POŚWIĄTECZNA GORĄCZKA

Święta Bożego Narodzenia w szczególny sposób zachęcają do wszechpomagania, dzielenia się dobrem jakoś bardziej i szczodrzej niż w przeciętny dzień kalendarzowy. Jesteśmy dziwnie napędzeni, rozentuzjazmowani pomaganiem i byciem wyjątkowo miłym. Uśmiech skierowany do, w normalnej rzeczywistości, irytującej sąsiadki czy sąsiada, niewytłumaczalnie się w tej świątecznej atmosferze oczyszcza ze złości i nielubienia a okraszony zostaje pierniczkowym lukrem z tysiącem zdobień. I nawet nie boli jak to w zwyczajny dzień kalendarzowy bywa.

Zastanawiające jest to, że tabuny osób mobilizuje siły i środki do pomagania zupełnie obcym ludziom podczas gdy bieda wyziewająca zza sąsiedniego płota wydaje się być niezauważalna.

Łatwiej jest pomóc obcym jednorazowo i ukoić na chwilę, raz w roku, swoje sumienie. Łatwiej jest kupić, dać i zapomnieć aniżeli tej pomocy udzielać ciągle.
Ubogiej sąsiadce, znajomej rodzinie z problemami, samotnemu staruszynie mieszkającemu nieopodal.
Często nasza wyciągnięta pomocna dłoń może komuś solidnie pomóc w dłuższej perspektywie mając realny wpływ na zmianę dotychczasowego życia.

Wygodne sumienia mamy.
Chcemy pomagać.
Lubimy pomagać.
Ale na naszych zasadach.
Tak, aby nie zakłócać naszej codziennej rutyny.
Naszego komfortu.
W ustalonych godzinach.
Od do.
Bynajmniej nie wieczorami.
Bo wieczory wolne są.
Nawet od pomagania.

Żeby było jasne-każdy motywator do czynienia dobra jest ważny, potrzebny i godny pochwały.
Istotne jednak jest to, aby te zrywy jednorazowe zwiększały swoją częstotliwość.
Aby to raz w roku przeobraziło się w raz na pół roku, przechodząc miękko w raz na kwartał, lądując bezproblemowo w raz na tydzień i solidnie grzęznąc na stałe w raz dziennie.

Aby ta pomoc niczym pędząca kula śnieżna porywała wszystkich spotykanych na swej drodze.

Bo nie zmienimy jednak świata od razu. Nie musimy też działać spektakularnie, by huczało i szalało. Małymi kroczkami, cicho i skromnie też jest dobrze.

Niech pomaganie wejdzie nam w krew. Niech się zwiększy jego częstotliwość.

Zaczynając od najbliższego płota. Choćby własnego.

A kula śnieżna dobroci zacznie urastać niezauważenie do gigantycznych rozmiarów.
I niech ta kula nas zmiecie z hukiem!

Comments

  1. W codziennym pośpiechu ludzie skupiają się zwykle na swoich sprawach i osobistych problemach. Okres Bożego Narodzenia skłania ku dobremu i dobrze, że przynajmniej w tym czasie ludzie wykazują większą chęć do pomocy. Wspaniale byłoby, gdyby chęć pomagania obecna była w ludziach przez cały rok, ale to piękne, że przynajmniej w tym czasie ludzie potrafią się zmobilizować 🙂 Wiadomo, że łatwiej pomóc poprzez zakup mąki czy makaronu niż zawieźć schorowaną sąsiadkę do lekarza. Taka chyba ludzka, wygodna natura, ale dobrze, że przynajmniej raz na jakiś czas zdarzają się przebłyski 🙂 Z drugiej strony, nie można też generalizować, bo są wspaniali ludzie, którzy pomagają innym często i się tym nie chwalą. Warto rozejrzeć się dookoła i zacząć od małych spraw, które mogą ułatwić komuś codzienne życie. Zawsze warto pomagać 🙂

  2. Karina says:

    Nawet najdrobniejszy, dobry gest się liczy. Masz rację, że powinniśmy pamiętać o pomaganiu częściej niż raz w roku. Wydaje nam się, ze pomaganie dużo kosztuje, a to nie prawda! Czasem wystarczy pomoc starszej pani w otwarciu ciężkich drzwi lub podanie komuś jakiego produktu z górnej półki w sklepie 🙂

  3. Warto zacząć od drobiazgu (np przekazać 1% komuś, kto tego potrzebuje) i stopniowo zwiększać siłę pomocy. W końcu wejdzie nam to w krew 🙂

  4. Jeśli widzę taką potrzebę, pomagam niezależnie od Świąt. Choćby WOŚP czy 1 %

  5. ladymamma.pl says:

    Lubię takie posty skłaniające do przemyśleń… Czasami człowiek jest pewnych rzeczy nieświadomy…. <3

  6. Anszpi says:

    Pomaganie jest ważne nawet małe gesty, szkoda jednak że ludzie nie są do tego skłonni

  7. Oj tak strefa komfortu to miejsce z którego czasem ciężko wyjść.

  8. Ciekawe przemyślenia, faktycznie ludzie na pomaganiu skupiają się głównie w okolicy świat

  9. Ladylemon says:

    Ważne przemyślenia, mnie też często zbiera na takie myśli, szczególnie w okresie zimowym, w okolicy świąt. A przecież pomagać trzeba przez cały rok.

    1. Gabi says:

      Byłoby fantastycznie gdybyśmy wszyscy po prostu zwiększyli częstotliwość pomagania,krok po kroku:)

  10. Aleksandra says:

    Warto zaczynać od małych kroczków 🙂 Można zacząć od ustąpienia miejsca w busie, pomoc w niesieniu zakupów.
    Ciekawy tekst.

    1. Gabi says:

      Dokładnie tak! Śnieżna kula nie od razu była wielka:)

  11. Magda Has says:

    Mądry, uświadomiający tekst z którym zupełnie się zgadzam, pomaganie zawsze zaczyna od małych czynności, od ludzi wokół siebie a nie od wielkich, nagłaśnianych w telewizji akcji. Ludzie chętnie wrzucą do puszki, klikną serduszko, przeleją na pieniądze na dzieci w Afryce ale czasem nie zdają sobie sprawy, że obok nich w bloku, ludzie żyją w ubóstwie, czy też potrzebują innej pomocy. Można w swoim otoczeniu pomóc na wiele sposobów, wystarczy tylko wyjść ze strefy komfortu

    1. Gabi says:

      O to to to, o tę strefę komfortu chodzi właśnie:)

  12. Pozytywne bardzo ^^. Ludzie zapominają, że by czynić dobro nie trzeba szukać wielkich przedsięwzięć, a wystarczy rozejrzeć się na swoim podwórku.

    1. Gabi says:

      Dokładnie tak

  13. Jeśli tylko możemy to zdecydowanie warto pomagać

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.