JULIA – WRAŻLIWA MELODIA SERCA

Wielokrotnie wspominałam na łamach mojego bloga, że odkąd pamiętam miałam wielkie szczęście do Ludzi. Gdziekolwiek bym się nie znalazła, zawsze na mojej drodze pojawiali się Ludzie z życzliwą dłonią gotową do pomocy, z pokrzepiającym słowem niosącym ukojenie czy z radą, której w końcu posłuchałam 🙂 Bardzo często okazuje się, że z tymi Ludźmi, po głębszym poznaniu, odnajduję wspólną płaszczyznę porozumienia, ale takiego głebokiego porozumienia, bez słów, bez dodatkowego komentarza. Pokrewne dusze. Mam ich w swoim życiu wiele, zaczynając od Domu Rodzinnego. Ten krąg się stale poszerza i kiedy już wydawałoby się, że nie można pragnąć więcej, napotykam kolejne niesamowite Osoby, które uświadamiają mi, jak piękny jest Człowiek. Jeśli zajrzymy głębiej w jego serce, otuli nas piękną melodią z niego płynącą. Melodią, która ukoi, da nadzieję, rozraduje wzbudzi refleksje… Cykl wywiadów NIE(ZWYCZAJNI), który postanowiłam dołączyć do mojego bloga aby pomóc usłyszeć wszystkim tę ukrytą melodię ludzkich serc sprawił, że jeszcze mocniej utwierdzam się w przekonaniu, jak bezkresne piękno drzemie w każdym z nas. I jestem marzycielką, i owszem, jestem idealistką, i jak najbardziej, kocham „Anię z Zielonego Wzgórza” :), i tak, wierzę w dobrych Ludzi, i pewnie, że świat jest piękny. Bo ja tak wybrałam. I dobrymi emocjami doprawiam codzienność, zaczynając już od śniadania a kończąc na kolacji. Wiem, że istnieje inny świat, gdzie Ludzie się nienawidzą, plują w twarz wartościom, kopią dołki bratu, budują ołtarze konsumpcjonizmowi, ale moja ciekawość tam nie zagląda. W moim świecie jest miejsce na pastelove kolory wyrażające radość, wdzięczność, empatię, dobro. I taką radość i wdzięczność właśnie odczuwam na myśl o tym, kto jest kolejnym Gościem mojej dzisiejszej publikacji z cyklu NIE(ZWYCZAJNI). To pewna młoda Kobieta, obdarzona wyjątkową wrażliwością, pogodą ducha i ogromnym talentem, od samego Boga. Julia, bo tak Jej na imię, zachwyciła mnie najpierw swym śpiewem, a później swą osobowością bo taka była kolejność naszego spotkania. Julia ma w sobie wewnętrzne światło, które potrafi rozjaśnić każdy pochmurny dzień a gdy z jej ust wydobędzie się śpiew…. przenosimy się w inny wymiar, pełen mądrych słów, bezkresnych mórz, zielonych łąk, gdzie wiatr szumiąc pokrzykuje wspomnienia sprzed lat. Julia – o tej Dziewczynie będzie głośno 🙂
Zapraszam do lektury naszej rozmowy, w której Julia opowiada o życiu we francuskich Alpach, o potrzebie niesienia pomocy, o tym, jak śpiew wpływa na Jej życie i o tym, gdzie jest szczęście i jak je złapać 🙂

1. Julia, masz fantastyczny głos, który brzmi niepowtarzalnie i którym po prostu czarujesz, czy to mówiąc czy śpiewając. Na własnej skórze niejednokrotnie się o tym przekonałam 🙂 W którym momencie nazwałaś rzecz po imieniu i zrozumiałaś, że ten talent należy rozwijać? 

