DAJ ŻYĆ!

 

Zatrważające historie słyszałam. Takie, których mój prosty umysł nie obejmuje nawet w najmniejszym procencie. Takie, co to prowokują oczy do wypadu z orbit. I wylot szczeki do piet. Hitchcock to przy nich bajkopisarz o wróbelku Elemelku, co się cienia boi. Że takie rzeczy się dzieją, w dwudziestym pierwszym wieku, w dobie nowoczesności, rozwoju, wyzwolenia. I to baby takie pierony są niecne!

Żyć nie dają.

Rzecz dotyczy bab pozostających w związkach  formalnych bądź nieformalnych, z mężczyzną ich życia. Umyślnie piszę baby, bo prawdziwe kobiety by takich rzeczy się wstydziły. Może niektóre z Was poczują się teraz urażone, ale po przeczytaniu tego wywodu do końca, może już tak urażone nie będą, raczej zawstydzone.

Tak więc baby, które mam na myśli to konkurentki dla Hitchcocka. Zadziałajmy na wyobraźnię:

Historia banalna. Mężczyzna wraca późno do domu. Ciężko pracował nad projektem, który dziś miał swój finał na biznesowej kolacji z klientem. To stąd późny powrót do domu. Kobieta (jeszcze nie wiemy czy Baba), niecierpliwie na niego czeka. Została uprzedzona, że się spóźni, ale jak to kobieta, trochę kręci nosem. Ale co ma zrobić. Nie podobały się jej te jego coraz częstsze późniejsze powroty z pracy. Widziała jednak efekty tych wysiłków na koncie bankowym wiec nie marudziła. Wiedziała, że mężczyzna naprawdę ciężko pracuje, nie mogła mu niczego zarzucić.  Ale tym razem klientem była piękna kobieta. A ona sama czuła się ostatnio zmęczona, zaniedbana, z ubraniami w szafie z zeszłego sezonu (!!!). Była jak osa, która tylko czeka aby wbić gdzieś żądło.

I tu zaczyna się Hitchcock.

Jak tylko mężczyzna wrócił do domu, chciał pocałunkiem przywitać swoją kobietę. Łaskawie nadstawiła policzek, przecież na więcej czułości nie zasłużył, w końcu już miał swoją radość wieczora, był na kolacji z inną (to, że na biznesowej, to kogo to obchodzi??). No i robi się napięcie. Zaczyna się MILCZENIE OWIEC. A raczej jednej owcy. Mężczyzna idzie pod prysznic gdy nagle odzywa się jego telefon. SMS! „Od tej zdziry, z którą był na kolacji! Przecież widzi kopertę na wyświetlaczu, telefon leży na stole to przecież samo się rzuca w oczy, no co?? I nasza Kobieta, stuprocentowa BABA zrywa się do telefonu, upewniając się jeszcze że ON jest w środkowej fazie kąpieli i niczym w amoku bierze telefon do ręki i co?? I JEST TAK, JAK MYŚLAŁA! To ta zdzira z kolacji do niego napisała! W tych nowych smerfonach jest taka opcja, że jak przychodzi sms to wyświetlacz pokazuje nadawcę i połowę tekstu. „ Tomku- pisze- SĄ NA TY!!- Twój projekt jest świetny. Liczę, że nasza współpraca będzie dalej rozwijała się tak obiecująco jak się zapowiada- JA JEJ DAM!!- Pozdrawiam, Kasia”-SRASIA K..WA!! Wściekła rzuca telefon na stół.

I teraz akcja główna. Hitchcock w zenicie swojej twórczości.

Mężczyzna wychodzi spod prysznica, odprężony, zadowolony, że w końcu jest w domu, porozmawia ze swoją kobietą o tym, jak trudno było przekonać tę klientkę do swojego projektu, jak bardzo była kapryśna, jak dużo wysiłku i uroku osobistego musiał włożyć w przedstawienie jej wszystkich walorów swojego pomysłu, aby w końcu się przekonała i podpisała z nim umowę. Był wyczerpany psychicznie. Klientka była twardym graczem na rynku i kontrakt z jej firmą oznaczał wysoki stały przychód dla niego i jego firmy. Oczyma wyobraźni już widział jak pływa ze swoją kobietą w lazurowym morzu, relaksując się wspólnie w blasku słońca, i ciesząc się tą zasłużoną nagrodą dla nich obojga.

