MIESZKAŃCY CHMUR

Jaki dom tacy mieszkańcy. Jacy mieszkańcy taki dom 🙂

Dzisiejsze zdjęcie wrzucone na relację na FB idealnie odzwierciedla charakter, osobowość i tendencje marzeniowe mieszkańców tego domu tworzonego zgodnie z tym, co od lat czekało w sercu na urzeczywistnienie. Ci mieszkańcy od zawsze mieli w głowie mnóstwo fantazji a wyobraźnia ich nie znała granic. Ale żadnych. Wspólne wizje nakładały się na siebie uspójniając wspólną przyszłość i wypełniając radością przekonania o słuszności tychże planów i ich wspaniałych skutkach dla społeczeństwa. Wizjonerzy, marzyciele, chmuroloty haha 🙂 Tak, to my. Ja i mój mąż. Ta sama materia stworzona z cząsteczek pastelovych chmur:) W mojej odsłonie widnieje całe mnóstwo feerii barw niestandardowych, z efektami wizualnymi, świetlnymi, dźwiękowymi i dotykającymi każdy zmysł osobno z namaszczeniem natomiast w odsłonie Konrada materia ta prezentuje się bardziej tabelkowo, liczbowo, procentowo, analitycznie, przy ziemi, z dużym wykorzystaniem podszeptów rozsądku i rozłożeniem marzenia na czynniki pierwsze. Aczkolwiek jest jeden identyczny obszar, który jest tak doskonale odzwierciedlony w drugiej materii, że nie sposób dostrzec jakichkolwiek rys różnic: to właśnie te wyobrażenia, wizje, projekcje przyszłości. Nie znające granic. Nie widzące przeszkód. Nie czujące strachu. Czasem tak górnolotne i nie z tej ziemi, że aż dziw bierze, skąd ta głowa tak kreatywna. Wspólne pasjonowanie się wizją przyszłości doprowadza do uczenia się nowych rzeczy, które otwierają drzwi, o istnieniu których nie mieliśmy w ogóle pojęcia. Poznajemy ludzi, których nigdy byśmy nie poznali, gdybyśmy nie zaczęli interesować się czymś nowym, gdybyśmy nie pozwolili zacząć realizować tych naszych szalonych marzeń zdjętych prosto z pastelovych chmur 🙂

W moim przypadku lawina pozytywnych wydarzeń związanych z projektowaniem odzieży zadziwiła mnie i zadziwia do dnia dzisiejszego. Ludzie, których poznałam dzięki mojej pasji, to osoby które już zostaną na długo w moim życiu bo relacje z nimi zbudowane, są głębokie. Ilość wiedzy, jaką zdobywałam przez ostatnie kilkanaście miesięcy, doświadczenia w rozmowach z przedsiębiorcami, analiza przypadków marek modowych i ich drogi do sukcesu i porażek, rozmowy z influencerami i przede wszystkim rozmowy z projektantem mody z Australii, który przez kilkadziesiąt lat pracował dla najbardziej znanych domów mody na świecie, który bardzo mocno osadził mnie na ziemi i pokazał przede wszystkim cienie tego biznesu – to wszystko sprawia, że rozwijam się w kierunku, który jest dla mnie jak Mars – nieodkryty i na każdym kroku coraz bardziej fascynujący i coraz bardziej „mój”. Zatapiam się w nim z pełną świadomością i radością 🙂 To taki świat, który może uzależnić i zaskakiwać swoją nieprzewidywalnością i zmianą a to są dla mnie warunki idealne do pracy ponieważ stabilizacja wprowadza mnie w stan uśpienia, znużenia, zapomnienia i unicestwienia kreatywności. Zmiana natomiast działa jak ożywcza bryza, pobudzająca nową energię do generowania nowych pomysłów, które nie przylepione zostały do siebie klejem o nazwie „rutyna” ale rozdzielone starannie i wyeksponowane aby dobrze było je złapać, podnieść i wprawić je w ruch.