Bardzo dziękuję za te miłe słowa.
Odkąd pamiętam śpiew zawsze był obecny w moim życiu. Już od najmłodszych lat, gdy moja Mama kamerowała mnie i mojego młodszego brata, zawsze w kamerze grałam pierwsze skrzypce. Brałam do ręki coś na kształt mikrofonu i oczywiście śpiewałam. Miałam wówczas wiele innych zainteresowań. Między innymi uczęszczałam na zajęcia z tańca ludowego, jednak podczas pierwszych zajęć, prowadząca ćwiczenia zerknęła na moje „umiejętności” taneczne i zasugerowała, abym porzuciła myśli o oberkach oraz kujawiakach i przyszła na zajęcia z chóru. Wtedy zostałam główną wokalistką i fakt ten utwierdził mnie w przekonaniu, żebym jednak zajęła się śpiewaniem :). Nie trzeba było mnie długo namawiać i zaczęłam kształcić swój głos, co nie było łatwym zadaniem. Na szczęście trafiłam na dobrego Nauczyciela – Panią dr Annę Czenczek, która skierowała moje struny na właściwe, muzyczne tory. Jestem za to bardzo wdzięczna. Później przyszły jakieś małe osiągnięcia w tej dziedzinie, co dawało mi potwierdzenie, że idę w dobrą stronę. Jestem wzruszona, że już ponad 500 tysięcy ludzi zaglądnęło na mój kanał na YouTube, gdzie publikuję wykonania różnych, znanych i mniej znanych utworów, które wykonuję sama lub z moją muzyczną, ukochaną drużyną. Wśród nich można znaleźć polskie utwory takich wokalistek jak Violetta Villas, Anna Jantar, Alicja Majewska czy Krystyna Prońko oraz pieśni religijne. Co ważne, każda piosenka, którą wykonuje, nie jest przypadkowa i w mniejszym lub w większym stopniu odegrała jakąś rolę w moim życiu. W wolnej chwili zapraszam do rozsmakowania się w moim muzycznym świecie.

2. Jak bardzo Twój talent, który stał się Twoja pasją, wpłynął na Twoje życie?

Szkoła Artystyczna, w której uczyłam się kilka lat pomogła mi nauczyć się kontrolować swój głos, prawidłowo i wyraźnie wypowiadać słowa, dobrze poruszać i zachowywać się na scenie, rozczytywać utwory z nut, patrzeć głębiej w słowa piosenki i wczuwać się w tekst, aby dobrze ją zinterpretować. To bardzo pomogło mi nie tylko w moim muzycznym świecie ale również w życiu codziennym. Cenne wskazówki, które otrzymałam staram się dobrze wykorzystywać podczas różnych uroczystości, na których śpiewam. Najczęściej są to śluby, gdzie Młode Pary zapraszają mnie abym swoim głosem mogła, przynajmniej w jakiejśmalutkiej części upiększyć ich Najpiękniejszy Dzień. Sprawia mi to ogromną przyjemność i poczucie, że coś, co rozwijałam i godzinami ćwiczyłam – nie poszło na marne. Gdy słyszę już początkowe dźwięki skrzypiec, które gra Ola i Weronika Borys – rozpływam się i zapominam o wszystkim. Liczy się wtedy tylko to, aby zaśpiewać to sercem. Czasami, tak się zasłucham w piękno gry dziewczyn, że zapominam zacząć śpiewać – ale na szczęście wiemy o tym, tylko my! 🙂 🙂

3. Czy to właśnie śpiew i emocje, jakie ze sobą niesie, dają Ci prawdziwe szczęście? Czym tak naprawdę jest dla Ciebie szczęście i gdzie je odnajdujesz? 

