PIĘKNO WSPOMNIEŃ

Po opublikowaniu wczorajszego wpisu dzwoni do mnie Mama i mówi:
„Gabrysia, pięknie napisałaś, ale piszesz tak bardzo poważnie, a to do Ciebie nie pasuje:) Ludzie pomyślą, żeś taka niby rozsądna a przecież niektórzy Cię znają!” 🙂 🙂
Haha Krysia – moja Mama – ma rację! Te wszystkie wpisy na temat wartości to bardzo ważne tematy dla mnie i dążę do tego, aby nakierować ludzkie myśli na bardziej refleksyjne tory jednakże…. pisząc jedynie w tym stylu, zaburzam prawdziwy obraz siebie, kreując się na kogoś kim jestem tylko częściowo. Nie jestem kaznodzieją i nie chcę aby ten blog był odbierany moralizatorsko, dlatego zdecydowałam, że czas wprowadzić tutaj nowe porządki! I pokazać swoje prawdziwe oblicze: szalone, czasem nielogiczne (khym khym łaskawa jestem wobec siebie:)), zakręcone (to wszystko przez włosy!), optymistyczne do bólu (ach i też naiwne!), marzycielskie (nie dotykając ziemi, a jak!) i nie-wiedzieć-czemu (albo wiedzieć-ale-się-nie-przyznać) przyciągające przygody i incydenty pomimo powolnego zmierzania ku wieczności 🙂

W związku z tym, zapraszam do odwiedzania nowej kategorii pt. „Z Uśmiechem”, w której będę opowiadać, co w moim życiu było zabawne, ciekawe, śmieszne, dziwne, szalone i mam nadzieję, uda mi się opowiedzieć to w sposób, który umili Wam czas. Tam znajdzie ujście komediowa strona mojej natury:) Przez zabawne historie też wyciągamy wnioski i zmieniamy kierunki życia, więc może wśród Was jest grupa, która potrzebuje właśnie takich treści. Wydaje mi się, że zwłaszcza w obecnej sytuacji potrzebna nam okazja do śmiechu, odetchnienia, beztroski. Kategoria „Z Refleksją” pozostaje bez zmian ponieważ tam będę realizować drugą sferę swojej osobowości, tę bardziej spokojną, refleksyjną i z zadumą:) I voila! Dopiero teraz, z kategorią „Z Uśmiechem” czuję, że blog zyskał równowagę i Ci co mnie znają, odetchną z ulgą 🙂

A zatem chciałabym Was opowiedzieć historię która wydarzyła się naprawdę w moim wczesnym dzieciństwie. To wspomnienie, które trąci szaleństwem i to nie z mojej przyczyny, tym razem 🙂 Wspomnienie to dotyczy mojego Dziadzia, któremu na imię było Janek, a którego my, Wnuki, nazywaliśmy czule Dziadzik. On odwdzięczał się równie czułym nazewnictwem i wszystkie swoje Wnuczki nazywał….Srajdy 🙂 Do tej pory uważam to określenie za ucieleśnienie Jego charakteru: twardego mężczyzny a jednocześnie topniejącego jak kry w przedwiośniu na widok, dźwięk i węch swych umiłowanych Wnuczek właśnie 🙂 Dla Wnuków był tym typem numer jeden, bo męski świat widział właśnie w ten sposób. Jako, że ja mieszkałam z moim Dziadzikiem płot w płot, miałam Go na codzień, gotowego by rzucić się w wir dziecięcych zabaw, nawet kosztem niewyplewionych grządek czy wymownych spojrzeń Babci i jej dziwnych nagłych ataków kaszlu:)

I tak w pewien gorący letni dzień, mój Dziadzik wpadł na pomysł iście szalony, nawet dla mnie. Miał Dziadzik sprzęt specjalny, Dzikiem zwany, który wyglądał jak połączenie przedniej częsci małego traktora (ale na mniejszych oponach) i przyczepy. Ci, którzy zetknęli się z takim pojadem, będą wiedzieć, o czym mówię:)
Najbardziej charakterystyczny w tej unikalnej maszynie był szeroki rozstaw kierownicy, dokładnie na szerokość dorosłych męskich ramion. Nie dziecięcych dziewczeńskich. Męskich. A jak się tym skręcało! Ten manewr wymagał konkretnych umiejętności! Należało zejść z fotela, stanąć na ziemi i wykonać skręt przednią częścią traktorowatą, utrzymując w ryzach szeroki rozstaw kierownicy, oczekując, aż tył wyrówna i zrobi to samo. Więc kąt skręcania musiał być dość spory. Szalonym pomysłem mojego Dziadzika była propozycja wykonania takiego skrętu….przeze mnie! Dziadzik chciał sprawić mi przyjemność w stylu….choooodź,zobaaaacz jak faaajnie Sraajdaa!:) Dodam, że miałam wtedy może 10 lat a Dziadzik nieograniczoną fantazję 🙂 Wieźliśmy na przyczepie buraczki cukrowe. Celem Dziadzika był wyjazd z polnej drogi na główną drogę asfaltową. Kąt skręcania był kątem prostym a po obu stronach wąskiej polnej dróżki były wysokie i głębokie rowy z wodą po dziadzikowe kolana 🙂 Jako że wóczas moja ocena ryzyka nie była w ogóle rozwinięta, nie czułam strachu a raczej podekscytowanie, że oto za chwilę zrobię coś tak DOROSŁEGO! Czułam, że robię coś, czego nie powinnam ale byłam ciekawa konsekwencji. I to uczucie towarzyszy mi do dziś 🙂 Niestety w pobliżu nie było nikogo z większą dozą rozsądku i wyższym poziomem oceny ryzyka niż mój i Dziadzika razem wzięty 🙂
Gdy więc Dziadzik puścił kierownicę, wiedziałam, że to jest właśnie CZAS NA MNIE! Złapałam szeroko rozstawioną kierownicę rozciągając swe watłe ramiona maksymalnie ile natura pozwalała. Nie sądziłam że ten Dzik wymaga jednak takiej siły fizycznej, której nie miałam. No Dziadzik założył, że ją mam. Albo nie przewidział, że będzie potrzebna. A ja wtedy, patyczaste chuchro, rumieńców dostałam wysilając się każdym mięśniem, by Dzika ujarzmić. Silnik rzęził, charczał ale jechał dziarsko jakby nie wiedział zupełnie, w czyich rękach niespodziewanie się znalazł. Skręt był tuż tuż. Rowy o szerokość opony od kół Dzika. I stało się to, co Babcia na pewno by przewidziała ale Dziadzik w swym galopującym optymiźmie zignorował.

