DOBROBYT


Wchodzi nam do garderoby, do lodówki, do garażu, do łazienki. DOBROBYT.
Pięćdziesiąt par butów, co sezon nowe.
Jedzenie ponad możliwości żołądkowe domowników.
Samochody, na które nie zawsze nas stać.
Tysiące kremów: na dzień, na noc, na piegi, na zmarszczki, pod oczy, na szyję, na pięty, na uda, na pośladki, na biust. Balsamy do ciała o zapachu jaśminu, pomarańczy, dyni, wanilii, czekolady, truskawek, kiwi. Peeling, spray, żel, pianka. Dziesiątki pomadek o różnych barwach, tysiące odcieni cieni do powiek. Nawilżacze, emulsje, maski do włosów kręconych, farbowanych, niskoporowatych, wysokoporowatych, prostych, cienkich, ciemnych, jasnych. W różnorodności nie do opisania. Tusze na miliony rzęs i w milionach odsłon reklamowych.

Wmawia się nam, że wszystkiego potrzebujemy.
Że każda nowoczesna Kobieta i nowoczesny Mężczyzna powinien mieć to i to.
Że każda nowoczesna Rodzina powinna mieć to i to.
MIEĆ-jak najwięcej, z każdego sezonu, w najmodniejszych kolorach, na bieżąco.

Powariowaliśmy jako społeczeństwo na pukncie posiadania i gromadzenia. Wydajemy pieniądze na zatrzymanie młodości bo nie możemy pogodzić się z upływem czasu. Może chcemy go sztucznie zatrzymać wmawiając sobie, że jeszcze wszystko przed nami, że jeszcze zdążymy, że wcale nie zmarnowaliśmy swojego życia? Może to ze strachu przed spojrzeniem prawdzie w oczy? To ułudne, odciągające uwagę od nieuniknionego, działanie. Nieuniknione jest spotkanie ze ścianą prawdy, kiedy przyjdzie nam spojrzeć w lustro przeszłości i zadać sobie to pytanie: kim jestem? Co robiłam przez wszystkie te lata? Ile we mnie z Człowieka? Czy podoba mi się to, co widzę teraz? I czasem, pomimo nienagannie naciągniętej skóry, prawda znajdzie swe odbicie w oczach pozbawionych blasku, życia i szczerości z samą sobą. Czy wtedy pomoże nam krem numer sto, zapach numer pięćdziesiąt, buty numer osiemnaście, torebka numer dwadzieścia?

Zawsze lubilam opowiadania Rodziców, gdy mówili, że dawniej kupowało się to, co akurat było w sklepie. Czekało się w kolejce aż coś „rzucą” ale nie zawsze wiadomo było, co jest celem oczekiwania. Wszystkiego brakowało i każdy cieszył się z tego co miał. Oczywiste jest, że żadna skrajność nie służy. Służy równowaga. I choć teraz mamy wszystkiego w ilościach nieprzeliczalnych, nie oznacza to, że musimy wszystkiego spróbować, dotknąć, pragnąć. W obecnej sytuacji, kiedy świat się zatrzymał, odkryliśmy na nowo nie tylko siebie samych, ale również swoje garderoby, piwnice, garaże i łazienki. Spojrzeliśmy łaskawiej na to, co jest na naszych domowych półkach, chwilowo nie pragnąc namiętnie tych niezakurzonych jeszcze ułud szczęścia z półek sklepowych. Zaczęliśmy cieszyć się z tego, co mamy i co zawsze mieliśmy. Sytuacja gospodarcza nie wszystkim nam pozwoli ponownie popaść w odmęty konsumpcjonizmu z obawy o przyszłość. Znów zaczniemy doceniać pracę rąk własnych, znów zaczniemy naprawiać, szukać bardziej czasochłonnych ale trwałych rozwiązań niż ulegać potrzebom natychmiastowego posiadania bez wysiłku.