Śpiew bardzo mi pomaga. Jest ze mną w chwilach niesamowitej radości oraz w chwilach smutku i przygnębienia. Kiedy nie umiem czegoś powiedzieć prostymi słowami, staram się to wyśpiewać, z nadzieją, że emocje oraz słowa, które pragnę powiedzieć – wybrzmią. Bycie szczęśliwym dla mnie, to stan w którym mimo wielu życiowych niepowodzeń, gorszych dni wiem, że to wszystko jest po coś. Świadomość, że tak naprawdę nasze życie jest krótką chwilą, powoduje, że staram się widzieć dobro tam, gdzie na pierwszy rzut oka go nie widać. Szczęściem jest dla mnie rozmowa z drugim człowiekiem, wzajemna pomoc i dobre słowo, którym się nawzajem obdarzamy. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że mam niesamowite szczęście spotykania w swoim życiu wspaniałych osób. Czuję się dzięki nim cudownie i to jest jedno z moich największych sukcesów, że nadal przy mnie są! 🙂 Szczęście dają mi także podróże! Od najmłodszych lat uwielbiałam poznawać nowe miejsca, kulturę i kuchnie. Dzięki moim Rodzicom, zobaczyłam już około 25 państw na 3 kontynentach. Razem z moją Przyjaciółką – Marleną, również zapaloną podróżniczką, pragniemy zwiedzić wszystkie europejskie stolice ! Mam nadzieję, że się to uda! Ogromną przyjemność daje mi również pokonywanie własnych ograniczeń i lęków. Rok temu przeżyłam tak zwane „ kajaki przetrwania”. Razem z moimi Przyjaciółmi z Dominikańskiego Duszpasterstwa w Lublinie wyjechałam na drugi koniec Polski, aby przez około 2 tygodnie płynąć pięknymi rzekami, spać w lasach, kąpąć się nocą w jeziorze i spędzać razem niesamowity czas. Na początku wydawało mi się, że się nie nadaje. Nie mam takiej siły. Tak myślałam przez pierwsze kilka dni, kiedy nie było kamienia na jeziorze, w który bym nie wpłynęła (a na jeziorze i tak kamień to była rzadkość! :)) czy trochę większego prądu, który by mnie nie porwał. Dobrze, że miałam wokół siebie dobrych ludzi, którzy pomagali mi przetrwać ten survival…i udało się! To jedno z wydarzeń, z którego nie sądziłam, że będę tak ciekawe wspomnienia, które teraz z przyjemnością zamieniłabym w rzeczywistość. Wróciłam poobijana, niewyspana, kilka kilo szczuplejsza, mocno opalona gotowa na pokonywanie przeszkód tym razem nie na rzece, ale w moim życiu.

4. Wiem, że oprócz śpiewu zajmujesz się innymi pasjonującymi sprawami 🙂 Jedną z nich jest pomaganie innym. Skąd pomysł na ruszenie w świat już w tak młodym wieku i wolontariat m.in. w Gruzji?

Mam świadomość, że posiadam w życiu dużo szczęścia. W związku z tym, chciałam się nim podzielić z tymi, którym go troszeczkę brakuje. Większość pomysłów, które przychodzą mi do głowy, są wynikiem natchnienia – czy to przez rozmowę z drugim człowiekiem czy przez obejrzane fotografie. Tak było w przypadku moich zagranicznych wyjazdów jako wolontariusz. Nie byłam nigdy prekursorką, miałam już lekko przetarte ścieżki przez moich
znajomych. Gdy usłyszałam ich przeżycia, stwierdziłam, że na to czekałam i tego potrzebowałam. W pierwszą taką samodzielną podróż trochę w nieznane, wyruszyłam zaraz po maturze. Początkowo, trochę z pobudek egoistycznych – chciałam odpocząć po ciężkim roku, pełnym stresu i niepewności – później podróż ta przerodziła się w niesamowitą przygodę, pełną zupełnie nowych doświadczeń, poznawania ludzi z całego świata. Malutka miejscowość w pięknych francuskich Alpach, z dala od cywilizacji za to w przepełnionym niesamowitym pięknem i spokoju miejscem okazała się najpiękniejszym i jednym z ważniejszych rozdziałów w moim życiu. To, czego doświadczyłam, czego się nauczyłam podczas miesięcznego pobytu w La Salette nie sposób opisać słowami. To był odpoczynek dla ducha, ale także dla ciała. Mimo codziennej pracy w restauracji, która sprawiała mi wielką przyjemność, mogłam popołudniami spacerować ścieżkami, którymi kiedyś kroczyli Melania i Maksymilian – dzieci, którym w 1846r. ukazała się Matka Boża. Według relacji dzieci była to kobieta niezwykłej piękności siedząca wewnątrz jasnej kuli. Początkowo miała zakrytą dłońmi twarz, a łokcie oparła na kolanach i płakała. W tym miejscu, w otoczeniu
przepięknych gór wybudowano Sanktuarium, do którego pielgrzymują dziś ludzie z całego świata. Oprócz pracy, miałam także czas na podróżowanie i dzięki poznanym w La Salette pielgrzymom, udało się mi zwiedzić m.in. Niceę, Monte Carlo, wykąpać się w morzu, poopalać nad jeziorem, wypić o wschodzie słońca na górze Mont Gargas pyszne francuskie wino, przegryzając mięciutkim croissantem. Otrzymałam wtedy tyle dobra! Po wylądowaniu w Polsce, pełna wdzięczności nuciłam:

