1…2…3…ACTION!

Obejrzałam RAMBO….

I przypomniałam sobie dlaczego się do pewnych rzeczy nie nadaję…

Zawsze pociągało mnie kino akcji. Co tam łzawe romanse, po których człowiek bujał się emocjonalnie niczym w malignie. AKCJA napędzała do działania, AKCJA porywała do życia, AKCJA dodawała skrzydeł.

Jako nastolatka, namiętnie nagrywałam wszelakie filmy akcji na KASETĘ VHS 😊 Tak, taki wynalazek o którym można znaleźć wzmianki w encyklopedii, a na pewno już na wystawach w tematycznych muzeach 😊 Wciąż mam całą kolekcję gdzieś na strychu u mamy i tylko czasem mój starszy brat w przypływie braterskiego poczucia humoru straszy mnie, że wszystkie moje zachomikowane gadżety kiedyś znajdą swoje miejsce na jakimś przytulnym wysypisku śmieci 😊

Stallone, Schwarzenegger, Bruce Willis, Jean Claude Van Damme, Steven Seagal i inni naczelni twardziele kina akcji byli mieszkańcami mojego pokoju dominując całkowicie jego ściany. Plakaty z ich wizerunkiem były nawet na wewnętrznych stronach szaf (ku przerażeniu mamy, gdy to odkryła).

Patrzyłam szeroko otwartym oczami na umiejętności walki moich idoli (zwłaszcza Stefana) i w duchu marzyłam, że też będę kiedyś walczyć ku pomocy uciśnionym (ku przerażeniu mamy, gdy to odkryła). Stąd wzięło się moje zamiłowanie do aikido (znowu od Stefana), które w końcu znalazło swoje ujście gdy zapisałam się do klubu i chodziłam regularnie na zajęcia podczas których moja fascynacja filozofią tej sztuki walki tylko się pogłębiała (ku przerażeniu…. wiadomo kogo 😉).

Zawsze podobał mi się w filmach akcji jeden moment- moment mobilizacji. Rocky Balboa i niezapomniana ścieżka dźwiękowa podczas jego treningów. Przygotowania do wielkiej akcji, do trudu, jaki dzieli głównego bohatera od finałowego sukcesu, po którym poziom endorfin u widza diametralnie wzrasta wpływając na jego dobre samopoczucie przez jakiś czas po zakończeniu filmu.

Uwielbiam filmy akcji, które pokazują, że dobro zawsze zwycięża. I zawsze emocjonalnie wiążę się z bohaterem głównym. Płaczę, gdy umiera (zdarza się i tak), przeżywam, gdy cierpi, cieszę się, gdy pokonuje wrogów. Dopinguję mu gdy walczy. Jak łatwo się domyśleć, film akcji to całkiem spore dla mnie przeżycie duchowe 😊

 

Jak wspomniałam na początku, niestety do pewnych rzeczy się nie nadaję…

Nie potrafię patrzeć na brutalność, jaką dzisiejsze i te sprzed lat, filmy akcji prezentują…

Na ilość wylewanej krwi z każdej części ciała…

Na ilość latających w eterze tych części ciała…

Na finezję z jaką twórcy kina akcji zabijają…

Ogarnia mnie wstręt, przerażenie i słabość, gdy patrzę na krwawe sceny..

 

A najgorsze jest to, że wciąż patrzę! Nie mogę oderwać oczu od tych przerażających scen. I łypię jednym okiem spod koca na te okrucieństwa nie dowierzając, co się za chwilę wydarzy. Mój mąż śmieje się w głos gdy przeżywam i komentuję (ok, z boku to może być nawet zabawne), ale najgorsze jest to, że niektóre historie opowiadane filmem, wydarzyły się naprawdę. Prawdziwi ludzie doświadczyli tego, co pokazują aktorzy swym zawodowym kunsztem. To cierpienie i ta rzeź miały miejsce naprawdę. Kiedyś tam. Ludzie ginęli w męczarniach, dzieci zabijano bez litości, kobiety brutalnie gwałcono. I to wciąż szokuje. I przeraża. I uświadamia z mocą to, za co możemy być wdzięczni teraz…

Same banały..

 

Zdrowie…

Wolność…

Godność…

 

Niestety, okrucieństwa wciąż się dzieją w różnych miejscach na świecie.

Co innego obejrzeć film, podumać i zapomnieć a co innego mieć świadomość, że podobne tragedie dzieją się właśnie teraz, setki tysięcy kilometrów stąd. A może nawet całkiem blisko…

Film to świetny nośnik emocji….

Do pewnych scen się jednak nie nadaję…

Jeśli RAMBO dziesięć lat temu sprawił, że dostałam tylko lekkich wypieków na twarzy, a teraz spowodował, że serce waliło mi jak po triathlonie, w którym nigdy nie biegłam, to ja wysiadam.

W pewnym wieku to się jednak wybiera te łzawe romanse, które o miłości traktują, szczęście pokazują a nie łomot i jatkę żołnierzy w wietnamskiej dżungli krwawo obrazują.

Ale Stefan, ach Stefan, przytył teraz i już się tak pewnie żwawo nie rusza w walce 😉 Lecz pomimo to, wciąż z sentymentem będę wspominać jaki miał na mnie wpływ.

Zapamiętać: dzieciom puszczać Chip i Dale, Kaczor Donald i ewentualnie Świnkę Peppa 😊

 

A tak poważnie…

Chciałabym, aby nadchodzące święta uwrażliwiły nas na cierpienie, którego doświadczają ludzie, często Ci blisko nas…..

Na biedę, od której często odwracamy wzrok…

Na smutek, który ignorujemy…

Na chorych, których wolimy trzymać na bezpieczny dystans…

Na rozmowy, których ze strachu nie podejmujemy….

 

I życzyłabym nam Wszystkim, aby ta świadomość zamieniła się w AKCJĘ.

Akcję na miarę naszych możliwości.

Każdy jakieś ma.

TY.

JA.

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.