PRZYMIERZE Z CZASEM

Mamy teraz czas, który płynie inaczej. Czas, który zaskoczył nas swoją pojemnością i rozciągliwością. Czas, którego nagle namnożyło się i nadzieliło. Co jeszcze tak niedawno wydawało się niemożliwe, dzieje się w naszej teraźniejszości.
Czas da się rozciągnąć. Czas może być z gumy. Czasu można znaleźć więcej. Czas zależy od nas. On do nas się dopasowuje jak dobrze przylegająca sukienka. My decydujemy na co go przeznaczamy, gdzie go kumulujemy więcej a gdzie mniej, gdzie potrzebnie a gdzie zupełnie bez pomysłu i planu.

W momencie gdy zabrano nam dawne życie lub zmieniono je dopasowując do sytuacji, w momencie gdy uczymy się i pracujemy z domu, w momencie gdy wszelkie czasoumilacze zewnętrzne zostały na jakiś czas zamrożone (kawiarnie, kina, teatry, restauracje), w momencie gdy cały nasz dotychczasowy świat przeniósł się do domu i gdy teoretycznie czas nam sprzyja swoją hojnością, tak łatwo jest ten czas jeszcze bardziej….zmarnotrawić. I piszę z perspektywy Rodzica, którego świat skurczył się do rozmiarów domu i na szczęśćie ogrodu.

To, co musiałam sama przed sobą szczerze przyznać to trudna prawda o tym, jak wymówki potrafią wyjść na pierwszą linię frontu z życiem, motywacją, planami, postanowieniami, wysiłkiem. Jak wyobraźnia długa i szeroka, kolorowa i głębista, tak moja feeria wymówek jest niespotykanie wybujała, nakropkowana miliardem odcieni, pewnie, że pastelovych 🙂 I jak dopiero teraz, z całą mocą uderza mnie ta świadomość, ile czasu przeciekło przez palce bezpowrotnie….bez owoców…. bez kierunku…bez sensu! Nie mam na myśli zwykłego odpoczynku ponieważ jest on niezbędny i każdy o tym powinien wiedzieć i go aplikować regularnie w swoim życiu aby nasz organizm, począwszy od psychiki po ciało, był wciąż naoliwiony sprawnością i funkcjonował bez zgrzytów.

Czas, którego wcześniej teoretycznie nie było, nagle się znalazł.
Czas, który podobno nie jest z gumy, właśnie jest!
Czas, który ponoć mija zbyt szybko, można mieć pod kontrolą!

I nagle, gdy odłaczono nas od świata zewnętrznego jak wtyczkę z prądu, okazało się, że ten osławiony czas jest! I, co najważniejsze, on zawsze był! Wcale nie zginał, dał się tylko wepchnąć w tysiące pozornie niewidocznych zakamarków: siedział sobie w telefonie, w niewłaściwych priorytetach, w zbędnych rozmowach, w niepotrzebnych ambicjach, w złudnych iluzjach, w nieumiejętnych działaniach, przy niewłaściwych Osobach, obok spraw, których zmienić się nie da. To my go tam poupychaliśmy, może i nieświadomie a może i specjalnie, myśląc, że właśnie tam zakiełkuje na przyszłość.

I ten zwolniony świat, w jakim teraz musimy się odnaleźć, zabiera nam wiele cennego ale i daje wiele dobrego. Wyciągam swój czas spod tych wszystkich miejsc, w których się znalazł, nieważne z czyjej winy.

Odkopuję go niczym dawno temu ukryty piracki skarb.
Odciosuję go z obrostów, mchu i błota, w którym biedny tyle na mnie czekał.
Wyciągam po kolei igiełki lenistwa, którymi został naszpikowany.
Odkurzam z pyłu niczym stary kąt za szafą.
Biorę go za rękę i uważnie obserwuję każdy jego krok.

I już wszystko wiem i rozumiem.

To nieprawda, że nie było czasu na ćwiczenia – to wymówki.
Teraz, od kilku dni, o wczesnym poranku i wieczorem – jest czas na trening.

To nieprawda, że nie było czasu na dbanie o ciało.
Teraz, codziennie rano i wieczorem jest czas aby wklepać w facjatę zatrzymywacze „młodości” :), nawilżacze skóry. Nie ma mowy o pójściu spać bez nakremowania przesuszonych rąk.

To nieprawda, że nie było czasu na zaplanowanie posiłków z wyprzedzeniem.
Teraz, już wiem, co będzie jedzone dnia następnego bo na zakupy chodzę raz w tygodniu zmuszając się do większego planowania.

To nieprawda, że nie było czasu na pieczenie rogalików z dziećmi.
Teraz doszliśmy do perfekcji w robieniu rogalików drożdżowych z domową nutellą czy marmoladą.

To nieprawda, że nie było czasu na czytanie książki.
Każdego wieczora przed zaśnięciem kilka stron znika nie wiedzieć kiedy, niczym wyżej wspomniane świeżutkie rogaliki.

To nieprawda, że nie było czasu na spacery.
Teraz prawie codziennie spacerujemy daleeeko w głąb naszych pobliskich pól i łąk.

To nieprawda, że nie było czasu na modlitwę.
Każdego dnia ten czas jest, o poranku i wieczorem, a każdy dzień dzięki modlitwie jest lepszy.

To nieprawda, że nie było czasu na marzenia.
Teraz odkrywam ile zależy przede wszystkim od siły naszej konsekwencji. Jedno to postanowić i podjąć decyzję. Najtrudniejsze to konsekwentnie ją realizować. Codziennie. Gdy każdy kolejny dzień jest boleśnie trudny, wyczerpujący i czasami nawet beznadziejny. I to tyczy się każdej, nawet tej małej decyzji. Decyzja nie lubi zmiany planów. Owszem, modyfikacje nawet są potrzebne, ale kierunek wciąz ten sam. Trasa może ulec zmianie ale punkt docelowy pozostaje jeden. Czasem po drodze można trafić na piękniejsze widoki niż nasza wcześniejsza destynacja, i to także jest powód aby iść tą drogą, którą sobie obraliśmy. Bo nigdy nie wiesz, gdzie jeszcze Cię zaprowadzi, którędy Cię tam zaprowadzi, jak Cię ta droga zmieni, co w sobie odkryjesz, co w sobie pokonasz, czego się nauczysz.
I choćby właśnie dlatego warto nią iść.
Niekoniecznie dla samego celu ale dla drogi, która do niego prowadzi.

I zawsze znajdziesz na to czas.
Przecież to Ty nim rządzisz.

Comments

  1. Koralina says:

    zgadzam się. teraz kiedy siedzę w domu, a moje dzieciaki są ze mną 24 godziny na dobę, nagle okazało się, że dobra organizacja potrafi zorganizować czas na wszystko 🙂

    1. Gabi says:

      To właśnie organizacja własna jest kluczem do naszych większych i mniejszych sukcesów 🙂 A ja zawsze szukałam daleko 🙂

  2. Ja staram się być zoorganizowana jak robię wszystko według planu to mam czas na wiele rzeczy

    1. Gabi says:

      Właśnie, wedle planu! Gdy nie mam ustalonego planu, mam wrażenie, że czas przecieka przez palce jak woda.

  3. Inga says:

    JA totalnie nie potrafię zarządzać moim prywatnym czasem , roztrwaniam go na bzdury lub patrzenie się w sufit a potem się dziwie że go nie ma

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.