Moja znajomość z Adamem – projektantem z Australii, to jedno z wielu fascynujących zdarzeń, jakie zadziały się w moim życiu dzięki temu, że postanowiłam realizować swoje marzenie o marce modowej. Adama zaprosiłam do wywiadu z cyklu (Nie)Zwyczajni więc poznacie jego historię i spojrzenie na wartości, szczęście i sukces już niebawem.
Beata – to kolejna osoba, którą spotkałam na swojej drodze po marzenia, dosłownie, bo poznałyśmy się gdy doradzała mi w wyborze najlepszych tkanin do moich projektów. I już została ze mną, bo nasze rozmowy o wartościach, o życiu, o refleksjach są tym, co sprawia, że dostaję wiatru w skrzydła. Jej mądrość i doświadczenie życiowe ale i mówienie wprost, są inspirujące, dające nadzieję ale i pobudzające do uśmiechu. Beatka również będzie gościem rozmów z cyklu (Nie)Zwyczajni już …. dziś 🙂 To jest prawdziwa torpeda ubrana w skórę dobroci.

W ramach galopującego i pastelovego optymizmu w drodze po marzenia zrobiłam jeszcze jedną rzecz, o której na początku wiedziała tylko jedna osoba – moja najbliższa materia domowa, czytaj: mąż 🙂
Postanowiłam wziąć udział w konkursie dla młodych projektantów (sama siebie skomplementowałam używając przymiotnika „młody” hihi). Stworzyłam pięć projektów modowych, które następnie wysłałam do oceny szesnastu Jurorom. Biorąc udział w tym konkursie chciałam pokonać swoje wewnętrzne ograniczenia, chciałam zobaczyć, czy będę w stanie pracować intensywnie nad projektem, w którym jest tak ogromna rywalizacja i przede wszystkim chciałam poddać się ocenie autorytetom z polskiego świata mody. Celem głębszym było także puszczenie w świat Pastelovych Motyli, które szeptają jaką modę chcę tworzyć, jakie wartości chcę propagować, jakie refleksje chcę wzbudzać i jakie emocje chcę wywołać. Moda odpowiedzialna społecznie, która funkcjonuje w mojej wyobraźni to właśnie moja wizja i mój cel. Więcej o tym pisałam na blogu ale i na FB w opisie mojej marki.
Konkurs, do którego się zgłosiłam to Fashion Designer Awards, organizowany w Warszawie już po raz 11-sty. Tematem przewodnim było hasło: „My city, my energy”. Miastem, które mnie zainspirowało jest St.Tropez ponieważ kocham francuski szyk nadmorskiego otoczenia. Francja jest mi zresztą od dawna szczególnie bliska 🙂 Gdy poznałam mojego męża, miał jeszcze francuski akcent po kilku latach mieszkania w Paryżu 🙂 I ta miłość do Francji była pierwszą między nami:)

Jak zawsze, lubię robić rzeczy po swojemu tak i do konkursu podeszłam inaczej. Oczywiście wszystkie wymogi opisane w regulaminie spełniłam, natomiast to, co zrobiłam inaczej, to dodałam do swoich projektów pewien bonus, który dla mnie był czystą przyjemnością, czasochłonną ale jednak – ogromną przyjemnością 🙂 Z racji mojej nieustającej miłości do pisania pamiętników, kartek pocztowych i listów, nie mogłam nie powiedzieć czegoś od siebie każdemu Jurorowi 🙂 Dlatego do każdego z Nich napisałam list. Odręcznie, ze wspólnym opisem mojej wizji odpowiedzialnej mody i pastelovego świata oraz z częścią indywidualną, skierowaną bezpośrednio do każdej Osoby. Spędziłam około dwie godziny nad każdym listem, łącznie 32 godziny podzielone na kilka dni, często pisane do 3 nad ranem 🙂 Tworzenie projektów nie zajęło tyle czasu co listy właśnie 🙂 Ale na koniec poczułam dumę i spełnienie. Napisałam jeszcze jeden list skierowany do wszystkich łącznie, w którym doceniłam fakt, że każdy Juror poświęca mnóstwo czasu na przejrzenie wszystkich prac konkursowych, których jest kilkaset, i w związku z tym, te kilka słów napisane z serca dla serca, było podziękowaniem, szacunkiem i trudem złożonym w drugą stronę.
Niedawno ukazały się wyniki konkursu. Nie poczułam rozczarowania. Wiem, że spróbuję ponownie za rok. Ale nie dla nagrody końcowej. Dla szacunku do samej siebie. Dla pokonania swoich słabości, ułomności, niewiary, zmęczenia, zniechęcenia. Dla przyzwyczajenia do wysiłku w drodze po swoje 🙂 Dla odwrócenia swojej hedonistycznej tendencji do zjadania deseru przed obiadem 🙂 No nie mogę nauczyć się odpowiedniej kolejności!:)