W końcu przytula się do swojej kobiety siedzącej na łóżku, głaszcząc ją po plecach. MILCZENIE OWIEC. „Pewnie jest zmęczona, już tak późno” – myśli. Przytula ją mocniej. Czuje opór. Pyta, czy wszystko w porządku. MILCZENIE OWIEC – ciąg dalszy. Mężczyzna drapie się po głowie zastanawiając się, o co chodzi. Zrobił w myślach szybką checklistę potencjalnych rzeczy, które mogły wywołać w niej złość, ale nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy. Pomyślał, że pewnie mu się wydaje, więc objął ją w pasie jeszcze raz i pocałował w ramię.

I nagle: HANNIBAL LECTER.

„NIE DOTYKAJ MNIE!!”

Ten wzrok mógłby zabić. Para wydobywająca się z jej nozdrzy roztopiłaby Antarktydę w jeden dzień.

Mężczyzna, przerażony i bezradny. Jak wszystkie ofiary Hannibala.

„O co Ci chodzi, kochanie?” Próbuje jeszcze ratować sytuacje.

„O NIC!”

Już nie próbuje.

 

No a teraz szybki rachunek sumienia moje kochane 🙂 Ile razy tak miałyście? A, Wy, Panowie, ile razy Wasza kobieta zafundowała Wam takie przeżycia? Ja pierwsza biję się w pierś. Na szczęście, dawno temu już zrozumiałam, że to droga donikąd.

Zobaczcie, jak całą sytuację można by załatwić poczuciem humoru, sprytem i inteligencja:

„Kochanie, mam nadzieje, ze wróciłeś w tej samej bieliźnie 🙂 Pozwolisz, ze sprawdzę :)” (mężczyzna pędzi stęskniony w ramiona swojej ukochanej)

Albo:

„Kochanie, jak Cię nie było, to przyszedł nasz sąsiad, wiesz, ten z dołu, zapytał czy mam pożyczyć korkociąg bo ma ochotę na wino, i tak się złożyło, że wypiliśmy to wino razem” (mężczyzna poczuje obca urynę na swoim terenie i obudzi się w nim zew jaskiniowca: moja kobieta + intruz=unicestwić intruza i następnym razem będzie mieć świadomość, jakie jest potencjalne następstwo późnego powrotu do domu:)).

Od czego mamy wyobraźnię? To jest często nieodpowiednio wykorzystywana broń w codziennych trudach. Przynosi niestandardowe rozwiązania problemu sprawiając, że osoba stosująca tę technikę nabiera poważania w oczach sparing partnera 🙂 Czy nie lepiej razem się pośmiać niż razem dusić z gniewu? Czy nie lepiej zdobyć się na szczerą rozmowę i powiedzieć:

„Kochanie, wiem, że byłeś na rozmowie z klientką, ale czułam się przez cały wieczór okropnie o Ciebie zazdrosna, bardzo nie lubię tego uczucia”.

Jak wtedy zachowa się mężczyzna? Poczuje miękkość w kolanach, rozczuli się, przejmie się. Jego wewnętrzne ego będzie jednak szarżować jak na dzikim koniu z satysfakcji wołając- „Patrzcie na mnie, patrzcie na mnie, moja kobieta jest WCIĄŻ o mnie zazdrosna, cholera, wciąż jestem dla niej seksowny, patrzcie na mnie, to właśnie ja!!” I co zrobi? Wszystko jej obieca, da, żeby zmazać ten smutek z jej oczu. I wyjdzie z tej rozmowy mentalnie większy i dowartościowany.

Wniosek? Oboje będą w sytuacji win- win: ona, bo wie, ze on przy kolejnych podobnych sytuacjach będzie starał się wracać wcześniej; on- bo znowu poczuł się jak za czasów kawalerskich – atrakcyjny i godny pożądania (a wiadomo jak z tym bywa w trybie rutyny życia codziennego).

