SEKRETNE PRAGNIENIA MAM

Czy są wśród Was Mamy, które marzą o tym, aby mieć własny mały kącik nieskażony obecnością najukochańszych dzieci? Bo co do tego, że są najukochańsze nie ma żadnych wątpliwości.

Taką dajmy na to toaletkę. Gdzie drogocenne perfumy, szklane słoiczki i inne cudeńka poprawiające nasze czasem skołowane oblicze, sobie mieszkają. Gdzie nie ma śladu małych łapek, małych stópek, jakże bez wątpienia słodkich i ukochanych.

Dzieci są wszędobylskie w swej prostej, rozkosznej niewinności. Dlatego moja „toaletka” nie ma prawa do intymności. Właściwie …. nie ma w naszym mieszkaniu ani pół metra terenu nienaznaczonego przez nasze pociechy.

I tak oto rano idąc do pokoju dzieci, moja bosa stopa narażona jest na niespotykane bodźce, łącznie z niestandardową akupunkturą wykonaną przez kredki, stojące klocki, kulki i inne fantastyczne umilacze czasu, których mój mózg nie jest w stanie wykryć na czas w związku z jego nieprzytomnością poranną.

Aby wykąpać się w wannie, wędkuję. Wyciągam wszystkie skarby, które towarzyszyły wyjątkowej zabawie wodnej a bez których to żadna kąpiel byłaby nie do pomyślenia (jak lejek kuchenny).

Moje półki w salonie już nie są idealnie białe, kolory nie są zrównoważone i do siebie pasujące. Moje półki w salonie są popstrokane różem, wzorzystymi opakowaniami gier, zabawkami, Minionkami, pracami papierowymi i wszystkim tym, co kreatywne i nie może leżeć w pokoju dziecięcym, gdzie ich miejsce. Do dziś zachodzę w głowę, dlaczego?

 

Nasza sypialnia obdarzona jest hojnie misiami wszelkiej maści. Tosia kocha misie. Misie kochają Tosię. Misie towarzyszą Tosi nawet w toalecie. Jak Tosia przychodzi czasem nad ranem do nas do łóżka, to wiadomo, że z misiem. Niejednokrotnie większym od siebie. Ma takiego fioletowego giganta i co gorsza, każe mu robić miejsce w NASZYM łóżku „bo Misio chce leżeć na poduszce”. Jak do tego cudnego grona dołącza jeszcze Frank (z klockami Lego), to Tatuś musi ewakuować się do salonu, no chyba, że nie przeszkadza mu leżenie z ręką podpierającą się na podłodze 😊

Moje wysiłki opanowania skołowanej twarzy makijażem nie pozostają już obojętne dla mojej czterolatki. Przed wyjściem do przedszkola życzy sobie psikania moją perfumą i malowania moją pomadką (fuksja!). Udaję jak mogę, aby moje PSIIIK brzmiało jak najwierniej do tego oryginalnego 😊 Z pomadką dużo nie zdziałam, bo małe sprawdza w lustrze czy odcień nie za blady 😉

Moja torebka. Khym khym. Prawidłowa nazwa to Dziecięca Kraina Skarbów z małym miejscem dla mamusi. Lego (znowu), rysunki z przedszkola, Tosi naszyjnik z Krainą Lodu, mały misio (małe są wszędzie!), cuksy, Mamby i chusteczki nawilżane. Bez sensu pozbywać się tych rozmaitości przed wyjściem z domu, syzyfowa praca.

Czyż nie cudnie byłoby mieć takie jedno małe miejsce tylko dla siebie? No byłoby! Ale wiem z doświadczenia, ze próżno by liczyć na takie luksusy. Dlatego w ramach zachowania równowagi umysłu i oczyszczenia psychicznego, staram się raz na jakiś czas opuszczać samotnie moją domową przystań. Spotkanie na mieście ze znajomymi, sport, wyjazd do SPA (najlepiej dwudniowy)- bezsprzeczny must. Wraca inna ja 😊 Ogromnie stęskniona, pełna energii i pomysłów na wspólne spędzanie czasu. To efekt odświeżenia umysłu i spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. Polecam. My, Mamy, jeszcze często nie potrafimy zrozumieć, że MY TEŻ jesteśmy WAŻNE. Bo to, jakie jesteśmy, widzą nasze dzieci i tym przesiąkają. To, jakim tonem mówimy, zapamiętują. To, jak często się uśmiechamy, zauważają. To, jak i w co się z nimi bawimy, procentuje w naszych przyszłych relacjach.

I prawdę mówiąc, nie wiem, jak funkcjonowałabym w terenie kompletnie oczyszczonym z wszędobylstwa dziecięcego, którego nieraz bym sobie życzyła. Gdyby w wannie nie spadł mi na głowę plastikowy kubeczek z zimną wodą w której kąpał się Chase z Psiego Patrolu. Gdyby moja stopa nie doznawała leczniczej akupunktury w pokoju dziecięcym. Gdyby moje poranki były tylko w towarzystwie męża (żadnego misia na dostawce, klocków Lego pod kolanami i czterech małych stópek oplatających jak ośmiorniczki nasze nogi). Gdyby moja toaletka była tylko moja. A półki w salonie w końcu wypełnione pasującymi do siebie kolorystycznie dodatkami. A torebka? Achhh torebka… Gdyby miała tylko to, co moje….

Czasem wyobrażam sobie to moje życie takie uporządkowane, bez chaosu i bałaganu, perfekcyjne dekoracyjnie, gdzie wszystko wraca na swoje miejsce a wanna otoczona jest świecami zapachowymi i ulubionymi  kosmetykami.

I wiecie co?

Wiecie!

Mamy! Na pewno wiecie, co chce powiedzieć 😊

 

N—-U—-D—-A

 

No nuda bez dwóch zdań 😊

I pustka.

Dzieci to małe anioły, które tylko czasem lubią przebrać się za diabełka.

Bądźmy wobec nich uważni.

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.