„Daleko wędrowałem sam,
nie miałem ani kropli wody.
Ktoś żywił mnie i o mnie dbał,
najmniejszej nie poniosłem szkody…”

Wiem, że to wszystko co przeżyłam i fakt, że nic złego się mi nie przydarzyło zawdzięczam Bożej Opatrzności. Aniołom Stróżom, którzy pojawiali się wtedy na mojej drodze w postaci jednej Pani, która zorganizowała mi nagle buty, (pierwszego dnia, wędrowania po Alpach rozwaliłam swoje), do tej pory nie wiem jak, skoro do najbliższego sklepu jechało się 40 minut autem a wtedy wszystko i tak było pozamykane, Pani, która przygarnęła nas do swojego domu w Nicei, nakarmiła i bardzo nam pomogła, w postaci pewnego Francuza, który zabrał nas autem i odwiózł, gdy jak sam mówił: okolica jest bardzo niebezpieczna i nie pozwoli, aby narażać dwie dziewczyny na towarzystwo mniej życzliwych i nieprzewidywalnych mężczyzn, czy polskiego księdza, który pomógł nam dostać się bezpiecznie na lotnisko w Lyonie. Moich „opiekunów” było znacznie więcej, ale te sytuacje
najbardziej zapadły mi w pamięci. W następnym roku, chciałam odkryć piękno Abchazji i pomóc w zorganizowaniu letnich kolonii dla dzieci. Niestety, czerwiec 2019r. był czasem konfliktów między Rosją i Gruzją i nie mogłyśmy tam przyjechać. Ale nie poddawałyśmy się i nasz wolontariat odbyłyśmy w Kutaisi, gdzie razem z innymi wolontariuszami, z Polski i z Włoch, spędziłyśmy piękny czas, a owoce z tego rodzaju rekolekcji zbieramy do dziś.

5. Co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas pracy wolontariuszki?

Bycie wolontariuszem to wspaniałe doświadczenie, któremu towarzyszą emocje nie do opisania. Ja i moje koleżanki ze studiów, opiekowałyśmy się dziećmi z biednych i trudnych rodzin. Początkowo bardzo się tego obawiałyśmy, ale jednocześnie bardzo tego pragnęłyśmy. Nie wiedziałyśmy jak to będzie do końca wyglądało, mimo że starannie się do tego przygotowywałyśmy. Była to wielka niewiadoma. Dzieci dawały nam mnóstwo radości, a my starałyśmy się również tę radość i miłość odwzajemnić. Wytworzyła się między nami niesamowita więź, którą – z powodu nieznajomości języka gruzińskiego- nie mogłyśmy rozwijać. Było to dla nas bolesne i trudne, szczególnie gdy dzieciaczki podchodziły do nas, przytulały się. Z ich pięknych czarnych oczek ulatywały łzy, a my nie mogłyśmy zapytać co się stało, jak im pomóc, czy po prostu ze zrozumieniem wysłuchać. Dzieciom, którym na co dzień brakowało miłości i poświęconej uwagi to myślę nie przeszkadzało tak bardzo jak nam. Chciałyśmy być bliżej ich problemów, jednak musiała nam wystarczyć mowa ciała, którą po pewnym czasie opanowałyśmy do perfekcji. Miałyśmy jeszcze kilka trudności, ale razem je pokonywałyśmy. To było też wspaniałe, że miałyśmy
tam siebie. Każda z nas miała w pewnej chwili słabszy moment. Zmęczenie, wysokie temperatury czasami odbierały nam siły do dalszych działań, ale zawsze sobie pomagałyśmy i doceniałyśmy jeszcze bardziej wzajemną obecność. Prowadziłam journal de voyage i polecam robić to każdemu, kto wyrusza w jakąkolwiek podróż. Wpisy z każdego dnia przypominają nam o tym pełnym pięknych emocji czasie. Słowa, które wtedy nas ratowały, żarty, które nas bawiły… czytanie tego to znów kolejna podróż i gwarancja, że choćby pamięć nas zawiodła to na szczęście mamy przelane wspomnienia na papierze. Po kilku tygodniach od powrotu, znalazłam w swoim kajeciku rysunki wspólnie spędzonych chwil i gruzińskie napisy. Co tam jest napisane.. do końca nie wiemy… ale kilkadziesiąt namalowanych serduszek i nasze imiona wskazują, że to swoiste podziękowanie od naszych podopiecznych. Jak więc takie wspaniałe chwile, które wyryły niestarte znamię w naszym sercu, miały by przysłonić kilka naszych słabszych momentów? Nie ma takie możliwości!

