KWARANTANNA

Kiedyś powiedziałam, że musieliby mnie siłą zamknąć w domu, żebym mogła doprowadzić do ładu czarne dziury, które niczym w przestrzeni kosmicznej, jakimś pokrętnym cudem utworzyły się w moim domu. A dokładniej w lodówce, garderobie dzieci i naszej, w pralni oraz w spiżarce. To takie magiczne miejsca, w których nie istnieje grawitacja, reguły ani nudna rutyna. To miejsca, z których można czerpać inspiracje, twórcze zrywy do napinania wyobraźni a także znaleźć elementy zaskakujące, których stałe miejsca pobytu pozmieniały swe adresy.

I co? Mija już drugi tydzień kwarantanny odkąd szkoły zostały zamknięte i teoretycznie mam duuuużo czasu aby te czarne dziury unicestwić ale…. plan dnia na to nie pozwala 🙂 Jedno dziecię ma zadania szkolne (pierwsza klasa) i drugie dziecię też (zerówka). Zaczynam już rozumieć głębszy sens dlaczego ludzie wrzucają w internety filmiki z zabawnymi nagraniami ich kreatywnych poczynań. Potrzebne oderwanie od rzeczywistości choćby na chwilę 🙂

U nas z uniknięciem szaleństwa radzimy sobie muzycznie. Chociaż, jeśli ktoś obserwuje nas przez okna (a są duże i nieosłonięte a my mamy coś z ekshibicjonistów) to może pomyślał sobie, że to szaleństwo już wkroczyło do naszego domu wraz z kwarantanną 🙂 Wieczory muzyczne polegają na tym, że włączamy w salonie, głośno i wyraźnie, ulubione dźwięki każdego Domownika i każdy wyraża muzykę w najdogodniejszy dla siebie sposób.
Tosia poprzez piruety na dywanie i skoki baletowe przez całą długość domu.
Franio przez rytmiczne art popowo electro hałsowe bity ciała.
Tatuś poprzez energiczne ruszanie nóżką założoną na drugą nóżkę w pozycji kanapowej.
A Mamusia….to impuls muzyczny objawiający się w podskakujących włosach i bouncach śródkolannych.

Wczoraj, na dźwięk tej piosenki daliśmy się porwać całkowicie na sam środek dywanu przy akompaniamencie histerycznej radości dzieci i …. ach, co to było za widowisko 🙂 Przed samym oknem, prosto z widokiem na sąsiadów i niedaleką ulicę, wydarzyło się show, jakiego w okolicy jeszcze nie było! Show zsynchronizowane idealnie z partnerem tanecznym w układzie choreograficznym i aktorskim. Show, które wybudziło z naszych uśpionych kwarantanną organizmów miliony endorfin, tak potrzebujących się wydostać z więzienia 🙂 Show, które przyspieszyło nam krążenie i porozciągało mięśnie, po którym ostatkiem sił udało się mojemu partnerowi tanecznemu doczołgać do kuchni po szklankę orzeźwienia:) Show pełne antydepresantnego śmiechu.

Ale jak sobie przypomnę pierwszy dzień domowej szkoły podczas kwarantanny…. Było równie wesoło jak podczas tanecznego show 😉 Dzwonkiem, którego mały Franio kiedyś używał do dzwonienia podczas procesji na Boże Ciało ogłaszałam początek i koniec lekcji, bo przecież miałam odpowiedzialne i szalenie kreatywne zajęcie bycia nauczycielem klasy pierwszej szkoły podstawowej oraz zerówki 🙂 Najlepiej miał Pan Dyrektor bo siedział cały dzień w gabinecie i przychodził tylko na kawę z panią Nauczycielką, ewentualnie do „pokoju nauczycielskiego” na ustalenie planu na zajęcia popołudniowe 🙂
Jak ambitnie było na lekcjach, jak ciekawie, jak wesoło. Przypomniały mi się czasy, kiedy uczyłam i miałam po 8 godzin lekcji dziennie z uczniami w różnym wieku. Przez kilka lat bowiem uczyłam francuskiego i angielskiego jako, że z wykształcenia (jednego z jego odgałęzień) jestem pedagogiem 🙂 A zatem powrót do zawodu to takie odświeżenie dawnego „ja”, przypomnienie sobie ile energii kosztuje ciekawe i angażujące prowadzenie zajęć z dziećmi, które potrzebują wielu bodźców aby utrzymać ich uwagę i zainteresowanie.
Tosia z zainteresowaniem i ochotą wypełnia swoje obowiązki. Franio wykazuje umiarkowany entuzjazm, wyczerpuje pokłady mojej dobrej energii i nadweręża sztukę dyplomacji wzbogacaną niespotykanymi neologizmami użytku domowego 🙂 Uczy mnie niebywałej cierpliwości i elokwencji połączonej z emisją głosu i jego wielostopniową intonacją gdyż dzięki Niemu mogę przysłuchiwać się szalenie barwnym oktawom mojego głosu o istnieniu których nie miałam pojęcia 🙂 A częstotliwość powtórzeń działa przecież stymulująco na pamięć i zdolności uczenia się.
Szkoła działa więc tutaj dwukierunkowo.

Na słowo „koronawirus” dzieci już przewracają oczami bo doskonale sobie zdają sprawę co się dzieje, dlaczego jesteśmy w domu, dlaczego uczymy się w domu, dlaczego z nikim się nie spotykamy, dlaczego nie jeździmy razem na zakupy, dlaczego nie chodzimy na basen, dlaczego nie wychodzimy do kościoła, dlaczego wciąż ładujemy telefony. Unikamy słowa, które przeciska się nawet przez szczelne okna, które lata w powietrzu i widoczne jest nawet w oczach psa, który też jest z nami w kwarantannie i jakby doskonale rozumiał dlaczego.
Jesteśmy jednak zmęczeni tym przesytem informacyjnym i wzbudzaniem strachu przez media. Zawsze potrafiliśmy cieszyć się z każdej chwili, teraz tylko utwierdzamy się w przekonaniu, że to właśnie tu i teraz jest najważnejsze, bo od tu i teraz zależy nasza przyszłość.
To, jak teraz nawiążemy relacje z naszymi Dziećmi będzie rezonować latami w dorosłym Ich (i naszym hihi) życiu.
To, jak teraz podejdziemy do kwestii naszego zdrowia psychicznego i redukcji stresu, odzwierciedli się w naszej kondycji fizycznej na głęboką dojrzałość (starość to słowo, którego nie używam:)).
To, jak teraz pokierujemy swoimi działaniami zawodowymi, przyniesie nam owoce w przyszłości.

Nie myślę już od jutra. Myślę od teraz.

Gdy składaliśmy sobie życzenia rodzinnie podczas Wigilii Bożego Narodzenia, nikt z nas nie przypuszczał, że lada moment takie spotkania będę już niemożliwe. Nie traćmy więc czasu na jutro bo to DZIŚ jest najlepszym momentem. Nawet a może i tym bardziej, na szaleństwa muzyczne wywijane stopą na salonowym dywanie wśród najbliższej Rodziny, która zna Twoje dziwactwa i wariactwa ale przez które wszyscy kochacie się jeszcze mocniej 🙂

Niech spokój ale i odrobina domowego szaleństwa, będą z Wami!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.