Nie otrzymałam jeszcze odpowiedzi na moje listy, nie wiem, co adresaci listów poczuli, pomyśleli, pewnie byli zaskoczeni… Mam nadzieję, że trzymając list w ręku, mieli poczucie odkrywania nowej przestrzeni, zupełnie jakby wchodzili do tajemniczego ogrodu, pełnego nieznanych owoców 🙂
Niemniej jednak, moja misja została spełniona i….. kto wie, gdzie mnie to wszystko zaprowadzi…
Jakie drzwi się wyłonią z mgły pastelovego marzenia….
Jakie osoby się uśmiechną z nadzieją na dłuższą znajomość…
Jakie myśli i pomysły napłyną do mojej głowy i urzeczywistnią się w realnym świecie….
Jakie porażki zamienią w cenne lekcje…
Jakie trudy, niczym blizny, uczynią mnie mądrzejszą i sprawią, że przyjrzę się z bliska każdemu krokowi zanim pognam za podmuchem szczęścia…
Najpiękniejsza jest w tym wszystkim jedna odpowiedź: nie wiem. Nie wiem ale ufam. Nie po raz pierwszy. I nigdy nie żałowałam mojego zaufania. Tylko niekiedy czasu było trzeba aby zrozumieć tę drogę…

Dziś moje marzenia są bardzo śmiałe. Wręcz bezczelne. Nie znają słowa NIEMOŻLIWE. Rozumieją potrzebę wytężonej pracy, wytrwałości, wysiłku, samozaparcia, samodyscypliny, wiary. Ale nie rozumieją poświęcenia ponad wszystko, zatracenia czasu, sprzedania się z akceptacją nieswoich wartości, wypełniania nieswoich wizji, wybierania drogi na skróty po poklask.

Jacy mieszkańcy, taki dom…I takie marzenia 😉
Dom stworzony z wizji. Narysowany na kartce na kolanie w autobusie na długo przed ślubem. Dopełniony wspólną wizją zamkniętą w profesjonalnym projekcie trzeciego architekta, który ujrzał nasze spojrzenie. Dom, który został zaprojektowany na nasz styl życia i dla potrzeby wolności w naszym jej rozumieniu.
Salon z kominkiem, w którym gramy w piłkę i bawimy się w chowanego…
Wyspa w kuchni, która jest jak przystań dla Gości, gdzie można posilić się w dalszą drogę…
Siłownia, która jest biurem i pracownią w jednym, a tak naprawdę, jeszcze żaden sprzęt ćwiczebny w niej nie zamieszkał… 🙂
Jadalnia z wielkim stołem i widokiem przepastnym na zboże, trawę i pola…
Pralnia z kotłownią, po których do dziś widać koniec granicy naszej wytrzymałości, gdy w połowie malowania wyrzuciliśmy pędzle za siebie buńczucznie prychając, że w d…. mamy to malowanie 🙂
Salon wypoczynkowy z telewizorem, którego nie włączaliśmy od trzech miesięcy…
Schody na górę, jeden pokój dzieci, drugi pokój dzieci, garderoba dzieci, łazienka dzieci, gabinet oraz nasza sypialnia, połączona z naszą garderobą i prywatną łazienką plus tajemnicze przejście na strych 🙂
Ogromny taras z tyłu i całkiem spory z przodu. Mnóstwo terenu do koszenia i do uprawiania.

