SKOK Z MĘŻEM W BOK ;)

Wpadłam na rewelacyjny pomysł. Urlop przed urlopem 😊 Wspaniale brzmi, prawda?

Zaznaczam, że ta opcja najlepiej sprawdza się w przypadku par z dziećmi.

Większość Mam maluchów może potwierdzić, że urlopy z dziećmi swą nazwę zawdzięczają czyjemuś sarkazmowi 😊 Ponieważ ja zawsze przedkładam przyjemności na sam szczyt listy moich priorytetów, ten porządek mi najbardziej odpowiada. Aczkolwiek opcja urlopu po urlopie też brzmi kusząco 😊

W tym roku wybieramy się nad Bałtyk i żeby tryskać energią, humorem i okazać siły Herkulesa na nieprzewidziane pakiety atrakcji jakie dzieci nam zapewnią, urwaliśmy się z mężem moim na trzy dni na Węgry. Winnica na obrzeżach Tokaju, hotelik, basen, gdzie nie spojrzysz tam uprawy winorośli, wino, baseny termalne, spadające gwiazdy….. CZUJECIE TO? 😊 Jesteśmy obydwoje winomaniakami uwielbiającymi do tego francuskie przekąski w postaci serów pleśniowych i nikt mi nie powie, że nie wiem jak jest w niebie 😊

 

Na początku szok dopadł nas w samochodzie. Odwracałam się co chwilę a pytania zamarzały w mym gardle: „Kto chce się napić…?”, „ Kto siku?”, „Mam ciaste….”, „O popatrz Franiu…”, „Tosia, zaśpiewasz…”. I z niedowierzaniem uzmysłowiłam sobie, że odpowiada mi cisza… Nie licząc śmiechu mojego szofera 😊 DŻIZAS (nie cierpię tego słowa, ale pasuje mi tu ono jak ulał). To tak się da, w spokoju podziwiać widoki? Konwersować z mężem udając, że się nie widzi tych łapek w górze machających o pozwolenie na udzielenie głosu (bez tej reguły gadałoby to jedno przez drugie przerywając nam skutecznie każdą próbę komunikacji małżeńskiej).

Po przyjeździe w piękne winiarskie okolice poszliśmy degustować wino w zakamarki i podziemia winnicy, w której się zatrzymaliśmy. Wraz z nami grupa 8 osób, kilkoro Węgrów i Słowaków. Przewodnik cudnie szopasztokuje po węgiersku z czego my ani re re kum kum. Na szczęście współtowarzysze tłumaczą nam na angielski, jesteśmy uratowani. Po szóstej butelce wina zaczynam wszystko rozumieć 😊 A współtowarzysze okazują się przemili, kontynuowaliśmy w klimacie wina naszą znajomość i, co najlepsze, WSZYSCY PRZYJECHALIŚMY W TYM SAMYM CELU 😊 Aby ukraść kilka chwil tylko dla siebie, bez dzieci 😊 Ciąg dalszy prywatnej już degustacji odbywał się przy basenie, w otoczeniu spadających gwiazd (namierzyłam trzy!) 😊

Kolejny SZOK przeżyliśmy wracając z basenów termalnych w jaskiniach. Tym razem jednak ten szok nie miał nic wspólnego z dziećmi. Mieliśmy przed sobą 40min drogi powrotnej do naszej winnicy, ale po pół godzinnej jeździe postanowiliśmy zatrzymać się w Tesco na szybkie zakupy. Konrad szuka portfela. Niepokojąco się przedłużało to poszukiwanie… Przetrząsnęliśmy wszystkie zakamarki i NIE MA!! O zgrozo! Ja pier….dziuuuuuu. Tego nie mieliśmy w planach! Słabo mi się zrobiło jak wyobraziłam sobie ile zachodu czekać nas będzie (a dokładniej Konrada) przy wyrabianiu nowego…wszystkiego…. Po czym Konrad spojrzał na dach samochodu i zbladł….

 

PORTFEL JECHAŁ SOBIE NA DACHU WCIŚNIĘTY W RELING!!!

 

Ani prędkość, ani trasa, ani wiatr nie przeszkadzały mu zupełnie w przyjemnej podróży…

Jechaliśmy tak z nim na dachu przez 30min, drogą ekspresową, około 100km/h….

I to portfel z gatunku tych, co to się składa na pół, bez żadnych zatrzasków, zapięć, niczego…

CZY TO PRZYPADEK?

Nie wierzę w przypadki.

Nogi mieliśmy jak z waty…

Kolejna degustacja się szykowała na wieczór co by uspokoić przyspieszony puls.. 😊

 

Szukałam wyzwań niedawno i myślę, że niemałym wyzwaniem byłoby nauczenie się choć trochę języka węgierskiego. Nasza winnica była bardzo lokalna i zaopatrzona w lokalnych pracowników mówiących bardzo słabo po angielsku (bądź wcale). Wymeldowanie się było nie lada wyczynem 😊

Ale i tak najbardziej zapamiętam dwie rzeczy z początku pobytu:

I LIVE IN THE KITCHEN → pani recepcjonistka chciała uprzejmie wskazać, gdzie należy jej szukać gdybyśmy czegoś potrzebowali. Jak widać, Google Translate nie zawsze działa na 100% 🙂

PALINKA→ powitalny drink, jakim zostaliśmy uraczeni. Miał być pyszny a tylko jedno określenie do niego pasuje: SIEKIEREZADA NIE DO PRZELKNIĘCIA. Więc gdy przy kolacji pani kelnerka serdecznie zaoferowała z wielkim uśmiechem PALINKA? Musieliśmy komicznie wyglądać jednocześnie podskakując na krzesłach, machając rękami jakbyśmy muchy odganiali, mówiąc NIEEEE!! A za chwilę, widząc rozczarowane oblicze kelnerki, dodaliśmy spokojniej posilając się charakterystyczną gestykulacją przy siódmym słowie: No, no, too much Palinka, Palinka siup in the room already. Co nie było oczywiście zgodne z prawdą ale poczuliśmy, że uczucia narodowe mogły zostać urażone, do czego w żadnym wypadku nie mogliśmy dopuścić bo Węgier i Polak, wiadomo, dwa bratanki 😊 A my planowaliśmy tu jeszcze wrócić 😊

Tak więc urlop przed urlopem za nami, a teraz czas na URLOP GŁÓWNY 😊 

 

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.