ile takich, które po nocach marzą o innym życiu, ale innego nie dostaną, bo nie mają wystarczająco odwagi?

Ile takich, których twarze orane codziennym żalem, że nie takie marzenia śniło młode serce…?

Ile takich, co patrząc na nich obiecujesz sobie, że nigdy nie doprowadzisz siebie do podobnego stanu..?

Często tę parę spotykaliśmy i za każdym razem fuczeli na siebie, mieli na czołach pionowe zmarchy gniewu, dziw mnie tylko brał, że dzieci się ich nie bały z tym wyrazem twarzy. Zapewne uznają je za naturalny…

Znam wiele takich par. Przykro jest na nie patrzeć. Bo chcesz pomóc, a wiesz, że to walka z wiatrakami. Bo co powiesz? Rozwiedź się? Znajdź se laskę/kochasia na boku? Uciekaj w pasję? Wyjedź do pracy za granicę? Za późno na takie rady. Zwłaszcza, jak są dzieci. Możesz tylko stać i patrzeć na ten jad, który rozbryzguje się po ścianach domu, zostawiając ślad w każdym jego zakamarku. Jad, który niewidzialnie dotyka wszystkich domowników. Możesz próbować pomagać rozmową. Możesz wpadać bez zapowiedzi z uśmiechem na ustach. Możesz trzymać kciuki. Ale możesz się też modlić. Może zadzieją się cuda.

 

Comments

  1. Ania says:

    ….. bo dom to nie sciany i sufit , to miejsce gdzie ludzie sa razem chcby pod golym niebem :))

    1. Gabi says:

      Pięknie to ujelas Aniu☺

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.