6. Czy możesz wskazać najważniejszą lekcję, jakiej nauczyłaś się dzięki wolontariatowi? Czy zauważyłaś w sobie zmianę, lepiej poznałaś samą siebie? 

Doświadczenie pobytu w małej wiosce w Gruzji dało mi zupełnie inne światło na moje życie. Zobaczyłam straszną biedę, porozbijane rodziny, głód. Często się o tym słyszy, ale jak człowiek naprawdę się z tym zetknie -zmienia się perspektywa. Zrozumiałam, że czymś najpiękniejszym, co można podarować drugiemu człowiekowi jest poświęcony mu czas i uwaga. Gruzińskie dzieci nie miały najnowszych smartfonów, nowych ubrań czy wykwintnych dań. Grupowe zabawy, którym towarzyszyła ogromna radość, przegryzane były kromką chleba i wątpliwej świeżości ugotowanym jajkiem. Te dzieci, cieszyły się tym, że mają siebie. Później już wszyscy razem radowaliśmy się wspólnie. Podczas wycieczek, ja uczyłam dzieci śpiewać po polsku, a one mnie uczyły swojego hymnu narodowego oraz pieśni o tęsknocie za ukochaną, lecz utraconą Abchazją. Do dziś pamiętam jak podczas popołudniowych zabaw
jedna dziewczynka zaczęła śpiewać tę pieśń. Nagle, ustępowały zabawy, śmiechy i rozmowy, a dzieci zaczęły podchodzić i wspólnie śpiewać tak ważne dla nich słowa. Było to bardzo wzruszające i przejmujące. Gruzja to kraj poraniony, pełen blizn. Życie jest tu trudne, ale ludzie dają wszystko to co mają: życzliwość, dobroć, radość. Dzielą się swoim uśmiechem i obecnością. Było to jedno z trudniejszych, ale także najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu. Lekcja wdzięczności za to co mam i uświadomienie, że tak naprawdę nie trzeba w
życiu mieć, ale być.

7. Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze w życiu? 

Ważny jest dla mnie przede wszystkim drugi człowiek. Budowanie relacji z innymi ludźmi. Nauczyłam się, że ludzie zapomną, co powiedziałeś, co zrobiłeś, ale nigdy nie zapomną, jak się przy Tobie czuli. To jest dla mnie bardzo ważne. Otwartość i gotowość na wszystko, co przyniesie nam los. Trwanie w nadziei i życie w prawdzie. Odwaga, do odkrywania nowych rzeczy. Ważne są też dla mnie uczciwość oraz wdzięczność.

8. Czy dzisiejszy świat może oferować spełnienie i satysfakcję ludziom, którzy szukają głębi i poczucia sensu? Gdzie Ty znajdujesz swoje poczucie sensu? Czy to właśnie wolontariat? A może śpiew? Czy prawo, które studiujesz?

Myślę, że w dzisiejszym świecie podstawą jest znalezienie celu w życiu. Konfucjusz napisał kiedyś, że „żaden wiatr nie jest pomyślny temu, kto nie wie, do którego portu płynie.” Jeśli wiemy, na czym najbardziej nam w życiu zależy, co chcemy zrobić to myślę, że znajdziemy sens i głębie w otaczającym nas świecie. Jestem idealistką i marzycielką, ale czuję, że tak jest. Ja cały czas go szukam i odnajduje różnych wydarzeniach w swoim 20 letnim życiu. Podczas wolontariatu czułam, że moja osoba, potrafi przynosić Komuś radość. Czułam się
wtedy potrzebna, a to dla mnie bardzo ważne uczucie, móc robić coś dla drugiego człowieka i widzieć, że to ma sens, że mam w życiu pewnego rodzaju misje do wykonania. Gdy mój śpiew wywołuje wzruszenie u innych, odkrywa najbardziej poukrywane emocje to również widzę w tym moim śpiewaniu sens. Mam nadzieję, że kiedyś dostrzegę go w pracy, podczas pomagania innym w odnalezieniu się w zawirowanym świecie kodeksów. Moim marzeniem jest żyć z świadomością, że to wszystko ma sens!

