BEATA – NIEPOKORNA I NIEPOKONANA

Mam naprawdę ogromne szczęście spotykać niesamowite osoby na swojej drodze. Dzisiaj w rozmowie z (NIE)ZWYCZAJNĄ Beatą, którą poznałam dzięki wspólnej miłości do tkanin, poruszamy kwestie wartości, relacji i sukcesu, a jakże 🙂 Beata jest kobietą, która sukcesu zawodowego doświadczała na własnej skórze, przez wiele lat. Wychowała wspaniałą córkę, równie niepokorną jak ona sama 🙂 Jak twierdzi, niezmiernie głęboka empatia nie zawsze była łatwa do okiełznania w codziennym życiu, więc gdy dowiedziała się, że jej emocje to efekt bycia osobą wysoko wrażliwą, poczuła ulgę 🙂
Każde spotkanie z Beatą jest jak oddech na ciąg dalszy dnia, tygodnia, miesiąca. Jej dogłębne oko analityka emocjonalnego ukazuje wiele nowych odsłon, wydawałoby się zwykłej, rzeczywistości. Jej racjonalizm miesza się z pastelovym dymem szczęścia, do którego zmierza i który ją przyciąga. Jej dobre serce skierowane na Człowieka sprawia, że z Nią każda akcja JEST możliwa 🙂
Przed Wami, w pełnej refleksji rozmowie, Beata 🙂 Dodam, że tajemnicza Beata, bowiem swój wizerunek tworzy na podstawie słów stąd to pełne wyrazu zdjęcie zaczerpnięte z banku zdjęć, które możemy interpretować wedle własnej wyobraźni podsyconej przeczytaną rozmową 😉

1.Beatko, czego Ty w życiu jeszcze nie robiłaś?

Och, ileż ja rzeczy w życiu jeszcze nie robiłam! 🙂 Cóż, moja droga zawodowa jest ściśle związana z zakrętami życiowymi. Jako młode dziewczę spakowałam tobołek i wyruszyłam w drogę do stolicy, świata zupełnie mi obcego. Pamiętam pierwszą radę jaką tam dostałam: „Tu jest dżungla i albo ty jesz, albo ciebie zjedzą”. Nie byłam wilkiem i czułam się jak prowincjonalna owca (albo raczej jak głupiutka gęś). Czasy nie były łatwe a ja miałam głowę pełną marzeń i jedną myśl, że mogę wszystko. Założyłam swoją firmę i nie wiem skąd ta szalona myśl u mnie, humanistki, że będę sprzedawać maszyny piekarnicze. Ilość nazw, danych technicznych i innych zupełnie nowych pojęć nie stanowiła problemu, przeszkodą było nikłe a w zasadzie żadne, pojęcie strony biznesowej. Na szczęście, przyznaję, że po znajomości dostałam pracę w korporacji. Ach, jaki to był wielki świat 🙂 10 lat minęło mi bardzo szybko. Praca po godzinach i czasami w weekendy nie dawała możliwości na chwilę zastanowienia się nad sobą. Ciężko wtedy znaleźć własną drogę, a celem w życiu staje się wyjazd na wakacje i to w miejsce oczywiście modne, bo w inne nie wypada. I tu pojawił się kolejny zakręt. Byłam już po rozwodzie i jak to w tych czasach bywało, dochodziło obciążenie w postaci kredytu na mieszkanie i samochód. Celem stało się mieć. Przewrotny los jednak nie pozwala się rozleniwiać 🙂 Strata bardzo dobrze płatnej pracy jak się ma milion zobowiązań, no cóż, dramat. Wtedy zaczyna się intensywnie myśleć, najpierw jest chaos w głowie, później bunt i nagle umysł zaczyna inaczej pracować. Jak się nie ma nic i dziecko na utrzymaniu to człowiek staje się bardzo kreatywny:) Jak trwoga to do …. oczywiście do mojego najlepszego na świecie taty. Pożyczyłam trochę pieniędzy i otworzyłam sklepik szkolny, dodatkowa korzyść – była to szkoła, do której chodziło moje dziecko (pewnie była mniej szczęśliwa niż ja). Dzieci uwielbiam, karmić ludzi też, praca super 🙂 Pieniędzy jednak było mało, w głowie kolejne pomysły i tak skończyłam pracując od 5:00 do 21:00. Teraz zastanawiam się, jak w ogóle dałam radę. I jak już się wydawało, że sytuacja jest w miarę stabilna, wprowadzono ograniczenia sprzedaży w szkole (i słusznie), ale ponownie chaos, zamęt i burza mózgu. Lubię uczyć się nowych rzeczy i pojawił się szalony pomysł założenia firmy remontowej. Sama nie wiem skąd w mojej marzycielskiej głowie rodzą się te szalone rzeczy, może właśnie dlatego, że bujam w obłokach:) Pamiętam, że kupowałam w Castoramie takie małe gazetki dla laików i uczyłam się podstawowych rzeczy. Do tej pory sama maluję mieszkanie, potrafię ułożyć panele na podłodze i gładź na ścianę. Przyznaję, że największą trudność sprawiały mi szalunki, mój mózg aż tak dobrze nie działa:) Zawsze kochałam kontakt z ludźmi i przyszła pora, aby pójść dalej. Zostałam przedstawicielem handlowym. Dla mnie raj 🙂 Byłam naprawdę dobra:) Zostałam najpierw koordynatorem, później dyrektorem. Teraz z perspektywy wiem, że ta moja praca ponad miarę pozwalała mi zapomnieć o brakach w życiu. Skupiona na wykonywaniu zadań, zapominałam o tym, że nie mam obok siebie bliskiej osoby, znajomych (oprócz tych z pracy). Życie jest jednak mądre i położyło mnie na pół roku do łóżka. Na początku nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Walczyłam, buntowałam się, ale teraz wiem, że to był przełomowy moment. Przyszedł czas na spojrzenie z innej strony i zobaczenie tego, co jest dla mnie ważne i co się tak naprawdę liczy. W życiu nie istnieje coś takiego jak pustka. Byłam bez pracy a na realizację planów nie miałam pieniędzy. W ramach rozgrzewki zaangażowałam się w politykę, a że wszystko co robię, robię z sercem to i w tej dziedzinie osiągnęłam swoje małe sukcesy. Start w wyborach do Sejmu pozwolił zdobyć kolejne nowe doświadczenia. Była to niezapomniana przygoda. I kolejna zmiana 🙂 Zwolniłam, znalazłam pracę spokojną, którą od początku pokochałam. Uwarunkowania rynkowe i koronawirus ponownie pchają mnie w nową drogę. Moja głowa jest pełna nowych pomysłów a serce pełne nadziei. Pomimo przeciwności idę do przodu z ciekawością, gdzie mnie ta droga zaprowadzi. Mój czasami niepoprawny optymizm daje mi wiarę w lepszą przyszłość.

