MATKA WARIATKA

 

Gdy pojawił się na świecie mój Francesco Pierwszy (nie żeby był drugi, po prostu pierworódek:)), obserwowałam go jak jakąś bakterię pod mikroskopem. Taki był dla mnie zaskakujący. Przyglądałam się mu mocno i uważnie próbując rozszyfrować ten gatunek od pierwszego kontaktu. Zakodowałam sobie związek pomiędzy akcją a reakcją, wiedziałam, co lubi a czego nie. I tak powoli poznawaliśmy się nawzajem.

 

Lubił usypianie na rękach, no to bum- cztery razy dziennie lulajże Franuniu po godzinie na rękach. Myślicie, że mam tricepsy jak Pudzian? Ani trochę. Mięsnie me okazały się odporne na macierzyńskie wybryki.

 

Lubił drapanie po czółku, no to bach- drapu drapu jak już zasnął i nie daj Boże zaprzestać drapania gdy nie zapadł dobrze w fazę snu REM..

 

Lubił pierdzioszki na brzuszku, no to fik – brumkanie do paraliżu warg ale ten dźwięk szczebioczącego szczęściem niemowlęcego śmiechu to była nagroda.

 

Nie lubił dźwięku odkurzacza, no to pyk – matka odkurzała jak Hrabiego nie było w pobliżu.

 

Nie lubił dźwięku miauczącego kota za oknem, no to wio- matka straszyła pantoflami potencjalnego zakłócacza spokoju.

 

Nie lubił obcinania paznokci, no to trach – jak spał, matka z ojcem i latarką, niczym złodzieje dokonywali zamachu na małe stópki i łapki.

 

Lubił – ok.

Nie lubił- też ok.

 

 

 

 

Nie byłam i nie jestem typem matki, która przeżywa nad wyraz.

Przeżywa, owszem, ale to, co warte przeżywania, to, co ma znaczenie i faktyczny impakt na potomka.

 

Nie jestem i nie byłam typem matki, która źdrabnia śłowa.

Pisiu, dzidziu, oć do mamci, chces flasunie lobacku, śłodki pysiu a ti ti ti.

Czyż nie można w bardziej cywilizowany sposób zwracać się do dziecka?

Czy to dlatego dzieci czują się dobrze u mamy bo tylko mama mówi ich językiem?

 

 

Nie jestem i nie byłam typem matki, która źdrabnia śłowa rozmawiając z innymi mamami w obecności swoich dzieci.

“Ćy wieś ze moj Skalbek nie cieeeeeeelpi śpinaćku??”

I zawsze wtedy dezorient mnie dopada – czy ona mówi do mnie, czy do swojego dziecka?

No ale come on, przecież dziecko jej nie odpowie, wiec….zaraz, zaraz, ONA MÓWI DO MNIE!!

I co teraz? Panika, panika.

“Ooo, naplawdę?” – mam ochotę odpowiedzieć.

Zamiast tego pytam: “Ze k…a co???”

Oczywiście, jeśli rozmawiamy z obcą osobą to radzę ignorancję zdrabniactwa, jeśli zaś to bliska nam persona, której dorosły rozum chwilowo przeszedł w stan uśpienia, radzę potrząśnięcie za ramiona. Działa.

 

Nie jestem i nie byłam typem matki, która zapomniała, jaka była zanim została mamą.

Bal przebierańców? Weekend w nieznane? Dyskoteka? Pierwsza pędzę!

Zorganizowanie imprezy? Pierwsza proponuję!

 

Nie zapomniałam, że lubiłam mieć pomalowane paznokcie.

Nie zapomniałam, że lubiłam dobre ubrania.

Nie zapomniałam, że lubiłam białe sofy.

Nie zapomniałam, że lubiłam perfumy.

Nie zapomniałam, ze lubiłam wyjazdy i spotkania z Przyjaciółmi i Rodziną.

Nie zapomniałam, ze lubiłam przetańczyć całą noc.

Wciąż robię i mam te rzeczy. Posiadanie dzieci wcale nie stoi na przeszkodzie.

 

NAPLAWDĘ! 😉 😉 😉

 

 

 

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.