WŁADOWALIŚMY SIĘ DO ROWU.

Pełną parą, prawie całym Dzikiem, do wspomnianego wcześniej rowu, zasypując buraczkami większą jego część.
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam jak Dziadzikowi z otwartych ust wypada do połowy wypalony drogocenny papieros marki „Popularne” a wraz z nim soczyste: „Osz ku…..a!”. Pierwszy raz słyszałam wtedy z ust Dziadzika takie słowo. Wiedziałam, że będzie miał przechlapane u Babci. A propos Babci, Ona wraz z moją Mamą widziały całą sytuację z daleka i były przy nas w pięć minut na rowerze. Wtedy również to samo brzydkie słowo usłyszałam po raz pierwszy z ust Babci z tą różnicą, że bez wypadającego z rozdziawionych ust „Popularnego”, bo Babcia była zagorzałą przeciwniczką znienawidzonych „papierochów”.

-Janek, k…..a, czyś Ty zgłupiał?
Dziadzik miał wybitnie przechlapane.
Zapewne zakaz „Popularnych” i niedzielnej prasy przez miesiąc. Tego już się nigdy nie dowiedziałam. Ale przez jakiś czas Dziadzik równym truchtem pomykał w pole i spędzał tam podejrzanie dużo czasu z motyczką.
A Dzik od momentu buraczanej katastrofy, został zamknięty na cztery spusty w garażu, chwilowo zastąpiony super szybkimi taczkami napędzanymi na dwie nogi Dziadzika.

Długo ten incydent był wspominany w naszej Rodzinie, do tej pory przy większych spędach jest mistrzowsko opowiadany przez Babcię Hanię i moją Mamę. Na szczęście nikt nie odniósł żadnych obrażeń (tylko przemoczone gacie Dziadzika i moje obłocone buty spisane na straty), Dzik wymagał drobnych napraw a rów wyrównania łopatą. Wyłowił nas wtedy sąsiad wezwany z traktorem przez Mamę, która to do dziś nie pojmuje, co też jej Tacie przyszło wtedy do głowy. A Dziadzik, gdy o to zapytany, zawsze odpowiadał: „Dałaby Srajda radę!”(z diabelskim ognikiem w oczach). Ten szalony entuzjazm mam po nim do dziś, jak widać 🙂

I choć Dziadzika nie ma już z nami od 19stu lat to wciąż wspominamy ze śmiechem ale i rozrzewnieniem Jego akcje, które często nam fundował 🙂

Jego obraz jest wciąż żywy bo to taka Osoba, której nigdy się nie zapomni.
A Babcia Hania ma już 84 lata i wszystkie przewinienia Dziadka pamięta doskonale 🙂
I teraz to Ona kontynuuje tradycje po Dziadziku, dostarczając nam powody do….radości 🙂

Comments

  1. Cudowne są takie wspomnienia. Wychowałam się na wsi i miałam wiele podobnych przygód. Chociaż dziadka i babci już nie ma,Taty nie ma…pozostały wspomnienia i zdjęcia. Oj mogłabym książkę napisać.
    Pozdrawiam!

  2. Kasia says:

    Pięknie opisane, ile ciepła w tym wpisie! 🙂 A historia cudna, naprawdę jest co wspominać 😀

  3. Piękne wspomnienia musimy chronić a przelanie ich na „strony” bloga nie pozwili im za szybko wyblaknąć;)

    1. Gabi says:

      I w każdej chwili przypomną zatarte czasem błogie emocje.

  4. Trzecia Srajda says:

    Doskonale pamiętam przejażdżki dzikiem z Dziadzikiem ❤️ Lato pachnące sianem, truskawkami i dymem z popularnych Noce z podkołdernikami i siarczystym chrapaniem Dzidzika. Poranki z odgłosami pociągu, pachnące kawą i swojskimi pomidorami na kanapkach pokrojonych w małą kosteczkę. Jedyna osoba, za którą naprawdę tęsknię! Najlepszy z najlepszych!

    1. Gabi says:

      Teraz dopiero do mnie w pełni dociera jak wesoły i kolorowy świat zbudował nam nasz Dziadzik. Ile mamy dzięki Niemu pięknych wspomnień!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.