2. Jak patrzę na zdjęcia ludzi w social mediach to mam wrażenie, że wszędzie widzę podobieństwo: piękne, młode, jędrne, przebojowe kobiety i mężczyźni pokazują swoje pełne sukcesów życie. A jak definiuje się prawdziwy sukces według Ciebie? Gdzie go szukać? Czy sukces ogranicza się do powierzchowności i materializmu? Jaką definicję dla Ciebie ma słowo sukces?

Start w wyborach wymusił na mnie posiadanie Facebook-a. Mam do niego ogromny dystans. Nie wrzucam zdjęć, nie komentuję ani nie pokazuję w nim swojego prywatnego życia. Nie jestem zwolenniczką pokazywania całemu światu co jem na śniadanie, gdzie bywam itp.
Nie lubię świata mierzonego ilością lajków i polubień. Zastanawiam się, czy naprawdę o naszej „ fajności” świadczy ilość znajomych na social mediach. Ja wolę realnych ludzi, kocham rozmawiać z nimi w realu, poczuć realną więź. Z drugiej strony przyznaję, że doceniam możliwości, jakie daje Facebook:) Nie jest on jednak sensem życia a tylko małym narzędziem. Nie jestem może osobą, która wysyła kartki na święta ale życzenia składam osobiście lub przez telefon. Och jak nie lubię tych sms-ów wysyłanych zbiorowo do wszystkich kontaktów w telefonie.
Jak zdefiniować sukces? Kiedyś sukces kojarzył mi się z dobrze płatną pracą, prestiżowym stanowiskiem i rosnącym kontem. Dzisiaj dla mnie życiowym sukcesem nie jest super dom, nowy samochód czy inne materialne dobra. Dla mnie sukcesem jest to, że podnoszę się po porażce, sukcesem jest moje dziecko i nie jest to slogan. Pomimo ogromu błędów, które popełniłam jako rodzic, moja córka wyrosła na mądrą i samodzielną kobietę. Podejście do życia być a nie mieć jest bardzo trudną drogą, ale dla mnie jedyną. Nie mówię, że gardzę pieniędzmi, ale teraz już wiem, że nie za wszelką cenę. W pogoni za tzw. sukcesem nie jesteśmy tu i teraz, jesteśmy w naszej wymarzonej przyszłości a ucieka nam teraźniejszość.