9. Jaka jest Twoja własna definicja sukcesu?

Albert Einstein powiedział kiedyś: „ Nie staraj się być człowiekiem sukcesu, lecz człowiekiem wartościowym”. Uważam, że jest to zdanie bardzo trafne, choć to taki truizm. Zazwyczaj, myślimy w takim schemacie, że jeśli coś nam się uda, to jest sukces, a jeśli mamy jakieś niepowodzenie to uważamy to za porażkę. Oczywiście, ma to jakiś sens i logikę, ale uważam, że trzeba patrzeć na to głębiej. Ważne jest to, czy to co robię niesie ze sobą jakąś wartość. Wiele jest rzeczy, które uznajemy za sukces, a tak naprawdę nie mają one żadnej wartości. Co ważne, czasami rzeczy, które wydają się nam totalną porażką, które na pierwszy rzut oka wyglądają na maliznę, wcale porażką nie są! W dzisiejszym świecie większość zwykłych, codziennych wartości, takie jak miłość, przyjaźń, praca, która pozwala nam życie, może nie na najwyższym światowym poziomie, ale na takim, że niczego im nie brakuje – to nie są cechy sukcesu. Sukcesem są wielkie pieniądze, władza, autorytet. A ja myślę, że można mieć ogrom pieniędzy, sławę i podziw i przy tym nie mieć żadnej wartości. Oczywiście, jeśli jedno z drugim idzie w parze, to tylko można się z tego cieszyć i dziękować. Nie wszystko, co wygląda jak niepowodzenie takim w rzeczywistości jest. Dlatego gdy coś się dzieje w moim życiu, zadaję sobie pytanie: „ Szczęście to czy też pech ? Któż to wie!” i staram się dalej z optymizmem i nadzieją patrzeć naprzód. Chciałabym być w życiu dobrym człowiekiem, aby kiedy odejdę przynajmniej jedna osoba, uroniła łzę.. To byłby mój największy sukces, na który już staram się zapracować. Na razie niestety nie idzie mi to najlepiej, ale staram się w tym doskonalić. Powtarzając przepiękne słowa św. Tereski „tu na ziemi, aby kochać Cię mam tylko jeden dzień” staram się żyć, tak jakby moje jutro już nie nadeszło. Wiem, że życie jest małą chwilką i to, jak teraz żyję, jakim człowiekiem staram się być, jakie zasady wyznaję będzie się kiedyś mocno liczyło. Dlatego z
pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że chwytam dzień i jest mi z tym bardzo, bardzo dobrze.

10. Jaka jest Twoja tarcza obronna na niepogodę duszy? Czy dusza, która ma w sobie tyle pięknych emocji, w dodatku śpiewających, miewa pochmurne dni? 

Agnieszka Osiecka w jednym ze swoich utworów napisała, że na wszystkie pogody i niepogody swej duszy trzeba jej… „wielkiej wody, oceanów mrukliwych, strumieni życzliwych, czarnych głębin niepewnych i opowieści rzewnych…” Ja staram się we wszystkim widzieć coś dobrego, wierzyć, że choćby spotkało mnie największe upokorzenie, najbardziej bolesne wydarzenie to ono po coś w moim życiu jest. Ja również potrzebuję tych wielkich wód czy niepewnych głębin. Takie jest moje życiowe credo, aby znajdować w sobie ciekawość, radość, a przede wszystkim nadzieję. Chciałabym dobrze przeżyć swoje życie. I tu zaśpiewam słowa, które zawsze pomagają mi w trudnych chwilach, a które są wyjątkowo mi bliskie:

„Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany.
Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali
Jeszcze się nam pokłonią Ci, co palcem wygrażali
My możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie
Jeszcze nie, długo nie!”

Julia, bardzo dziękuję Ci za tę rozmowę. 🙂

Ja również bardzo Pani dziękuję. Nie śmiałam nawet myśleć, że zaprosi mnie Pani do swojego pięknego świata. Tym bardziej jestem wdzięczna, że mogłam pokazać też swój 🙂
Merci beaucoup 🙂

sdr

dav

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.