No i same plusy, moje drogie Kobiety. Wiem, ze raz na jakiś czas będą z Was wychodzić te Baby, te Zołzy, niekiedy tego po prostu nie można powstrzymać (i czasem mamy do tego prawo, przyznajcie sami, drodzy Panowie :)). Oczywiście każda reakcja będzie indywidualna, chodzi jednak o to, żeby nie robić tych słynnych wyrzutów, w których to jesteśmy całkiem niezłe, tylko porozmawiać jak inteligentny emocjonalnie człowiek z drugim inteligentnym emocjonalnie człowiekiem. Jest bowiem coś, co możemy zmienić i jest to nasze podejście.

Nie zapominajmy, że to, jaka atmosfera panuje w Waszym domu, zależy od Was, moje kochane Kobiety. To my jesteśmy Westalkami domowego ogniska, to w naszych rękach jest ogień! Nasz nastrój jest jak ozdoba na torcie, zawsze na wierzchu, zawsze najbardziej widoczny i zawsze wpływający na całokształt.

Wprowadzajmy radość do naszych rodzin, nie rozdmuchujmy pierdół, rozmawiajmy szczerze, bądźmy blisko, śmiejmy się razem do rozpuku i przestańmy być zazdrosne. Ja już dawno uznałam zazdrość za uczucie poniżające, które nie ma prawa wstępu na mój teren. Jak tylko próbuje się dobijać do bramy, wzywam ochronę i poganiają ją tam, gdzie pingwiny zimują.

A jak słyszę, gdy ktoś mówi, ze jak zazdrosny/a to kocha, to już nie czekam na ochronę. Sama walę w durny łeb.

Zazdrość dla mnie to oznaka braku pewności swojej pozycji w związku, niskie poczucie własnej wartości i lęk przed byciem porzuconym. Od mężczyzny oczekuje się bycia solidnym jak fundament, na którym stoi dom. Dom stoi albo go nie ma w ogóle. Nie może się chwiać na boki. Ma stać solidnie czy w momencie największej wichury, czy w deszczu, czy pośród piorunów. Dom to opoka, miejsce, w którym można ogrzać się ciepłem, które stwarza kobieta.

Opowiem jeszcze na koniec jedną krótką historię z mojego życia, a propos bycia opoką. Z czasów, kiedy jeszcze chodziłam na randki 🙂 Pewien chłopak zaprosił mnie na pierwszą randkę  do kina. Wybrał horror. OK. Wtedy jeszcze nie miałam nic przeciwko (teraz umieram przy napisach początkowych). Kulminacja akcji. Napięcie. Trzymam się. Nic strasznego. Patrzę dalej. Aż tu nagle czuję, jak mój towarzysz łapie mnie za rękę (hmmm, jeszcze nie byliśmy na tym etapie…) Ale OK. Niech se potrzyma chwile. Nagle czuję, że on wkłada tę moją rękę pod swoją pachę! No na tym etapie to na pewno nie będziemy nawet na piątej randce! Wyrywam rękę. Koniec czułości. I w tym momencie on chwyta mnie obiema rękami za ramię, wtula swoją twarz we mnie i odwracając się bokiem do ekranu, szepcze: „Jezuuu, nie mogę na to patrzeć, Jezuu jakie to straszne!!

……………..

JA CHYBA K…WA ŚNIĘ!!

Z facetem przyszłam do kina, czy co to?? Patrzę na niego z niedowierzaniem, on wciąż wtulony w moje ramię, pyta z przerażeniem ”Skończyło się?? Aaa! Aaa!”

W tym momencie odezwała się moja empatia i przybierając nieświadomie gruby ton głosu, rzekłam spokojnie : „NIE BÓJ SIĘ. JESTEM PRZY TOBIE”.

Wtedy stałam się mentalnym facetem.

Jak się domyślacie, więcej randek nie było. Z kolegą od horrorów 🙂 Wystarczyło, że wyobraziłam sobie, jak chowa się w mojej szafie na widok myszy, jak podaje mi nie te gwoździe do przywieszania obrazu, jak pokazując na klucz francuski mówi „Przyniosłem Ci klucz japoński, żebyś mogła nam skręcić meble kochanie” i jak prosi, bym pojechała po węgiel bo on musi zrobić obiad.

Na szczęście, ten horror skończył się, jak tylko otworzyłam oczy 🙂

Obyście świadomie tworzyli pełną śmiechu i radości, własną bajkę, opierając się na ramieniu solidnego mężczyzny, którego nie wykończycie swoja zazdrością:)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.