Zakładając markę Pastelove Motyle zastanawiałam się, jak rozwiązać problem dostawy materiału. Skąd pewność, że materiału wystarczy dla wszystkich? A co, jak zabraknie i nie będzie nowej dostawy w hurtowni? Z czego uszyję kolekcje? Błąd! Założyłam niepotrzebnie, że każdy fason będzie dostępny w setkach egzemplarzy. Najlepiej w całej gamie kolorystycznej. Błąd! Wcale nie chcę, aby każda Kobieta wyglądała podobnie. Każda z nas jest inna i do siebie zapraszam takie, dla których, oprócz jakości, liczą się również wartości reprezentowane przez moją markę. Coraz więcej Osób poprzez zakup, pragnie utożsamić się z filozofią i misją danej marki. Coraz więcej Osób chce wiedzieć, od kogo kupuje, jaki jest skład ubrania, gdzie zostało wyprodukowane, jaka jest historia danego ubrania a nawet co było inspiracją do jego stworzenia. Jesteśmy coraz bardziej świadomymi Konsumentami ale wciaż brakuje nam minimalizmu. Stąd mój pomysł na sukienki pokoleniowe. To sukienki, które, jeśli traktowane z sercem, niczym prawdziwe przyjaciółki, mogą zostać z nami na lata, a nawet pokolenia. Ja jako córka, bardzo chciałabym nosić sukienki po mojej Mamie, ale niestety, Mama wszystkie oddała albo zaginęły. Bardzo chciałabym poczuć tę historię ukrytą w zakamarkach materiału ubrania, w którym być może moja Mama spacerowała z moim Tatą pod rękę, licząc na niebie gwiazdy równie szczęśliwe jak oni sami w tamtym momencie.
Bardzo chciałabym poczuć na sobie wspomnienia i nosić je z dumą. Dlatego tak mocno przywiązana jestem do ponadczasowej elegancji, którą można dostosować do aktualnych trendów szalonym fascynatorem, torebką, biżuterią czy makijażem. Nie trzeba mieć w szafie tysiąca rzeczy. Do tej świadomości czasem dochodzi się latami, bo to normalne, że każdy próbuje, szuka, eksperymentuje z nowym i niejednokrotnie popełni wiele błędów zanim odnajdzie siebie w określonym stylu. I u mnie ta droga też była naznaczona niejednym potknięciem. Ale to były bardzo potrzebne potknięcia, z których dzisiaj wynika to, co wiem o swoim stylu.

Wczoraj utonęłam na strychu w poszukiwaniu zakurzonych pamiętników. Oprócz nich, znalazłam też kilka ubrań z okresu liceum, szkoły podstawowej a nawet przedszkola! I KAŻDE ubranie, które wzięłam do ręki, przypomniało mi jakąś historię, wydarzenie, emocję. Jestem sentymentalna i uwielbiam budować wspomnienia by później do nich wracać, wyciągać wnioski, przypominać sobie o marzeniach, planach, obietnicach. To samo tyczy się ubrań.
W tej sukience szłam na wywiad z gazetą, zaraz po zdanym egzaminie maturalnym z angielskiego.
W tym swetrze zrobiłyśmy sobie z przedszkolna koleżanką Justynką dziury nożyczkami, bo chciałyśmy sprawdzić jak będą wyglądać nasze swetry z dziura właśnie i co powiedzą nasi Rodzice:)
W tej sukience szłam na rozmowę kwalifikacyjną, która okazała się owocna bo wtedy tę pracę dostałam.
Ta sukienka wysłuchała romantycznego wyznania, na które wcale nie byłam przygotowana i którego usłyszeć nie chciałam 🙂
Ta bluzka była świadkiem zakończenia pewnej znajomości…
Ta sukienka wsiąkała łzy smutku…
I jak można wyrzucić takie wspomnienia? 🙂 Całe lata ich broniłam i opiekuńczo chowałam pod swoim parasolem sentymentu.
I niektóre z tych rzeczy nadają się do noszenia teraz, co z radością czynię 🙂 Stąd moje marzenie, aby przenosić wspomnienia nie tylko poprzez pamiętniki ale równiez poprzez ubrania. Zachęcić do odpowiedzialnego kupowania rzeczy, których piękno i użyteczność nie miną wraz z ostatnim dniem wiosny czy zimy. Które będą jak historia naszego życia, codziennie tworzona na nowo.

Jedyne, czego potrzebujemy w nadmiarze to czas, aby zrobić coś wartościowego dla siebie i innych.
Czasu ucieka również bogatym, którzy żadnym majątkiem nie są w stanie przekonać go, aby został z nimi na dłużej.

Zastanówmy się, ile rzeczy, które posiadasz, daje Ci prawdziwą radość i są Tobie naprawdę potrzebne?
Czy może niektóre z nich mogłyby zmienić życie innym?
A może Tobie potrzeba zamknięcia jednych drzwi aby otworzyły się drugie? Jeśli będą zagracone, ani drgną.
Czy chcesz żyć w nieskończonym pędzie kompulsywnego posiadania? Światowe STOP, którego teraz doświadczamy, jest idealnym momentem aby zastanowić się, czy chcemy wrócić do takiego świata, jaki znaliśmy wcześniej. Może wystarczy mniej a lepiej? Piękniej? Z prawdziwej potrzeby zamiast chęci dotrzymania kroku pędzącym hasłom, które wdzierają się w umysł zostawiając głośną informację: MUSISZ TO MIEĆ!

Bo wiele rzeczy, których pragniemy, to kwestia wypełnienia pustki.
Pustki nieotrzymanej miłości.
Pustki niewypowiedzianych pochwał.
Pustki niewymazanego smutku.
Pustki nieotrzymanego ciepła i uwagi.

To może dać tylko drugi Człowiek.
Nie kolejne szkolenie online.

Comments

  1. Marcin BWZ says:

    Kolejny konkretny artykuł. Nie wiem tylko, czy ludzie będą chcieli się z tym pogodzić…prawda w oczy kole, a ja sam się teraz na tym złapałem. Tekst zmusił mnie do refleksji i mam nadzieję, że uda mi się zmienić tok myślenia, jaki narzucają mi media oraz zaopatrzone w nie społeczeństwo. Dzięki wielkie za ten artykuł!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.