Ta zamaszystość i w marzeniach, i w wizji domu, i w działaniach, zawsze taka sama. Szeroka. Nieograniczona. Nie niemożliwa. Prosto z pastelovych chmur.
Bo dlaczego nie? Bo co stoi na przeszkodzie? Bo kto zabroni? Bo jakże miałoby się nie udać? Bo jeśli to tylko kwestia samodyscypliny, szczęścia, ciężkiej pracy i czasu to wspaniale. Wszystko to jest. Wszystko do zrealizowania. Wszystko przed nami. I Wami 🙂 WSZYSTKO. Nie rozumiem NIEMOŻLIWE.

Ostatnio, z okazji Dnia Taty podziękowałam mojemu Tacie właśnie za to, że słysząc w domu pozytywne słowa, widząc pozytywną postawę, czując pozytywne emocje, nigdy nie uwierzyłam, że NIEMOŻLIWE naprawdę istnieje. I jako człowiek dogłębnie szczęśliwy, mogę to szczęście mnożyć i podawać dalej.

Mogą dziwić marzenia na wielką skalę przy niskiej zasobności portfela ale…. marzenia są obietnicą, którą można zrealizować spełniając pewne warunki i przygotowując się na sinusoidę sukcesów i porażek.
Marka odzieżowa? Konkurs dla młodych projektantów? Dom z wyobraźni? Winnica? Niemożliwe? Oby zdrowia starczyło 🙂
Nie wspominałam o winnicy?:)
Oj 🙂
Winnica to wspólna wizja utkana z doświadczeń francuskich, szwajcarskich, belgijskich ale przede wszystkich paryskich Konrada.
To styl życia, korespondujący z naszym wewnętrznym rozumieniem szczęścia i spełnienia.
To uwielbienie wina i kultury winiarstwa a zarazem zamiłowanie do głębokich rozmów z Ludźmi.
To potrzeba pracy fizycznej, uprawiania ziemi, bycia blisko natury i jej łask.
To winnica otoczona krajobrazem francuskim, z pięknym starym zamkiem z magicznymi pokojami dla Gości, ogrodem pachnącym lawendą i ciepłem przyniesionym na skrzydłach wiatru znad jeziora.
Niemożliwe? Nie 🙂 Trudne? Zapewne 🙂
Studia enologiczne, które Konrad rozpoczął, pozwolą uzyskać wiedzę i umiejętności na temat prowadzenia winnicy a to już duży krok w kierunku naszych ulubionych pastelovych chmur… 🙂 Ciągnie nas tam od lat 🙂
Te, które widzimy, zachwycają nas.

Poszukaj chmur, które zachwycą i Ciebie.
Przyjrzyj się im dobrze, bo w nich jest Twoja szczęśliwa przyszłość.

Comments

  1. Dominika W says:

    Gabi! Cudownie jest to czytać. Kiedyś myślałam, że marzenia mogą być zbyt śmiałe, ale sama zaczęłam je realizować. Warto! Bardzo warto sięgać po marzenia. Życzę Wam tej winnicy, wszystko jest możliwe, jeśli tylko pomyśli się, że jest możliwe

    1. Gabi says:

      Ty pięknie pokazujesz, że najbardziej szalone marzenia się spełniają i choćby trzeba było czekać długo, ten czas w końcu minie więc lepiej jest wypełnić go skrupulatnie małymi kroczkami prowadzącymi do tego, co daje nam szczęście już wtedy gdy o tym pomyślimy 🙂 Trzymam kciuki za Twoje kolejne książki!

      1. Dominika W says:

        Dziękuję praca wre

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.