3. W życiu kierujemy się różnymi mądrościami, nawykami, często czyimiś drogowskazami, czasem idąc po omacku i wierząc, że czyjś system wartości i zasad może pasować do naszej drogi życia. Czasem nie słyszymy tego głosu, który woła w środku bo zagłuszony jest czyimś modelem życia. Jak znaleźć tę własną ścieżkę, czy w ogóle można ją odnaleźć? Czy musimy być wciąż w drodze? Jak Tobie udaje się, dzięki tylu zawodom, jakie w życiu miałaś szansę poznać, odnaleźć prawdziwą siebie i swoje prawdziwe powołanie? A może to jest proces, który wciąż trwa?

Od zawsze byłam buntowniczką, postępowałam inaczej niż inni. Widzę świat przez różowe okulary. Mój tata zawsze powtarzał: „Dziecko świata nie zbawisz” a ja do końca będę próbować:) To nie tak, że nie miałam autorytetów, ale były to raczej wyrywki osób, a nie jakaś konkretna osoba w całości. Dorastam, dojrzewam, zmieniam poglądy, ale zawsze staram się trzymać swoich głównych przekonań. Kieruję się zasadą: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Jeszcze niejednokrotnie będę zbaczać z obranej ścieżki i na nią wracać. Może dlatego, że nie lubię zmian, los mi je cały czas zsyła, ale teraz wiem, że pomimo początkowej złości mnie to mobilizuje. Mój bunt jest chwilowy na zasadzie: „No nie, znowu?:)” Jestem w ciągłym rozwoju i pewnie tak zostanie. Wszystkie zawirowania przybliżają mnie do docelowego miejsca, zastanawiam się tylko czy mi starczy życia:)

4. Czy porażki Ciebie załamują? Czy jesteś osobą, która z porażki wyciąga lekcję i wychodzi z nich mocniejsza? Czy był w Twoim życiu moment, kiedy myślałaś, że już nie dasz rady?

Oczywiście, że tyle porażek rzuca człowieka na kolana. Leżysz w tym swoim błotku i masz dość. Za każdym razem potrzebuję trochę czasu, aby poużalać się nad sobą, popłakać i ponarzekać na los. Roztrząsam i rozważam, ale co się stało to się nie odstanie. I przychodzi dzień kiedy wstajesz rano i mówisz sobie: „Hej, to twoje życie, wstawaj i idź dalej!”. Kiedy jesteś w totalnym dołku nie widzisz rozwiązań, które są czasami bardzo proste. Miałam to szczęście, że jak już podniosłam głowę to okazywało się, że czeka na mnie ktoś, kto pomógł się wygrzebać. Takie osoby zostają już w moim życiu na zawsze i zawsze będę im wdzięczna za wyciągniętą dłoń.

5. Czy jest coś, za co jesteś w życiu najbardziej wdzięczna?

Wdzięczna jestem mojemu tacie, którego już nie ma na tym świecie. Zawsze był przy mnie i pomimo moich wielu wad zawsze czułam pełną akceptację. To on pokazał mi jak być w życiu dobrym człowiekiem, ale też nauczył jak naprawić żelazko czy odkurzacz. Cały czas martwię się tym, że te wszystkie „Dziękuję” skierowane do niego to było za mało. Powiedzmy „Dziękuję” póki mamy jeszcze czas.

6. Jesteś osobą, która doskonale wyczuwa emocje ludzi ale przez to więcej przeżywa, analizuje, przetwarza. Gdzie szukasz równowagi i wytchnienia? Jak odpoczywasz emocjonalnie?

Nie tak dawno dowiedziałam się, że jestem WWO (wysoko wrażliwą osobą). O matko, jak mi ulżyło! 🙂 Całe dorosłe życie myślałam, że jakaś dziwna jestem:) Nie na darmo się mówi, że każdy kij ma dwa końce. Moje emocje są wywindowane do nieba. Empatia pozwala chłonąć uczucia innych, ale są to zarówno dobre jak i złe uczucia i przed tymi złymi staram się chronić. Pewnie z powodu dużej intuicji od wielu lat kocham karty tarota. Przy ich pomocy wchodzę w swój tajemniczy świat, to jest takie tylko moje. Kocham ludzi i kocham od ludzi odpoczywać:) Brzmi to paradoksalnie, ale tak jest. Jak mam dość wrażeń, ludzi, emocji to zamykam się w domu i cieszę się sama sobą. Nie wiem co to znaczy nudzić się ze sobą. Traktuję siebie jak swojego przyjaciela. Uwielbiam ludzi z pasją i wizją, takich nierealnych, pewnie dlatego że ja taka jestem. Nie lubię ludzi marudzących. Przyznam się, że od wielu lat pracuję nad tym, żeby nie przerywać jak ktoś mówi (jeszcze wiele pracy przede mną). Mam nieznośną cechę udzielania dobrych rad:) Rzadko do mnie dociera, że niektórzy chcą się tylko wygadać i nie zawsze oczekują mojej reakcji, ale to wynika z chęci pomocy.

7. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że ludzie coraz mniej potrafią słuchać a coraz więcej mówią. Mówią głównie o sobie, poruszają błahe tematy, żyją życiem innych, narzekają i nic w swoim życiu nie zmieniają, nawet gdy potrzebują tej zmiany. Z czego to wynika, Twoim zdaniem? Czy odpowiedzialność do pełniejszego przeżywania życia i większej empatii tkwi w nas, rodzicach, którzy powinniśmy nasze dzieci już od dzieciństwa kształtować w oparciu o wartości?

Mam bardzo wąskie grono znajomych i nie dlatego, że jestem mało kontaktowa ale dlatego, że postanowiłam nie wchodzić w płytkie relacje. Cały nasz świat zrobił się płytki. Wszystko jest na szybko i na chwilę. Chcę czegoś więcej. To trochę jak z pralką, kiedyś kupiona pralka działała 20 lat, dzisiaj 5 i trzeba ją wymienić na nową. Nawet małżeństwa są teraz „dopóki mi się nie znudzi” a nie „dopóki śmierć nas nie rozłączy”. Nie wiedząc co jest dla nas ważne, nie będziemy o to walczyć. Powoli przestajemy zauważać podstawowe wartości. Rodzice oczekują, że szkoła czy przedszkole wychowają nasze dzieci. Nie, nie wychowa nas szkoła ani podwórko, to nie tam są wzorce. Jak „ględziłam” mojej córce to wydawało się, że nic nie dociera. Po latach okazało się, że to miało sens. Chyba najważniejszą rzeczą jest spędzanie z dzieckiem czasu. To wtedy w zabawie czy przekomarzankach przemycamy to, co chcemy wtłoczyć. Dla naszych dzieci jesteśmy najważniejsi, jesteśmy bohaterami, one uczą się życia patrząc na nas rodziców.

8. Przyjaźń – coraz więcej związków się rozpada, tych partnerskich, małżeńskich ale i tych przyjacielskich. Dlaczego tak łatwo poddajemy się porażkom, nieporozumieniom? Nie potrafimy się komunikować i otwarcie przyznać, co nam się nie podoba. Czy to kwestia mentalności Polaków, czy problem wynikający z braku dowartościowania w dzieciństwie? Jakie są Twoje doświadczenia z przyjaciółmi? Czy masz przy sobie Przyjaciela, na którego możesz zawsze liczyć? Czy tacy jeszcze istnieją?

Kwarantanna pokazała nam wszystkim kto jest przy nas, kto zadzwonił, kto o nas pomyślał. Pokazała też jaka jest nasza rodzina, obnażyła prawdę. Ten czas był nam chyba potrzebny, pozwolił choć na chwilę się zatrzymać. Jak zwykle część marudziła, że musi siedzieć w domu, ale część wykorzystała ten czas budując na nowo zagubione w gonitwie relacje. Wychodzę z założenia, że nie ma co się kłócić z rzeczami, których nie mogę zmienić. Nie wiem kto miał lepiej, rodzina zamknięta w czterech ścianach, czy ja zamknięta sama w domu z telefonem. Oj jak mi brakowało żywego człowieka obok. W moim idealnym świecie lockdown połączył zwaśnionych małżonków, rodziców z dziećmi i pozwolił docenić przyjaciół. Wiem, utopia, ale miło myśleć, że tak właśnie jest.
Jestem singielką i wiem co to jest samotność, ale nie uważam, że gdybym miała przy sobie mężczyznę, to byłabym pełna. Mam znajomych i przyjaciół, jedną osobę do której zawsze mogę zadzwonić się wygadać, podzielić się radością albo smutkiem. Jest zupełnie inna niż ja, ale chociaż nie wie o czym czasami mówię jest ogromnym wsparciem:)
Dzisiejsza rzeczywistość jest smutna. Każdy zamyka się w swoim domu i nie wie nawet jak nazywa się jego sąsiad. Podział społeczeństwa jest coraz bardziej widoczny. Wyobrażasz sobie sytuację, że idziesz ulicą i uśmiechasz się do ludzi ? Wezwaliby lekarza z kaftanem:)

9. Często tak robię i widzę te “zaciekawione” spojrzenia ale i czasem odwzajemniony uśmiech, który niekiedy daje początek ciekawej znajomości 🙂 Dziękuję Ci za Twoje przemyślenia i naszą, jak zawsze, pełną emocji i głębi, rozmowę 🙂

Comments

  1. Agaman says:

    Uwielbiam takich (nie)zwyczajnych ludzi ♡ cudownie czytało się ta rozmowę,okazuje się,że mamy sporo podobnych przemyśleń:)

    1. Gabi says:

      I właśnie to jest niesamowite, że jeśli zadamy sobie te same głębokie pytania, często okazuje się, że z wieloma osobami mamy sporo wspólnych mianowników 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.